O aniołkach i diabełkach.

Jeżeli kiedykolwiek przyjdzie Ci do głowy, aby pokochać kapłana, to spraw sobie aniołka i diabełka.

 

On się do Ciebie uśmiecha – i natychmiast aniołek podnosi główkę, a diabełek opuszcza główkę.

 

Rozmawia z Tobą godzinami, słuchając Cię tak uważnie, jak nikt nigdy Cię nie słuchał. Mówi Ci słowa, których nikt nigdy nie mówił – aniołek podnosi główkę…

 

Mówi Ci, że Cię kocha, że się pobierzecie, że będziecie mieli dzieci – diabełek opuszcza główkę…

 

Pyta Cię, czy dla niego będziesz w stanie wyrzec się sakramentów świętych – aniołek opuszcza główkę…

 

Całuje Cię…I stajecie się jednym ciałem… – diabełek…a może aniołek…?… opuszcza główkę.

 

Poczęliście nowe życie! – aniołek unosi główkę.

 

Jesteś sama – i z zazdrością patrzysz na inne kobiety w przychodni ginekologicznej, które są z mężami – diabełek podnosi główkę.

 

Wieczorem on szepce Ci do ucha słowa takiej miłości i czułości, jakiej nie zdarzyło Ci się spotkać w życiu – aniołek podnosi główkę.

 

Wiesz, że nigdy nie będziesz  miała „normalnych” zaręczyn i ślubu…Że nikt nie ucieszy się z narodzin Twojego dziecka – aniołek opuszcza główkę…

 

I co? Czy ciągle masz ochotę pokochać księdza?

 

Niebo – piekło – niebo…

Kiedyś bardzo lubiłam ten werset z Księgi Izajasza:

„Czyżbym Ja, który otwieram łono matki, nie sprawił urodzenia dziecka? – mówi Pan.

Czyżbym Ja, który sprawiam poród, zamykał łono? – mówi twój Bóg.”

(Iz 66,9)

Bo wiedziałam, że to jest proroctwo, które kiedyś wypełni się na mnie. Że kiedyś będę karmiła piersią dziecko – moje, moje własne. „A każdy, kto o tym usłyszy, śmiać się będzie z mego powodu” (Rdz 21,6). Dla Boga bowiem nie ma NIC niemożliwego…

A jednak, kiedy Bóg spełnił swoją obietnicę – dał mi miłość i „otworzył moje łono” przekonałam się, jak gorzkie mogą być niektóre przepowiednie.

(Dzisiejsza liturgia zawiera m.in. werset: „Jesteś kapłanem tak jak Melchizedek…” – i czy naprawdę dziwisz się, kochanie, że to rozdziera moje serce? Przecież Ty JESTEŚ kapłanem! Jesteś…i zawsze nim będziesz. Zawsze. Nawet, kiedy się pobierzemy… Nawet, jeśli teraz chcesz o tym zapomnieć. Nawet, jeżeli już zapomniałeś. Ja nie zapomnę. I Bóg nie zapomniał…)

I kto wie, może naprawdę jest tak, jak mawiała św. Teresa Wielka, że „kiedy Bóg chce ukarać głupca, spełnia wszystkie jego prośby..”?

W co wierzy ateista? (część II)

Wszędzie można dziś usłyszeć, że właściwie wszystko, co ludzkość ma wartościowego, zawdzięczamy ateistom: telefony komórkowe, prawa człowieka, mikrofalówki i wolną miłość…

 

Ludzie wierzący natomiast rzekomo przynieśli światu tylko fanatyzm, ciemnotę, wyprawy krzyżowe i Bin Ladena. I aż chciałoby się powiedzieć, że nie odpowiadają jedynie za gradobicie, trzęsienie ziemi i koklusz…

 

Bardzo to piękne, tylko że to po prostu…nie jest prawda!

 

W świecie starożytnym (a także w Średniowieczu) to właśnie Żydzi, chrześcijanie i muzułmanie stworzyli podwaliny pod kulturę europejską, szkoły i uniwersytety, oraz. instytucje „państwa opiekuńczego” – szpitale i przytułki dla ubogich, starców, bezdomnych i chorych – które podziwiał i próbował naśladować nawet nieprzejednany wróg „Galilejczyków” – cesarz Julian Apostata.

 

Jeśli zaś chodzi o czasy nowożytne, to wydaje mi się, że wiara i niewiara rozkładały się wśród wielkich tego świata mniej więcej po równo (a może nawet z pewną korzyścią dla ludzi wierzących, skoro, jak wiadomo, Nietzsche, Lenin i Stalin uważali się za „oświeconych ateistów”). Jak już tutaj pisałam, nie można twierdzić, jakoby ateizm był z natury swojej bardziej racjonalną postawą, niż wiara religijna.

 

Inaczej mówiąc, wierzący naukowiec nie musi być zasadniczo „gorszym fachowcem” niż jego niewierzący kolega. Dość będzie tu przypomnieć, że zarówno Mikołaj Kopernik jak i Izaak Newton (bez osiągnięć których doprawdy trudno byłoby wyobrazić sobie rozwój nowożytnej nauki..) byli ludźmi wierzącymi w Boga – podobnie jak Florence Nightingale, Albert Schweitzer, Martin Luther King, Robert Schuman i Matka Teresa z Kalkuty…

 

Błażej Pascal, zarówno wybitny naukowiec, jak i żarliwy chrześcijanin, mądrze kiedyś powiedział, że na pytanie o istnienie Boga są tylko dwie możliwe odpowiedzi, obie równie prawdopodobne: Bóg jest – albo Go nie ma. I jedynie od naszej woli zależy, w którą się przechylimy stronę…