„Cywilna” znaczy gorsza?

Na moim ulubionym portalu Fronda.pl dyskutanci zareagowali lekką konsternacją na stwierdzenie abpa Życińskiego, że ludzie żyjący w związkach niesakramentalnych to są „poranione owce” którym należy się troska ze strony Kościoła i które absolutnie nie powinny być uważane za chrześcijan drugiej kategorii.

W komentarzach pojawiło się nawet stwierdzenie, że tak dużą liczbę zgodnych „cywilnych” małżeństw należy tłumaczyć działaniem ni mniej ni więcej tylko szatana, bo „jeśli ktoś już do niego należy, tego on kusić nie musi.” A jeśli ktoś ma sakrament i stara się żyć „po Bożemu” to tam dopiero diabeł szaleje, aż miło…

I od razu przyszło mi tu na myśl Jezusowe zapytanie, jakże to „szatan sam ze sobą jest skłócony” <Mt 12,26> – przecież jego „imię” diabolos po grecku oznacza tego, który nas rozdziela, a nie łączy…). Myślicie, że ludzie wierzący, którzy żyją w takich związkach nie modlą się, nie przepraszają Boga, nie starają się wychować dzieci „po chrześcijańsku”? No, to się BARDZO mylicie. „Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają…”

A ślub kościelny ma sens tylko wówczas, gdy się wierzy w to, że jest to przysięga składana sobie nawzajem wobec Boga, a nie tylko „piękna uroczystość z organami i welonem do samej ziemi” – a tak go niestety traktuje wielu z tych, którzy okazali się go godni i już go „odfajkowali” – i nieważne, że na co dzień omijają kościół szerokim łukiem…

Ostatnio w książce pewnego księdza, którego zresztą lubię i szanuję, znalazłam takie określenie dla „cywilnych” żon: „jego tak zwana żona” – I wydaje mi się,że jest to obraźliwe dla takich małżeństw. Ślub może i nie jest „prawdziwy”, ale miłość?

Sama, jak wiadomo, nie mam z P. ślubu kościelnego (chociaż zawsze było to dla mnie coś bardzo istotnego) po prostu dlatego, że jest to na razie niemożliwe. Nie tracę jednak nadziei, że kiedyś się to zmieni.

A już całkiem niedawno na jednym z blogów (www.ks-tomasz.blog.onet.pl) znalazłam „przypowieść” o babci na weselu, która bardzo mnie poruszyła. Otóż ta staruszka, chociaż z racji wieku i licznych chorób nie mogła już ani zjeść, ani wypić, ani się zabawić, umiała się jednak wspaniale CIESZYĆ RADOŚCIĄ INNYCH…

I choć jako żona „byłego” kapłana dobrze wiem, jaki ból sprawia głód Eucharystii (tak naprawdę nikt, kto tego nie doświadczył, nie może sobie tego nawet wyobrazić) – to jeszcze nie znaczy, że muszę się także „skręcać z zazdrości” wobec tych, którzy są do niej dopuszczeni.

I modlę się o to, by się pozbyć tego typu zawiści (mimo, że wierzę głęboko, że przyjdzie taki czas, kiedy i nam Kościół okaże miłosierdzie…). Bo to trochę tak, jakbym będąc niepełnosprawna „miała za złe” wszystkim zdrowym, że normalnie chodzą…

I cóż jeszcze mogę powiedzieć? Jeśli jesteście wierzący, pomódlcie się czasem za mnie, za nas…

Postscriptum: Niedawno inny z piszących blogi księży napisał, że nadużyciem jest już samo nazywanie „rodziną” ludzi żyjących w wolnych związkach. Z teologicznego i prawnego punktu widzenia zapewne jest to prawda- ale nie wiem, czy to, że „nieślubni rodzice” żyją nie całkiem „po Bożemu” – choć może czasem lepiej i zgodniej, niż wiele par oficjalnie pobłogosławionych przez Kościół albo urzędnika stanu cywilnego – powoduje np. że mniej kochają swoje dzieci?

Czy Anna Radosz, która również żyła w konkubinacie, była „gorszą” matką, niż Joanna Beretta-Molla czy Agata Mróz (żyjące w przykładnych stadłach)? Wszystkie trzy ofiarowały swoje życie za nienarodzone dzieci…Podejmuje się ktoś rozsądzić, że ofiara świętej była więcej warta, niż ofiara „jawnogrzesznicy”?

„Pokaż Bogu czerwoną kartkę!”

Szef się na Ciebie uwziął? Znowu nie wygrałeś szóstki w totka? Zdechł Ci Twój ulubiony kanarek?

A jak sądzisz, kto za to wszystko odpowiada? Jasne, że Bóg! Nie żałuj sobie – dokop Mu! Należy się Staruszkowi, należy! W dodatku jest tak bezsilny, że nawet Ci nie odda – czego się boisz? Żaden grom z jasnego nieba nie padnie.

