MOJE REKOLEKCJE:Co to jest miłość?

Niedawno na pewnym blogu napisałam mniej więcej taki komentarz: „Ogólnie rzecz biorąc, dla katolika DOBRE w seksie powinno być wszystko to, co buduje wzajemną, wierną relację małżonków – złe natomiast jest wszystko to, co ją rujnuje. 


Tak więc jeśli film czy opowiadanie erotyczne ubogacają ich życie intymne, są OK, ale jeśli skłaniają np. do szukania pozamałżeńskich przygód, albo sprawiają, że zaczynamy zmuszać drugą stronę do rzeczy, których ona nie akceptuje – na zasadzie: „zrób mi tak, jak na filmie, bo…!!!” – już nie. Dwaj księża, których bardzo cenię, nauczyli mnie w tym względzie dwóch podstawowych zasad, którymi przede wszystkim staram się kierować. 


1)Skoro Pan Bóg stworzył całe ciało, to i całe nadaje się do całowania i pieszczenia, nie ma w nim NIC „obrzydliwego.”
2) Dozwolone jest wszystko, co oboje małżonkowie akceptują, z wyjątkiem tego, co jest zakazane z jakichś innych względów – jak np. uczestnictwo w orgiach, które przeczy zasadzie wierności i wyłączności małżeńskiej.”
No, dobrze – niech będzie, że na razie to było o seksie. 🙂 Ale czy „miłość” (małżeńska i nie tylko:)) to TYLKO to?
Co to w ogóle znaczy „być dobrym mężem/dobrą żoną”? (I, co najważniejsze, czy JA nią jestem?:)).
Moja mama zawsze mi powtarzała, że żona powinna być najlepszą przyjaciółką męża – a mąż najlepszym przyjacielem swojej żony.
Ja sama natomiast wywiodłam z Pisma św. tezę (o której pisałam już na blogu:)), że „dobry mąż” to taki, który powinien być gotowy, w razie potrzeby, UMRZEĆ za swoją żonę (por. Ef 5,25:)) – ale czy to nie powinno działać w obie strony?:) W końcu mamy równouprawnienie…
Czy nie powinnam zatem dla niego „umierać” każdego dnia, na przykład robiąc to, o co mnie prosi (a czego na ogół wcale mi się nie chce robić:)), z uśmiechem i radością, a bez zrzędzenia?
A jeszcze szerzej: co to znaczy „kochać bliźniego swego (jak siebie samego)”? Czy naprawdę WYSTARCZY – jak się czasem zbyt łatwo rozgrzeszam – że „nie robię nikomu nic złego” – czy to jeszcze za mało?
Może trzeba nie tylko „nie życzyć” nikomu niczego złego, ale nawet – jak to sugerował niezapomniany Prymas Wyszyński w swoim „ABC Miłości Społecznej” – nawet źle o nim NIE MYŚLEĆ?
Jezus powiedział, że jeśli kochamy tylko tych, którzy nas miłują – nie czynimy niczego nadzwyczajnego… (Zob. Mt 5,46:)).
Nawiasem mówiąc, kiedy pytanie zawarte w tytule zadano pewnej „galeriance”, odpowiedzią było…milczenie. Seks natomiast to były dla niej „różne czynności, które trzeba wykonać, żeby dostać telefon.” Biedna mała…
Z nauczania papieskiego: „Wszystko to dowodzi, że historia nie jest po prostu procesem, który z konieczności prowadzi 'ku lepszemu’, lecz jest wynikiem wolności, a raczej walki pomiędzy dwoma przeciwstawnymi wolnościami, czyli – według znanego określenia św. Augustyna – konfliktem między dwoma miłościami: miłością Boga, posuniętą aż do wzgardzenia sobą – i miłością samego siebie, posuniętą aż do wzgardzenia Bogiem.” (Adhortacja apostolska Familiaris consortio)
Z dzisiejszych czytań mszalnych: Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów”. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie,” (Mt 1,18-24).


(Wyjątki z tekstów papieskich cytuję za: Domowe rekolekcje z Janem Pawłem II, Wydawnictwo M, Kraków 2005).
 

MOJE REKOLEKCJE: Świadectwo czy „antyświadectwo”?

Ostatnio nurtuje mnie duchowo problem, CZYM właściwie jest ten blog i jaką rolę spełnia? Czy jest tylko próbą samousprawiedliwienia się, publiczną spowiedzią „jawnogrzesznicy”? 

