„Przyjdź i Paschę z nami święć!”

Pascha (hebr. פסח – Pesach, ’przejście’), Przaśniki – święto żydowskie, obchodzone na pamiątkę wyzwolenia Żydów z niewoli egipskiej. W Izraelu trwa 7 dni, a w diasporze – 8 dni; poczynając od 15 dnia Nisan (w tym roku wypada to pomiędzy 9 a 16 kwietnia). Od dnia następnego liczony jest tzw. omer – jest to okres 7 tygodni, o charakterze prawie żałobnym (czy nie dostrzegacie tu analogii z naszą polską Wigilią, która też niby jest „wesoła, a jednak dziwnie smutna”?), w którym ortodoksyjni Żydzi nie odprawiają wesel, nie strzygą włosów ani się nie golą.

Pierwszy wieczór Paschy, zwany wieczorem sederowym, ,jest najbardziej uroczystym momentem święta. Spożywa się wtedy w gronie rodziny uroczystą kolację, podczas którego czytana jest Hagada – opowieść o wyjściu z Egiptu. Jej tekst nie jest liturgiczny: istnieją różne Hagady; niektóre spośród współczesnych komentują wyzwolenie narodu żydowskiego w czysto świecki sposób.

Podczas uczty wychyla się cztery kielichy wina dla upamiętnienia czterech sposobów nazwania wyzwolenia. Jedno z dzieci zadaje pytania dotyczące znaczenia obrzędów Paschy, na które odpowiada głowa rodziny. Następnie biesiadnicy odmawiają psalmy Hallelu (są to Psalmy od 113 do 118). Najprawdopodobniej także Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy odśpiewał je ze swymi uczniami. (Mk 14,26)

Podczas kolacji sederowej spożywa się warzywa zanurzone w słonej wodzie oraz gorzkie zioła, co ma przypominać o cierpieniach Ludu Wybranego w niewoli. Tradycyjnymi potrawami są także: pieczony udziec z kością (symbolizujący ofiarę z baranka paschalnego) oraz jajka.

Wieczór sederowy składa się z wielu tradycyjnych rytuałów, odprawianych w ściśle ustalonym porządku. Istnieje też wiele zwyczajów ludowych związanych z sederem: np. dzieci próbują ukraść ostatni kawałek macy (afikoman) i wymienić go na prezenty; jeden puchar wina tradycyjnie napełnia się dla proroka Eliasza ,który jest uroczyście zapraszany do środka; wino z kielichów jest ulewane dziesięciokrotnie na pamiątkę dziesięciu „plag egipskich” itp.

Najważniejszym przykazaniem obowiązującym Żydów w święto Paschy jest zakaz spożywania (a nawet posiadania w domu) chleba na zakwasie (chamec). Zamiast tego spożywa się pieczywo ze specjalnie przygotowanej mąki – macę.

Podczas święta nie można używać zwykłych naczyń kuchennych i sztućców, gdyż wchłonęły one chamec i mogą być rytualnie oczyszczone tylko przez specjalne procedury koszerowania. Chamec należy wyrzucić, albo sprzedać nie-Żydom i ewentualnie odkupić po świętach. 

I najprawdopodobniej do tego zwyczaju nawiązywał Jezus, domagając się od swoich uczniów „oczyszczenia serca” z „kwasu faryzeuszy” (Łk 12,1) – ponieważ także w środowiskach żydowskich bywa to traktowane jako zachęta do pozbycia się „starego kwasu” tj. zapomnienia o dawnych urazach i grzechach.

Poza tym różne społeczności żydowskie mają własne ograniczenia pokarmowe, np. Aszkenazyjczycy nie jedzą podczas Paschy fasoli, grochu i ryżu. W pierwszy i ostatni dzień Paschy zakazana jest praca.