No, cóż…W epoce, gdy – jeśli w ogóle – wierzymy w Boga, który jest nieskończenie „tolerancyjny”i WSZYSTKO nam wybaczy i zaakceptuje, gdy nie ma już prawie pojęcia”grzechu” – nie ma też właściwie miejsca na ideę „sprawiedliwości na tamtym świecie”, której wyrazem jest m.in. wiara w niebo i piekło.

Bo niby za co – rozumujemy – Bóg miałby nas „sądzić”? Przecież my wszyscy jesteśmy NIEWINNI niczym nowo narodzone dzieci   – a to całe zło na świecie to tylko i wyłącznie wina Boga – i Jego należy za to surowo i przykładnie „ukarać” (czego wyrazem jest właśnie międzynarodowa witryna www.ratetheGod.com: „oceń Boga!”). Zabawne odwrócenie pojęć…

Jeśli o mnie chodzi, to sądzę, że piekło istnieje – ale jest (podobnie jak niebo) raczej „stanem” niż „miejscem” z kotłami, ogniem i smołą…Jest to zapewne jakiś stan wiecznego smutku i samotności – niemniej mam nadzieję, że miłość Boga zachowa od tego większość ludzi…a może wszystkich…kto wie…

Ale już papież Paweł VI powiedział, że być może największym zwycięstwem szatana w naszych czasach jest to, że ludzie już w niego nie wierzą…

***


Osądzić Boga… Na pierwszy rzut oka to przewrotna idea… Pismo Święte przecież zapytuje:„Czyż może być garncarz na równi z gliną stawiany? Czyż może mówić dzieło o swym twórcy: «Nie uczynił mnie», i garnek rzec o tym, co go ulepił: «Nie ma rozumu?»” <Iz29,16> – ale cały paradoks Boga (i naszej ludzkiej wolności!) polega na tym, że to…jest możliwe. Spokojnie możemy Go obwinić o wszystko, opluć i wyszydzić – a On nie będzie się bronił…
Osobiście nie wierzę w Boga, na którego nie można byłoby czasem nakrzyczeć…

A jednak „Globalny Indeks Boga” z dnia 15 września 2009 r., na godzinę 13.22 wynosił + 0,7220. Cokolwiek miałby oznaczać ten wynik, ciągle jeszcze znajdujemy się „na niewielkim plusie.” Może więc pogłoski o „śmierci Boga”, rozgłaszane od z górą 200 lat, wciąż jeszcze są przedwczesne? 🙂

Zaplątani w…bieliznę.

Przypadkowo podczas otwierania innych stron internetowych zauważyłam wyskakujące okienko, a w nim reklamę bielizny oraz formularz do złożenia zamówienia. Tuż nad lukami do wypełnienia widniał napis, a zarazem oświadczenie: „Tak,proszę o przysłanie mi stringów i biustonosza… w cenie promocyjnej 19,90zł (wartość zestawu 137,70zł) + koszty przesyłki 9,90 zł. Tym samym przystępuję do grona Klientek…bez zobowiązania do dalszych zakupów. Po otrzymaniu przesyłki będę miała okazję zapoznać się z przywilejami przysługującymi Klientkom… i zdecyduję, czy chcę pozostać Klientką… także w przyszłości. Jeśli nie, poinformuję o tym Firmę.”

No, proszę – zawsze uważałam, że jestem tak bardzo asertywną i ostrożną osobą, że żadna taka reklama nie zrobi na mnie wrażenia – a jednak, gdy któregoś dnia zadzwoniła do mnie pewna miła panienka, zrobiło mi się jej zwyczajnie żal (w końcu każdy musi jakoś zarabiać na życie…) i na swoje nieszczęście zgodziłam się na kupno kompletu bielizny damskiej „w bardzo atrakcyjnej cenie.”

Zanim jednak zgodnie z umową po kilku dniach otrzymałam pisemne potwierdzenie zamówienia, namyśliłam się i zmieniłam zdanie. Zadzwoniłam pod numer tej infolinii i zgłosiłam rezygnację, dobrze wiedząc, że konsument może, w określonym terminie, odstąpić od transakcji kupna-sprzedaży bez podawania przyczyny. A już na pewno wtedy, gdy zwykła rozmowa telefoniczna traktowana jest jako wiążące zobowiązanie do zakupu.  Nic mi to jednak nie pomogło.

Swój „komplet promocyjny” owszem, dostałam, a później…zaczęły regularnie przychodzić paczki z następnymi towarami, których, jako żywo, nigdy nie zamawiałam. Mało tego, zaczęły też przychodzić „wezwania do zapłaty” kolejnych, coraz wyższych sum. Zdesperowana sięgnęłam od Internetu po informacje o owej firmie, co to tak lubi uszczęśliwiać ludzi na siłę, a tam, jak się okazało, aż roi się od następujących opinii:

„…byłam ich klientką 1,5 roku; bielizna jest ok, ale jest wielki problem, żeby się wycofać- nie radzę!”

„…nie mogę się od nich uwolnić. Gdy napisałam, że już nie chcę dostawać przesyłek, to mi odpisali, że pomylili ofertę i dostanę inne, teraz czekam, co będzie…

Myślałam, że bez problemu można zrezygnować z ich usług...”  (Ja też!)

