Kilka słów o „Madzi” Buczek.

Kiedy Kazimiera Szczuka (która zresztą sama ma fatalną wadę wymowy!) wyśmiewała w programie Kuby Wojewódzkiego jej sposób mówienia – byłam niezaprzeczalnie po jej stronie.

 

Wyśmiewanie kogokolwiek (nawet wtedy, gdy się nie wie, że osoba wyśmiewana jest niepełnosprawna!) na pewno nie należy do arsenału zachowań, które powinny charakteryzować kulturalnego człowieka.

 

Tym niemniej – przeraża mnie, że sama „Madzia” (i jej pozycja w Radiu Maryja!) nie ulega zmianie z latami.

 

Kiedy miałam kilkanaście lat, czytywałam czasami „Apostolstwo Chorych” – takie kościelne pisemko dla chorych i niepełnosprawnych.  I wtedy, muszę przyznać, podziwiałam Madzię, małą dziewczynkę, naznaczoną straszną chorobą (wrodzona łamliwość kości).

 

Ale oto minęło dziesięć lat – i Magda, która powinna już być Magdaleną, nadal jest tylko…”Madzią.” Nadal prowadzi „podwórkowe kółka różańcowe dzieci.” Nadal zachowuje się, myśli i mówi jak dziecko (i zaznaczam, że bynamniej nie chodzi mi tu o owo słynne zniekształcenie głosu, spowodowane jej schorzeniem!). 

 

P., kiedy mu o tym opowiadałam, zapytał tylko: „Dlaczego nikt nią jakoś nie pokierował?!” 

 

I myślę, że winę za to ponosi jej zdziwaczałe otoczenie, które nie pozwoliło tej MŁODEJ KOBIECIE dorosnąć psychicznie i duchowo (bo i jej wiara wydaje mi się cokolwiek infantylna…) – w imię tego, żeby i rozgłośnia o. Rydzyka miała swoją maskotkę. Swoją „małą świętą…”

 

I doprawdy nie rozumiem, jak można tak INSTRUMENTALNIE traktować osobę niepełnosprawną…