(Niektóre informacje pochodzą z Wikipedii)

  

Rozważania na Wielki Piątek

Jeszcze się kiedyś rozsmucę,
jeszcze do Ciebie powrócę,
Chrystusie…

Jeszcze tak rzewnie zapłaczę,
że przez łzy Ciebie zobaczę –

i z taką wielką żałobą
będę się żalił przed Tobą

że duch mój przed Tobą klęknie
i wtedy serce mi pęknie…

                                    (Julian Tuwim)

***
Krew płynie z Twojego boku –
wakacje, a taki blady –
i właśnie dlatego wierzę
żeś Wszechmogący słaby.
Że w jarzębinach wisisz,
dzwońce Cię podziobały…
I właśnie dlatego kocham
że jesteś wielki mały.
Rozeszły się całkiem drogi
zgubiło się i odkryło –
pozostał człowiek i Pan Bóg
mój grzech moja miłość…
                           (Jan Twardowski)

    

(Salwador Dali, Ukrzyżowanie <fragment>)

Jest to najbardziej przejmujący obraz ukrzyżowania Chrystusa, jaki w życiu widziałam – i spędziłam przed nim wiele godzin, „wmyślając się” w tajemnicę Syna Człowieczego, który został „wywyższony ponad całą ziemię” (por. J 12,32).

Nawiasem mówiąc, uczeni są już dzisiaj raczej zgodni co do tego, że gdyby rzeczywiście ukrzyżowanie przebiegało tak, jak chce wielu malarzy (Dali również nie ustrzegł się tego błędu!) – i skazańcom przebijano by dłonie, to ciała pod własnym ciężarem „urywałyby się” z krzyża…

Bardziej prawdopodobne jest zatem, że gwóźdź wbijano w okolice nadgarstka, w naturalnie występującą przestrzeń pomiędzy kośćmi przedramienia, co zresztą musiało powodować nieopisany ból.

Tak więc wspominane w Ewangeliach wino zaprawione goryczą (Mt 27,34) względnie mirrą  (Mk 15,23) najprawdopodobniej było rodzajem prymitywnego środka znieczulającego czy też odurzającego.

Jezus jednak skosztował wina, ale nie chciał pić…

Niespodziewana kariera Judasza.

Jestem osobą, która swoją przygodę z chrześcijaństwem rozpoczynała trochę „nietypowo” – bo od lektury… apokryfów, takich, jak np. pochodząca z II w. Ewangelia Tomasza. Nawiasem mówiąc, każdy może sobie te rzekomo „zakazane” ewangelie przeczytać, czy to w formie książkowej (w serii pod red. ks. M. Starowieyskiego), czy w Internecie (np. na portalu www.opoka.org.pl).

I im więcej ich czytałam, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że ci, którzy kiedyś dokonywali wyboru pism do kanonu Nowego Testamentu, wybrali… dobrze – tak dziwaczne, niezrozumiałe a miejscami wręcz okrutne są te opowieści (w tzw. Ewangelii Dzieciństwa [według] Tomasza na przykład mały Jezus jest antypatycznym, próżnym i rozwydrzonym dzieciakiem, który – korzystając ze swojej boskiej mocy – zabija swoich rówieśników tylko za to, że się z Niego wyśmiewali…)

Większość spośród tych ewangelii powstawała w środowiskach gnostyckich w okresie od II do IV w.n.e – i wydaje się, że podstawowym kryterium wyboru pism do „kanonu” nie była wcale (jak to się często uważa) ich zgodność z „linią ortodoksyjnego Kościoła,” tylko po prostu odległość czasowa od opisywanych wydarzeń.

Dla przykładu, Ewangelia Tomasza, uznawana za jedną z najstarszych z tej grupy, pochodzi z ok. 180 roku, tak więc jest co najmniej o 60 lat młodsza od ostatniej z Ewangelii kanonicznych (Ewangelii wg św. Jana, co do której niektórzy Ojcowie Kościoła też mieli pewne zastrzeżenia).

