List do rodziców niepełnosprawnych dzieci.

Moi kochani,
sama mam porażenie mózgowe i wydaje mi się, że dobrze rozumiem te wszystkie upokorzenia i niezrozumienie, jakie musicie znosić dzień po dniu razem ze swoim dzieckiem. Czasami aż chciałoby mi się krzyczeć : „To dziecko nie jest źle wychowane, jest chore. A jeśli Pan(i) ma z tym jakiś problem, to już tylko Pana(i) problem!”

I, po pierwsze, chciałabym Wam poradzić, byście poszukali wsparcia innych rodziców, innych mam. Ważne jest, by nie być samotnym z tym problemem. Potrzebujecie czasem nieco oddechu, odpoczynku.

Po drugie, spróbujcie porozmawiać z pozostałymi dziećmi (niezależnie od tego, jak są duże) o tym, co przeżywają – i o tym, że „taki” brat czy siostra to żaden „obciach”, że jego świat to takie „drzwi zamknięte od środka” ale że on jest tam w środku i bardzo się boi, że potrzebuje Waszej pomocy i Waszej miłości. (Sama mam dwóch braci i bardzo mnie kochają, mimo że – wierzcie mi – osoby z porażeniem też potrafią zachowywać się „dziwnie”) I że Wy też jej potrzebujecie. Może już pora, żeby obejrzeć wspólnie np. „Rain Mana”?(Polecam Wam też film „Cud miłości”).

Po trzecie, ale to na pewno sami wiecie, Wasze dziecko potrzebuje również specjalistycznej pomocy. Nie poddawajcie się, jest obecnie wiele metod, które przynoszą ludziom niepełnosprawnym znaczną poprawę jakości życia.

Jeśli macie bliskich przyjaciół, to spotykajcie się z nimi jak najczęściej – to pomoże nie tylko dziecku, ale i Wam. Kiedyś czytałam reportaż o dziewczynie, która zdecydowała się zostać „zastępczą mamą”dla dwóch chłopców – jednego z autyzmem, drugiego z zespołem Downa. Ona np. miała wielkie wsparcie w swoim spowiedniku. Czy macie kogoś takiego? To bardzo ważne!

I po czwarte: starajcie się jak najczęściej uśmiechać! Wówczas nawet to, co wydaje Wam się irytujące, może stać się lżejsze do zniesienia – jeśli tylko nauczycie się patrzeć na to z dystansem. Chciałabym Wam też powiedzieć, że w niektórych „prymitywnych” plemionach funkcjonuje pogląd, że rodzice, którzy mają „takie” dzieci są jakoś szczególnie wybrani przez Boga. Myślcie w ten sposób o sobie! Wasze dziecko jest WYJĄTKOWE – i Wy też !

I jeszcze jedna ważna rzecz: wydaje mi się, że jako matka przeczuwam, jak trudno jest rodzicom „rozstać się” z własnym dzieckiem. Ale ten problem jest z pewnością większy, gdy chodzi o osoby niepełnosprawne fizycznie (jak ja) lub umysłowo. Im po prostu nie pozwala się dorosnąć (na tyle oczywiście, na ile w danym przypadku jest to możliwe) – bo przecież to takie „wieczne dzieci” – prawda? Że o miłości, własnej rodzinie i seksie już nawet nie wspomnę… I kiedy znalazłam sobie męża i urodziłam synka (na co, oczywiście, kazano mi nie liczyć), wszyscy byli bardzo zdziwieni…bo „dzieci” przecież nie miewają dzieci, prawda?

Myślę jednak, że ze strony rodziców takich osób jest to bardzo krótkowzroczne działanie – zachowują się bowiem tak, jakby sami mieli żyć wiecznie i nie zastanawiają się, kto po ich śmierci zaopiekuje się takim niezaradnym życiowo człowiekiem. Błagam Was więc w imieniu Waszych dzieci: zróbcie wszystko, co w Waszej mocy, by były na tyle samodzielne, na ile tylko pozwala stopień ich niepełnosprawności.