„Ponad pół roku temu zamawiałam u nich top i majtki – i do tej pory niczego nie dostałam. Ale za to otrzymuję wezwania do zapłaty za rzeczy, których nie zamawiałam i na oczy nie widziałam.

Ta bielizna nie jest wcale lepsza od tych, które normalnie ukazują się na rynku, a i ceny też nie są konkurencyjne. Uwolniłam się od tej firmy  zupełnym przypadkiem. Dostałam raz i drugi przesyłkę podczas mojej dłuższej nieobecności w domu. W związku z tym otrzymałam upomnienie o zapłatę rachunku. Po uiszczeniu opłat i po drugiej zwłoce bielizna przestała przychodzić.

„Ich jakość także pozostawia wiele do życzenia.Po kilku praniach wszystkie,obojętnie czy oryginalnie były czerwone, niebieskie czy granatowe, przybierają kolor niezbyt ładnego szarego...”

„Ja również dałam się  naciągnąć… pierwszy komplecik był uroczy … jako następne natomiast dostawałam wielkie gacie na pół pupy, w kolorach raczej mało uroczych!Zatrudniłam prawnika i dopiero Rzecznik Konsumenta mi pomógł…

Ale są i głosy pełne pocieszenia:

„Mam ciocię, która pracuje na poczcie i poinformowała mnie, że jeżeli coś zamawiamy i przesyłka przychodzi zwykłym listem, a my nic nie podpisujemy, to takie przesyłki często giną. Mógł je wiatr zdmuchnąć, mogły komuś innemu się przydać. Takie przesyłki nie są odnotowywane i firma, która je wysyła, nie ma podstaw do wytyczenia sprawy o niezapłacenie. Tak, że powodzenia i miłego noszenia Wam życzę.”

„Oczywiście, jest to chamstwo, jeśli coś zamawiasz i nie płacisz. Natomiast jak nazwać wciskanie towaru, po tym, jak zrezygnowałeś z usług danej firmy?Naciąganiem? Bałaganem i brakiem kompetencji? Superchamstwem? A wysyłanie upomnień – żądań zapłaty przy braku możliwości udowodnienia, że wysłano towar, kwalifikuje się do zgłoszenia do prokuratury. Ale oczywiście szkoda się w to bawić, bo nie ma żadnych prawnych podstaw do upomnień.”


A pewna młoda studentka prawa napisała tak:

„Dziewczyny, jeśli dostajecie przesyłki od tej Firmy (czyli 3 pary majtek w każdej paczce) za które trzeba zapłacić niemałe pieniądze, to NIC NIE PŁAĆCIE – TO JEST ICH SPOSÓB NACIĄGANIA-TYPOWE WYŁUDZENIE. Jeśli nawet zachowacie sobie tę przesyłkę, to nie musicie za nią płacić. Jest to zgodne z prawem i nic nie mogą Wam zrobić. Po prostu zadzwońcie do siedziby tej Firmy i powiedzcie żeby nic więcej nie wysyłali, ponieważ nie składałyście żadnego zamówienia. Ja tak właśnie zrobiłam, ponieważ na zajęciach z prawa cywilnego profesor powiedział, że ich działania są typowym wyłudzeniem oraz są niezgodne z normami prawnymi:jeśli coś zamawiamy, to dostajemy to zawsze przesyłka poleconą – w tym przypadku jest to tylko list zwykły, którego nikt nie podpisuje- proste?

A jeśli o mnie chodzi, to wysłałam do tej Firmy kolejnego już e-maila tej treści: „Szanowni Państwo! Po raz kolejny proszę o skreślenie mnie z listy Klientów – biorąc pod uwagę, że nie poinformowano mnie wcześniej, że jednorazowe skorzystanie z Państwa „oferty promocyjnej” wiąże się z koniecznością dokonywania dalszych zakupów i przysyłaniem towarów, których NIE ZAMAWIAŁAM, nie czuję się prawnie ani moralnie zobowiązana do regulowania jakichkolwiek dalszych roszczeń na Państwa rzecz. „Monity” Państwa, które zresztą nie mają mocy prawnej, nie będą przeze mnie uwzględniane. Z poważaniem.”

Miałam nadzieję, że zadziała… Nie zadziałało… W piątek przysłali mi zawiadomienie, że jeśli chcę zrezygnować z kolejnej przesyłki, muszę ich o tym poinformować do dnia 25 września, inaczej znowu wyślą bez pytania… W ogóle nie przyjmują do wiadomości, że ktoś może chcieć ZUPEŁNIE się wycofać! I co ja mam z tym fantem zrobić?!

Zdaję sobie sprawę z tego, że opisany przeze mnie problem nie dotyczy jedynie bielizny. W ten podobny sposób próbuje się sprzedawać ludziom kosmetyki, książki a nawet… dewocjonalia (sama dostałam kiedyś przesyłkę ze „specjalnie pobłogosławionym przez papieża” różańcem, za który należało zapłacić na konto jakiejś enigmatycznej fundacji). Jeśli więc macie za sobą podobne doświadczenia – proszę, podzielcie się nimi…