Gnoza chrześcijańska jest zjawiskiem wielopostaciowym, jednak można w niej wyróżnić kilka podstawowych cech:

  • gnostycy dopatrują się w tekstach biblijnych przede wszystkim ich sensu alegorycznego, wiedzy tajemnej, magii liczb, itd.
  • często występuje w ich wierzeniach bardzo silny dualizm między „czystym” duchem i złym światem materii, posunięty czasami aż do przekonania, że Stwórcą świata jest „zły Bóg.” W niektórych grupach o charakterze gnostyckim prowadziło to np. do zbiorowych samobójstw (skoro śmierć jest „wyzwoleniem” ze złej materii, samobójstwo staje się szlachetnym postępkiem), odmowy prokreacji czy też czynów o charakterze aspołecznym (ponieważ wszystko to przyczynia się do zniszczenia porządku świata widzialnego)
  • istnieje bardzo rozbudowana hierarchia duchów, aniołów, istot boskich (eonów czy też „emanacji” pojmowanych na sposób neoplatoński). Jezus jest tylko jednym z wyższych eonów i często nie stanowi nawet centrum nauczania. Jego rola polega na objawieniu „wybranym” tajemnej wiedzy o prawdziwej naturze świata.
  • Gnostycyzm niejednokrotnie „dowartościowuje” postaci i wydarzenia, przedstawiane w Biblii jako negatywne, jak np. Kain czy mieszkańcy Sodomy. Niekiedy wiąże się to także z przewartościowaniem całej „tradycyjnej” moralności.

Wszystkie wyżej wymienione elementy można dostrzec także w niedawno „odkrytej” (a tak naprawdę dopiero teraz udostępnionej opinii publicznej) Ewangelii Judasza, która jest jednym z pism gnostyckich z II, III lub nawet początków IV w. „Zdrada” wiarołomnego ucznia jest tutaj czynem chwalebnym, ponieważ doprowadzi nie tyle do zbawienia ludzkości, co do „uwolnienia” Jezusa z ludzkiego, a więc niechcianego, ciała.

Być może mamy tu do czynienia z koptyjską kopią (tłumaczeniem?) tekstu greckiego z końca II w., aczkolwiek nie wiemy na pewno, czy tekst Ewangelii Judasza, którym dysponujemy obecnie, jest tym samym, o którym wspominają wcześni Ojcowie Kościoła, np. św. Ireneusz (ok. 140- ok.202)

Nie jest przecież wykluczone, że w przeszłości istniało więcej niż jedno dzieło pod tym tytułem…

Mnie jednak zastanawia coś innego: skąd tak ogromna”medialna”popularność tego niełatwego przecież tekstu w naszych (podobno) sceptycznych czasach?

Moim zdaniem, powodów tak spektakularnego – choć spóźnionego – „sukcesu” Judasza może być co najmniej kilka.

Przede wszystkim, nasza epoka, która przekonanie o czyjejś „racji” uważa najczęściej za nieuzasadnioną uzurpację, lubi – tak jak gnostycy – stawać po stronie „przegranych”, pokazując, że ich „prawda” może być co najmniej równie ważna (jeśli nie ważniejsza!) niż poglądy „zwycięzców.”

I dlatego politycznie poprawne wydaje się teraz poparcie dla „niezrozumianego ucznia”, rzekomo zniesławianego przez całe wieki istnienia Kościoła. Mniejsza o to, że NIGDY oficjalnie nie stwierdzono, że Judasz znalazł się w gronie „potępionych” (wyobrażenie Dantego, który umieszcza go na samym dnie piekieł, to tylko jego wersja literacka) – i o to, że również w Ewangeliach uznanych za kanoniczne zapisano, iż Jezus zwrócił się do swego zdrajcy słowami „PRZYJACIELU…” (Mt 26,50) 

A i w historii Kościoła nie brakowało takich, którzy okazywali zrozumienie i współczucie dla tej tragicznej postaci, przypuszczając, że Ten, który przebaczył „łotrowi” na krzyżu, nie mógłby być bardziej bezlitosny wobec jednego z tych, których przecież sam sobie wybrał… Pewna mistyczka, św. Katarzyna z Genui (1447 -1510) miała nawet wizję, według której Judaszowi zostało wybaczone.