[***]

Czasami w oczach mego męża

widzę blask słońca z Galilei

jak wtedy gdy jawnogrzesznicę

przed sąd Rabbiego przyciągnęli.

Czasem na dobrych jego rękach

(choć je się bardzo zetrzeć stara)

dostrzegam ślady tego Chleba,

tego, co serca nam przepala.

Lecz kiedy mnie w ramiona bierze

wtedy już nie ma nic poza tym –

bo choć na wieki jest kapłanem

jest także całym moim światem…

 

A jeśli komuś się zdaje, że ten wierszyk jest z lekka grafomański, niech zważy, że skoro „poetessa Isabel” może tworzyć i publikować, to mogę i ja… 🙂

 

Dobre rady ciotki Ady…

czyli o czym zazwyczaj mówię dziewczynom, które zwierzają mi się z problemu p.t. „Kocham księdza!” – oczywiście zakładając, że zechcą mnie w ogóle słuchać, bo wiadomo, że na tym świecie”rada jest najtańszym towarem.” 🙂

  1. Czy „on” odwzajemnia Twoje uczucia? Jeżeli nie jesteś tego w 100% pewna, to dobrze się zastanów, czy należy go koniecznie „uświadamiać” w tej kwestii. Czasami na pewno lepiej wiedzieć, „na czym stoimy” ale… nie zawsze. Z drugiej jednak strony – między przyjaciółmi szczerość jest najważniejsza, prawda?

  2. Niezwykle często bywa tak, że „miłość do księdza” rodzi się przy okazji jakichś wspólnie rozwiązywanych problemów. Św. Teresa z Lisieux mawiała, że uczucie, jakim darzymy naszego spowiednika, jest czymś naturalnym, ponieważ przez niego otrzymujemy wielkie dobro. Ale…

  3. Nie każda autentyczna miłość między księdzem a dziewczyną musi się zaraz przekształcić w relację damsko-męską. Pamiętaj, że są różne rodzaje miłości. Zastanów się, którego z nich pragniesz w odniesieniu do tego kapłana?

  4. Nigdy nie pozwól sobie wmówić, że grzechem jest sama „miłość do księdza” – miłość nigdy nie jest grzechem… ważne jest natomiast, co się z tą miłością zrobi.
  5. Bardzo często się zdarza że kochamy księży właśnie za to, że są… księżmi a kiedy przestają nimi być, to nagle okazuje się że wcale nie są tacy wspaniali…kiedy przychodzi ta „szara codzienność. ” To dlatego na samym początku P. mnie pytał: „Kochasz MNIE czy tego KSIĘDZA, którym jestem?” To jest bardzo, ale to bardzo ważne pytanie!

  6. Przykazanie uczy, że mamy kochać innych „tak jak siebie samego” czyli – że nie jesteśmy w stanie naprawdę pokochać nikogo, dopóki nie kochamy siebie. Nie możemy wymagać, by inni nas kochali, jeśli sami siebie nie kochamy. Zastanów się, czy nie zakochałaś się w księdzu tylko dlatego, że czujesz że komuś w końcu naprawdę na Tobie zależy – i pamiętaj, że powołaniem dobrych księży jest kochać właśnie wszystkich tych, których nikt nie kocha (albo którzy sami czują się niekochani).
  7. Daj mu tyle czasu do namysłu, ile on potrzebuje – i sama też postaraj się dobrze rozeznać, czego pragniesz i dlaczego. Zanim podjęliśmy tę ostateczną decyzję, pojechałam… na rekolekcje i P. też.:) Bądź przygotowana na to, że on powie Ci: „Bóg dał mi inną drogę, taką, na której nie ma dla Ciebie miejsca.” Uszanuj to.

