Jak powszechnie wiadomo, globalna Sieć jest kopalnią wiedzy wszelakiej, tak więc przy okazji kolejnych „niezależnych badań” mogłam się znów dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy (poniekąd o sobie).

"Błogosławiony jesteś milosierny Boże…, który chcesz tego co jest zabronione…"
Jak powszechnie wiadomo, globalna Sieć jest kopalnią wiedzy wszelakiej, tak więc przy okazji kolejnych „niezależnych badań” mogłam się znów dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy (poniekąd o sobie).
Rozpoczął się styczeń, a wraz z nim sezon „kolędowy” i dyżurnym antyklerykałom Sieci w to graj: nareszcie będzie można ZNOWU zupełnie bezkarnie dokopać „fagasom w czarnych sukienkach” (a zapewniam, że jest to jeszcze jedno z łagodniejszych i bardziej kulturalnych określeń, jakie znalazłam – zdarzają się i dużo gorsze…), którzy nie wiedzieć czemu wtedy właśnie masowo nachodzą domy Bogu… a nie, przepraszam, ewolucji… ducha winnych ateistów (łaknąc ich pieniędzy niczym wyposzczony wampir świeżej krwi) – nie przestając przy tym uchodzić we własnych (a i cudzych!) oczach za człowieka ze wszech miar otwartego, tolerancyjnego, i w ogóle. Zwłaszcza „i w ogóle.”
Szczerze mówiąc, zawsze uważałam, że to NIE JEST sprawiedliwe, że kiedy kobieta prowadzi dom i wychowuje dzieci to jest na ogół postrzegana jako „nieszczęsna ofiara powszechnie panującej męskiej cywilizacji”, która – gdyby tylko jej na to pozwolić – mogłaby pokazać całemu światu, na co „tak naprawdę” ją stać.
Natomiast jeśli mężczyzna prowadzi dom i wychowuje dzieci, mówimy pogardliwie, że to z pewnością nieudacznik i pantoflarz, który do niczego innego się nie nadaje. Podobnie jest, kiedy mężczyzna i kobieta próbują połączyć pracę zawodową z wychowaniem dzieci.
Jeśli ona to robi, traktuje się ją niemal jak „bohaterkę” – natomiast, jeśli robi to mężczyzna (jak mój tata, który cały czas normalnie pracując, gotował kaszki i ucierał noski), stwierdzamy lekceważąco: „Phi, i cóż w tym takiego? Przecież to jest jego psi obowiązek! Niech się cieszy, że go w ogóle kobieta do dziecka dopuściła!” (Przecież 'każdy światły człowiek wie’, że… „dziecko to WYŁĄCZNA sprawa kobiety!”)
A jeszcze gorzej jest wtedy, gdy mężczyzna próbuje pracować w typowo „kobiecym” zawodzie, np. w przedszkolu (zauważcie, że nie mamy nawet słowa, które by kogoś takiego określało – „pan przedszkolanek” brzmi co najmniej niepoważnie). „Gej? – podejrzewamy – A może nawet pedofil…”