Czy miejscem, w którym mogę (nareszcie;)) przedstawiać swoje poglądy na różne tematy, nie będąc przy tym ograniczona żadnymi dogmatami i nakazami, poza tymi płynącymi z mojego własnego sumienia? (Jest to zresztą jedna z nielicznych dobrych stron mego nietypowego statusu w Kościele. Tak naprawdę zawsze chciałam móc mówić głośno to, co myślę – czasami jednak ta potrzeba duchowej niezależności stała w sprzeczności z całym moim wychowaniem. I z potrzebą bycia lubianą i akceptowaną przez wszystkich. :))
Jezus powiedział, że drzewo poznaje się po owocach – jakie więc są owoce tego, co tu wypisuję? Czy naprawdę pomagam ludziom czy przeciwnie – sieję zgorszenie? Wprowadzam tylko zamęt – czy jednak daję świadectwo?
Z nauczania papieskiego: „Świeccy mogą spełnić swoje zadanie tylko pod warunkiem, że zdołają przezwyciężyć rozdźwięk między Ewangelią a własnym życiem, nadając wszystkim swoim działaniom w rodzinie, w pracy i na polu społecznym spójność właściwą takiemu życiu, które czerpie natchnienie z Ewangelii i w niej znajduje siłę, aby w pełni się realizować.” (Adhortacja apostolska „Christifideles laici.”)
I obawiam się, że właśnie tego warunku moje życie nie może obecnie spełnić…
Z dzisiejszych czytań mszalnych: „[Jezus] jednak znając ich myśli, rzekł do nich: „Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali. Jeśli więc i szatan sam ze sobą jest skłócony, jakże się ostoi jego królestwo?Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, rozprasza.” (Łk 11, 17-18.23)

(Wyjątki z tekstów papieskich cytuję za: Domowe rekolekcje z Janem Pawłem II, Wydawnictwo M, Kraków 2005).


MOJE DOMOWE REKOLEKCJE. Wiara „jawnogrzesznicy.”

Ponieważ jest bardzo mało prawdopodobne, aby udało nam się w tym roku odbyć „normalne” rekolekcje wielkopostne, postanowiłam zakupić pewną niewielką książeczkę z ułożonymi tematycznie fragmentami tekstów Jana Pawła II – i rozważać sobie codziennie jeden jej rozdział.


Następnie przyszło mi do głowy, że mogłabym się nimi dzielić z Wami tu na blogu – bo może komuś z Was te moje przemyślenia także przyniosą jakiś pożytek? Ci, których moje życie duchowe zupełnie nie obchodzi, proszeni są o pominięcie wyrozumiałym milczeniem tych „wielkopostnych” fragmentów bloga.

Dzień 1: WIARA

W co ja właściwie jeszcze wierzę? W co wierzę? I czy już dawno nie zrobiłam sobie z chrześcijaństwa rodzaju „duchowego supermarketu”, z którego wybieram sobie tylko to, „co mi się podoba” – beztrosko pomijając całą resztę?

I jak mogę być dla kogokolwiek „autorytetem w sprawach wiary”, jeśli nie wiem nawet, czy udało mi się zachować własną (mimo, że walczę o to z całych sił…)? Przecież wiadomo, że z próżnego to i Salomon nie naleje…

Z nauczania Jana Pawła II: „Trzeba ponownie odnaleźć i ukazać prawdziwe oblicze chrześcijańskiej wiary, która nie jest jedynie zbiorem tez wymagających przyjęcia (…). Jest natomiast poznaniem Chrystusa w wewnętrznym doświadczeniu, [jest] prawdą, którą trzeba ŻYĆ. (…) Istnieje zatem pilna potrzeba, by chrześcijanie ponownie odkryli nowość swej wiary oraz jej moc osądzania kultury, dominującej w ich środowisku.” (Encyklika Veritatis Splendor)

Szczerze mówiąc, jest to rzecz, z którą zawsze miałam pewien problem – bo nigdy nie wiem, gdzie leży ta delikatna granica pomiędzy uzasadnionym i słusznym OCENIANIEM ludzkich poglądów i postaw, z którymi się spotykam (bo przecież NIE JEST tak, że jako chrześcijanka mogę jedynie bez zastrzeżeń i z łagodnym uśmiechem na ustach zaakceptować wszystko, cokolwiek robią czy mówią inni ludzie…), a ich nieuprawnionym POTĘPIANIEM.

Z dzisiejszych czytań mszalnych: „[Jezus im odpowiedział]„Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: Właśnie ten kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach.”(Mt 21,42).

I muszę się przyznać, że bardzo często czuję się właśnie w ten sposób – jak „bezużyteczny kamień”, który budowniczowie Kościoła ze wstrętem odłożyli na bok…

Tym bardziej więc za każde najmniejsze dobro, jakie Bóg chce mimo wszystko czynić przez moje ręce i moje słowa – Jemu niech będą dzięki!

(Wyjątki z tekstów papieskich cytuję za: Domowe rekolekcje z Janem Pawłem II, Wydawnictwo M, Kraków 2005).