  8. Nie myśl o „nim” bez przerwy – postaraj się nawiązywać relacje z innymi ludźmi, z „normalnymi” chłopakami. Jeżeli naprawdę jesteście sobie „przeznaczeni” to i tak będziecie razem, bez względu na wszystko. Ja miałam jakieś siedem lat, kiedy „przepowiedziałam” sobie, że się ze mną ożeni jakiś ksiądz – i potem przez całe moje życie starałam się usilnie, żeby jednak do tego nie doszło. 🙂

  9. Rozejrzyj się, czy w Twoim otoczeniu nie ma czasem kogoś innego, komu zależy na Twoim szczęściu? Kto wie, może Cię w końcu „przekona”swoją miłością? Nie zamykaj się na miłość, która może przyjść z miejsca, z którego byś się jej wcale nie spodziewała.
  10. Spróbuj go traktować po prostu jako przyjaciela – wbrew pozorom „oni” BARDZO potrzebują przyjaciół. Miałam w życiu wielu spowiedników, a w pierwszym z nich byłam mocno zakochana. Miałam wtedy 16 lat i uważałam się za bardzo zbuntowaną nastolatkę. Marzyłam, że on dla mnie „zrzuci sutannę” (dziś już wiem, że to była dziecinada…:)) – ale ostatecznie wyszło mi to tylko na dobre, ponieważ patrząc na niego (był naprawdę mądrym i prawym człowiekiem!) zaczęłam wierzyć w Boga a jego nauczyłam się w końcu traktować jak „starszego brata” i przyjaciela (podobnie jak kilku innych) – a niektórych znów traktowałam jak ojców i mądrych przewodników.

  11. Jeżeli nie możesz inaczej, to kochaj go nadal, ale – SPRÓBUJ KOCHAĆ GO TAK JAKBY BYŁ TWOIM BRATEM A TY JEGO SIOSTRĄ.
  12. Myślę że to naprawdę jest tak, jak pisał ks. Twardowski „Miłości się nie szuka – jest albo jej nie ma”;”Kto miłości nie znalazł – już jej nie odnajdzie – a kto na nią wciąż czeka – nikogo nie kocha. Jeśli jest miłość, to po prostu jest…wie się o tym. Tak więc w miłości zawsze musi zaistnieć ta „informacja zwrotna” bo bez niej…nic z tego nie będzie… Miłość nieodwzajemniona to tylko wieczna tęsknota.

  13. Od każdego można oczekiwać tylko tyle miłości, ile on jest w stanie Ci dać – nie chciej więc od niego więcej, niż on może.

  14. Nie próbuj na siłę skracać dystansu między wami – pozostaw wasze relacje tak, jak są. Z czasem powinien się ustalić charakter związku, jaki was łączy.

  15. Pamiętaj,że decyzja o „byciu z księdzem” na stałe powoduje pozbawienie dostępu do sakramentów. I to jest trudne. Bardzo. Pamiętam jak dziś, jak P. napisał mi: „No, właśnie –sakramenty. Musimy o tym porozmawiać. O tym, że kiedy się pobierzemy, będziemy ich pozbawieni. Czy jesteś w stanie tyle dla mnie poświęcić?” A ja… ja się rozpłakałam… Jeżeli jesteś wierząca, to zastanów się, czy jest w Tobie gotowość do tak wielkiej ofiary. Kiedy już poznałam P., a jeszcze przed„ostateczną decyzją” często przystępowałam do komunii i do spowiedzi z takim strasznym uczuciem, że to może już ostatni raz w moim życiu.
  16. Korzystaj z sakramentów tak często, jak tylko możesz. Co ja bym za to dała!

