Chrześcijaństwo a…UFO.

Odpowiadając na któryś z Waszych komentarzy, napisałam, że chrześcijaństwo jest racjonalne, to znaczy: ROZUMNE, w przeciwieństwie do wiary na przykład w krasnoludki czy w UFO właśnie.

 

Bo chociaż nie można sobie UDOWODNIĆ istnienia Boga, to jednak można sobie wyobrazić samą MOŻLIWOŚĆ Jego istnienia.

 

I w chwili, kiedy to napisałam, uświadomiłam sobie, że to zdanie jest prawdziwe równeż w odniesieniu do istnienia istot pozaziemskich, czyli tzw. UFO.

 

Jeżeli bowiem uznajemy, że Bóg jest wszechmogący, to MÓGŁ także według swej woli zapragnąć istnienia życia na innych planetach. Uważam nawet, że negowanie takiej możliwości jest w pewnym sensie ograniczaniem stwórczej mocy Boga. 

 

I kiedy na przełomie XVI i XVII wieku Giordano Bruno ginął na stosie w Rzymie, to ginął  m.in. za postawienie pytania: „Czy w niezliczonej mnogości światów niezliczona liczba Ew podaje owoc zakazany niezliczonej liczbie Adamów?” Inaczej mówiąc, czy „nasza” historia zbawienia jest także „ich” historią zbawienia?

 

Teraz jednak czasy się zmieniły – a w związku z otwierającą się perspektywą „podboju Kosmosu” te pytania nabierają nowego znaczenia – i nie boją się już ich sobie stawiać nawet katoliccy teologowie. Czy na przykład będziemy mieli prawo – a nawet moralny obowiązek! – ewangelizować mieszkańców innych światów, podobnie jak to czynimy z mieszkańcami odległych lądów naszej planety? A może Boży plan zbawienia (przez krzyż i zmartwychwstanie Jezusa) miał dotyczyć tylko Ziemi? Może na nich Pan Bóg miał jakiś inny pomysł? I wówczas „nawracanie” Obcych na naszą religię nie miałoby sensu.

 

Tym bardziej, że – jak twierdzą niektórzy teologowie – może się również zdarzyć, że niektórzy z „nich” są…bezgrzeszni i w ogóle nie potrzebują „zbawienia” w takim sensie, jaki znamy. Istoty rozumne, jako wolne, mogły przecież NIE WYBRAĆ zła…

 

W każdym razie na urządzeniach nadawczo-odbiorczych jezuickego obserwatorium astronomicznego w Rzymie nadal widnieją słowa psalmu: „Przyjdźcie, uwielbiajmy Boga Stworzyciela!”