Ostatnio red. Tomasz Terlikowski wydał głośną książkę („Chodzi mi tylko o prawdę”, wspólnie z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim, wyd. FRONDA marzec 2012), w której twierdzi, że w polskim Kościele istnieje, ni mniej ni więcej, tylko „homoseksualna mafia.”
Obwiniony: ks. Boniecki?
Wiedząc doskonale, że najprawdopodobniej nic (poza, oczywiście, całkowitą likwidacją tego bloga i definitywnym zniknięciem z Sieci…) nie jestem w stanie uczynić, aby odwrócić choć na chwilę uwagę moich przeciwników od mojej osoby, a skierować ją na inne zagadnienia – zdecydowałam się mimo wszystko znów podzielić z Wami kilkoma przemyśleniami na temat, który ostatnimi czasy bulwersuje wielu…
Muszę od razu powiedzieć, że WIDZIAŁAM wywiad ks. Adama Bonieckiego z Moniką Olejnik w TVN24 – i trudno mi się w nim dopatrzyć czegokolwiek, co by uwłaczało w jakiś sposób Kościołowi czy też kapłańskiej godności Księdza.
Być może przełożeni oczekiwali od niego większej jednoznaczności „w sprawie krzyża” – pytany o to, czy ten symbol powinien pozostać w sali sejmowej, czy też nie, udzielił salomonowej odpowiedzi, jakoby obie opcje były poprawne. Byle tylko nikogo nie urazić?:)
Ale mimo wszystko nie sądzę, by było to „przestępstwo”, które należałoby „ukarać” aż zakazem publicznych wypowiedzi (notabene, podobnie uczyniono swego czasu z o. Pio) – mam więc nadzieję, że jednak NIE O TO chodziło… Tym bardziej, że w przypadku ks. Piotra Natanka (którego zwolennicy teraz nader chętnie porównują z ks. Adamem) ten ostateczny środek dyscyplinujący został poprzedzony szeregiem ostrzeżeń i wcześniejszych analiz – a przecież tamten kapłan miał na sumieniu o wiele poważniejsze wykroczenia przeciwko doktrynie i dyscyplinie kościelnej.
A może chodziło tu po prostu o swoiste ćwiczenie Księdza w zakonnej ascezie? O powiedzenie mu: „Kiedy byłeś naczelnym „Tygodnika Powszechnego”, chodziłeś, gdzie chciałeś i mówiłeś, co chciałeś – ale teraz, gdy się zestarzałeś, kto inny Cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz” (por. J 21,18) ?
Szanuję prawo przełożonych do postępowania w ten sposób – i nie jest moim zamiarem negowanie wartości zakonnego posłuszeństwa – tym bardziej, że sam ks. Boniecki (inaczej, niż ks. Natanek, który pomimo kościelnych zakazów kontynuuje swoją działalność…) także jej nigdy nie negował.
Rozumiem jednak także tych licznych wiernych (lepszych ode mnie!) którzy są zaskoczeni decyzją odnośnie znanego i lubianego kapłana, której im nikt nie wyjaśnił. Wiem, wiem, że Kościół „nie ma w zwyczaju” komentować podobnych spraw – ale może już właśnie nadeszła pora, by zmienić ten obyczaj? Czy Kościół naprawdę coś by na tym stracił?
A swoją drogą – podczas tego pamiętnego wywiadu ksiądz Boniecki sprawiał wrażenie wyczerpanego… Może trochę odpoczynku istotnie dobrze mu zrobi?
Węzeł toruński…
Wróciłam na chwilę… (Że też mój „urlop od bloga” zawsze trwa krócej, niż bym sobie życzyła… Zawsze jakiś chochlik w mojej głowie podkusi mnie, żeby coś skomentować. To musi być już chyba jakieś uzależnienie, czy coś…;))
Powiedzieć, że „mamy problem z o. Rydzykiem” to już brzmi niemal jak truizm. Wszyscy to wiedzą (a ja nie darzę owego pana aż takim szacunkiem, żeby się nim zajmować na blogu częściej, niż to absolutnie konieczne…). A teraz jeszcze powiedział w wywiadzie dla „Naszego Dziennika”(ojciec dyrektor nie uznaje innych mediów niż własne i wywiadów im nie udziela…), że wcale nie mówił tego, co mówił i co wszyscy usłyszeli. Toż to klasyczna strategia: „jak cię złapią z ręką w cudzej kieszeni, to mów, że to nie Twoja ręka!”
Najgorsze jednak jest to, że ten duchowny swymi wypowiedziami i działaniami SZKODZI Kościołowi w Polsce – co zauważył niedawno nawet sam Roman Giertych, niegdyś gorący zwolennik ojca z Torunia. (Swoją drogą, ciekawe, jak wszyscy, którzy choć trochę oddalili się od Prezesa, zaraz jakoś mądrzeją…:)) Kościół jednakże, jak zwykle, woli „rozwiązywać problemy przez ich niedostrzeganie.”
A mnie, jako osobę (mimo wszystko wciąż, mam nadzieję) wierzącą najbardziej w tym wszystkim boli to, że w Polsce „katolicyzm” jest utożsamiany z o. Rydzykiem, a nie, na przykład, z ks. Sową i s. Małgorzatą Chmielewską. A jeszcze bardziej boli mnie to, że NIKT mu nic nie zrobi. Biskupi – nie, bo to zakonnik, więc to „nie ich sprawa” (i zgodnie z literą prawa kanonicznego jest to nawet prawda – choć po cichu niektórzy z nich mu sprzyjają); Papież, nie – bo to „osoba prywatna.” Rząd, nie – nie będzie się narażał „Kościołowi” tj. zwolennikom Rydzyka (w końcu to też potencjalni wyborcy). A ojcowie redemptoryści, którzy jako jedyni mogliby coś zrobić, nie zrobią tego na pewno. Bo „ojciec doktor” ma ich wszystkich w kieszeni – a nikt przecież nie będzie gryzł ręki, która go karmi…:(
I to chyba wszystko, co mam do powiedzenia w tej sprawie. Wszystkim Czytelnikom głębiej zainteresowanym tematem polecam natomiast biografię o. Tadeusza wydaną przez „Newsweek” pod tytułem „W imię ojca.”