  17. Przeczytaj sobie historię Moniki i Marka! Ona miała 17 lat, kiedy się spotkali, a on chyba 27 i był młodym wikarym. Potem była szybka decyzja o odejściu z kapłaństwa, chyba ślub, poszukiwanie pracy,wyrzuty sumienia, kłótnie, sceny zazdrości… Ostatnio chyba znowu wrócili do siebie, ale nie wiem na jak długo bo w pewnym momencie on się wyprowadził od niej do matki. Nie ma co, burzliwy mają związek! Odnośnik do bloga Moniki znajduje się w moich linkach (ku przestrodze że i tak bywa). Mam wrażenie, że z nich dwojga to Monika „starała się” bardziej, a Marek ją tylko obwiniał… 

  18. Zdaję sobie sprawę z tego, że – szczególnie po pobieżnej lekturze mojego bloga – nasza historia może się wydawać idealna, ale… Prawdziwe życie jednak zaczyna się dopiero po „happy endzie.” P. jest na ogół bardzo dobry i cierpliwy, ale czasami jednak puszczają mu nerwy i wtedy go prawie nie poznaję. A potem on mnie przeprasza, ach, przeprasza… 😉 A ja znów potrafię się na niego gniewać i złościć o byle co…a potem go przepraszam… (Choć ja się zwykle złoszczę niezasłużenie…bo on i tak robi o 200% więcej, niż inni mężczyźni – i jest mi posłuszny niczym wierny sługa jaśniepani 😉 – a ja czasem zachowuję się jak obrażona księżniczka…jakby nie wiem jakie cudo ze mnie było. ;)) Ale jestem absolutnie pewna , że on mnie kocha POMIMO wszystkich moich wad i wrednego charakteru – a ja kocham jego, mimo że mnie czasem denerwuje – i zawsze jesteśmy gotowi sobie wybaczyć i porozmawiać. 

  19. Osobnym problemem jest zawsze rodzina (a właściwie dwie rodziny). Wiem, że wszyscy moi bliscy byliby bardzo zadowoleni, gdybym „to” zakończyła w odpowiednim momencie. Do dzisiaj jeszcze niecała nasza rodzina i wcale nie wszyscy znajomi wiedzą, kim P. jest naprawdę. Nie ukrywamy tego specjalnie,ale i nie rozpowiadamy. (Po prawdzie, to i nie za bardzo jest się czym chwalić, a to jest bardzo małe miasteczko…). Wszyscy zresztą na pewno chcieli DOBRZE – pewnie myśleli, że on mnie tylko „wykorzysta”i porzuci.

  20. Przygotuj się na to, że prawdopodobnie odniesieniu do JEGO rodziny czekają Cię jeszcze większe wyrzuty sumienia. Dla niektórych rodziców „syn-ksiądz” jest jedynym powodem do dumy. Jako ci, którzy „wychowali kapłana” są podziwiani, szanowani, etc. Zastanów się, czy naprawdę chcesz im to „odebrać.” W każdym razie ja się długo czułam jak ten bogacz z przypowieści, co to zabrał biedakowi jego jedyną owieczkę…

  21. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie możesz o tym nikomu opowiedziećdlatego właśnie zaczęłam pisać bloga. Widocznie człowiek zawsze ma potrzebę wyrzucenia z tego co w nim siedzi… Mam wrażenie, że ja nie udźwignęłam tej „tajemnicy.”

  22. Z drugiej jednak strony nie chciałabym, abyś myślała, że jak się już jest tą „żoną eksa”to jest taka „czarna dziura”, zupełnie inny świat i wielka tragedia. Ja tak właśnie myślałam – a to jest PRAWIE normalne życie – przy czym to „prawie” czyni wielką różnicę – a w każdym razie nie jest aż tak „strasznie”, jak się spodziewałam. 🙂
  23. Przypuszczam, że zawsze będziesz go kochała w jakiś sposób – bo tego się nigdy nie zapomina – prawdziwa miłość nigdy (do końca) „nie przemija.” Z czasem jednak ta miłość się zmieni i będzie (najprawdopodobniej) tylko pięknym wspomnieniem, czymś , do czego będziesz wracać z sentymentem.
  24. Pozwól Panu Bogu wypełnić w Twoim życiu to, do czego Cię przeznaczył – bo może takie życie, jak moje, to jednak nie jest Twoje”powołanie”? Ludzie często niepotrzebnie boją się tego, co przyszłość ma im do zaoferowania…