Wcale nierzadki jest też pogląd, że być może apostoł ten należał w przeszłości do „narodowowyzwoleńczej” frakcji zelotów i sądził, że Jezus „wybroni się” w spotkaniu z przywódcami religijnymi i stanie na czele zbrojnego powstania…

I nawet scenę samobójstwa Judasza dałoby się – tylko w świetle „tradycyjnej” Biblii – zinterpretować nieco inaczej. Otóż według Prawa Mojżeszowego ten, który by „wydał niewinnego” na śmierć, sam podlegał takiej samej karze. Nie jest więc wykluczone, że Judasz, przyznając się do winy i zwracając pieniądze liczył na to, że arcykapłani go ukarzą – skoro jednak oni go przepędzili, sam wymierzył sobie „sprawiedliwość.” (Mt 27, 3-5)

Tak czy owak – Kościół (jak to ma w zwyczaju!) postąpił okrutnie z niewinnym Judaszem – i będziemy się trzymać tej wersji!

A po drugie, i być może jeszcze ważniejsze, „gnostycka” wersja chrześcijaństwa, w której wszechświat jest zaludniony przez najróżniejszego typu duchy i demony, a Jezus nie jest „Synem Bożym” bardziej niż każdy z nas (chociaż jest pierwszym, który sobie to w pełni uświadomił) – my zaś możemy stać się „bogami” poprzez osiągnięcie odpowiedniej wiedzy i samopoznania – świetnie przystaje do naszej wizji „duchowości.”

W takim ujęciu chrześcijaństwo staje się bowiem tylko dość mglistą, abstrakcyjną filozofią, na tyle niejasną, że każdy może sobie ją interpretować jak chce. I to chyba nie przypadek, że w Ewangelii Judasza (która urywa się nagle na scenie „wydania” Mistrza przez ucznia) nie ma nawet najmniejszej wzmianki o śmierci Jezusa na krzyżu.

Śmierć, cierpienie – to przecież takie ludzkie, takie „cielesne.” Nie, nie chcemy takiego Jezusa (nie na darmo współcześni gnostycy twierdzą, że „Jezus” jest tylko personifikacją pewnego mitu – tak więc Geza Vermes i inni poszukiwacze „Jezusa historycznego” mogliby już sobie darować…) – o czym mogą także świadczyć pełne oburzenia reakcje na film „Pasja.”

Oczywiście, przez wieki używano postaci Judasza do podsycania własnych uprzedzeń – przede wszystkim do Żydów (imię „Juda(s)” oznacza ni mniej ni więcej, tylko „Żyd”), a nawet do…rudowłosych, ponieważ chętnie przedstawiano „zdrajcę” właśnie z płomienną czupryną. Ale to już zupełnie inna historia…

Postscriptum: I jeszcze kilka słów o „judaszowym pocałunku.”

Wielu badaczy starożytności podawało w wątpliwość, czy spotkanie Jezusa z Judaszem rzeczywiście mogło przebiegać tak, jak to przedstawiają niezliczone malowidła. Argumentują oni, że w owych czasach „przepaść” dzieląca ucznia od nauczyciela była tak wielka, że Judasz mógłby sobie w tym wypadku pozwolić co najwyżej na pełne szacunku ucałowanie ręki Jezusa…

Niemniej sądzę, że trzeba tu stale mieć na uwadze, że Jezus NIE BYŁ „takim samym” nauczycielem, jakich wielu było w ówczesnej Palestynie; pod wieloma względami był nawet zupełnie INNY – o czym świadczy chociażby fakt dopuszczania kobiet (i to nierzadko kobiet o „wątpliwej” reputacji) do grona uczniów, na co nie pozwoliłby sobie żaden z „szanujących się” rabbich.

A skoro podczas Ostatniej Wieczerzy zezwolił „umiłowanemu uczniowi” (tradycja widzi tu św. Jana) „spoczywać na swojej piersi” (J 13,23) – to mógłby także dopuścić Judasza do bardziej poufałego pocałunku w policzek czy nawet w usta, jak to pokazują niektóre obrazy.

Niektórzy z kolei zwracają uwagę na wielkie znaczenie „pocałunku pokoju” w pierwszych wspólnotach chrześcijańskich – i widzą tu przede wszystkim umówiony „sygnał”, znak przynależności do grupy.