Słowa, słowa, słowa…

Jeszcze nie przebrzmiały emocje w związku z piłkarskim EURO, a już moich rodaków rozpalają inne kwestie, związane tym razem z szeroko pojętą tematyką „wolności słowa.”

Sąd Okręgowy w Warszawie skazał był ostatnio Dorotę „Dodę” Rabczewską na 5 tysięcy złotych grzywny za „obrazę uczuć religijnych”, utrzymując tym samym w mocy wyrok sądu pierwszej instancji i nie dając najwyraźniej wiary „rozbrajającym” wyjaśnieniom samej (podobno ponadprzeciętnie inteligentnej:)) oskarżonej, która twierdziła, iż wyrażenie „napruty winem i palący jakieś zioło” (którego użyła w stosunku do domniemanych autorów Biblii) znaczy tylko tyle, co „pozytywnie nastawiony.” :)
Idąc tym tropem, ośmielam się twierdzić, że sama Doda w momencie wypowiadania tych słów musiała być bardziej, niż „pozytywnie nastawiona.”:) Inna rzecz, że nie jestem przekonana, czy głupota winna być również przestępstwem…
Zgadzam się przy tym z jej obrońcą, który roztropnie zapytywał, czemuż to, gdy były chłopak Rabczewskiej drze Biblię (było nie było, przedmiot czci KILKU wyznań…) na scenie przy akompaniamencie niewybrednych wyzwisk – jest to TYLKO „wydarzenie artystyczne” – natomiast, kiedy Doda w wywiadzie (poza sceną) palnie głupstwo – o, to wtedy już „rozmyślnie obraża i poniża”?
W każdym razie czekam teraz, aż zastępy obrońców naszej nowej „męczennicy za (nie)wiarę” (na czele z Pierwszym Apostatą RP, Januszem Palikotem…) złożą się solidarnie na karę dla niej. Tak by chyba wypadało, prawda? No, chyba że ich solidarność z prześladowanymi nie sięga aż tak daleko. Wówczas sama chętnie się dorzucę…
„Czy należy karać ludzi za słowa?” – pytają dziś wszyscy. „Nie!” – pada z reguły kategoryczna odpowiedź. Ale, jak tak troszkę głębiej poskrobać, okazuje się, że może jednak karać. Może nie za wszystkie i nie do każdego skierowane, ale…
Oto znani polscy koryfeusze postępu i tolerancji, panowie Figurski i Wojewódzki (którzy już wcześniej wsławili się telefonami do ciemnoskórego rodaka z „warszawskiej centrali Ku-Klux-Klanu” – no, przednie po prostu, boki zrywać…:() właśnie za słowa stracili robotę w radiu ESKA Rock.
Poszło tym razem o pracujące w Polsce Ukrainki, które to, zdaniem obydwu dżentelmenów (?), pracują u nas głównie „na kolanach” i nadają się przede wszystkim do tego, żeby je „zgwałcić” – jeśli, oczywiście, nie są na to „zbyt brzydkie.” :(
Tu już miarka się przebrała i – choć panowie próbowali argumentować, że przedstawiali w ten sposób poglądy nie tyle własne, co tzw. „większości Polaków” (bardzo to wygodne zresztą – można bezkarnie palnąć każdą brednię, chytrze przypisując ją później jakiejś mitycznej „większości”, którą się rzekomo tą drogą obśmiewa i „wychowuje”, naturalnie…) – nawet ukraińskie MSZ zażądało oficjalnych przeprosin.
A jeszcze w pewnym programie informacyjnym (już nie pomnę, czy było to TVP Info czy TVN 24…) pan Krystian Legierski, którego skądinąd lubię i szanuję, nieomal płakał, jakoby w Polsce wszystko i wszyscy byli chronieni przed niesłusznym znieważaniem, a (rzekomo)  ”tylko po osobach homoseksualnych wolno było jeździć jak po łysej kobyle.”
Otóż nie, drogi panie – muszę pana niestety wyprowadzić z błędu. Jakkolwiek współczuję osobom homoseksualnym, które padają ofiarą słownych szykan, nie są one z pewnością jedyną taką grupą.
Inną są (karykaturalnie pojęci) „katolicy”, a zwłaszcza księża katoliccy. Zawsze twierdziłam, że agresywny antyklerykalizm jest pewną formą rasizmu (w jednym i w drugim przypadku chodzi wszak o to, żeby „bić czarnego!”) – i jak na razie zdania nie zmieniam.
„Złodzieje…Wypędzić klechów do watykanu tam jest ich guru ich ziemia niech tam siedzą i modlą się do boga o wybaczenie…” (Pisownia oryginalna)
 
WSZYSCY (podkreślenie moje) to wiedzą, że KAŻDY ksiądz to
seksualny zboczeniec…”
 
„kościół to dno, to instytucja która okrada nas od początków dziejów spalić wszystkie kościoły i tyle.”
 
„Klechy – czarne diabły to są ch…je”
 
„Kastrować katabasów w sukienkach. WSZYSTKICH.”
 
„Jebać mułłów z Talibanu oraz klechów z watykanu.” (Pisownia oryginalna)
Koniec cytatów. Zostały one losowo wybrane – więcej nie chciało mi się tego czytać. Podobne, a nawet znacznie ostrzejsze wypowiedzi każdy może sam sobie znaleźć na dowolnym forum internetowym, które choćby pośrednio (!) dotyka spraw wiary i religii.
Niedawno napisała do mnie pewna pani, związana z projektem „Żywa Biblioteka – Stop Dyskryminacji.”
 
Pomysł ten, który narodził się na festiwalu muzycznym w Roskilde (Dania) w 2000 roku, opiera się najkrócej mówiąc na optymistycznym założeniu, że każdy, kto żywi uprzedzenia wobec jakiejś grupy ludzi, może zmienić zdanie, jeśli na kilka chwil „wypożyczy” sobie taką osobę i z nią porozmawia. (Notabene, zawsze byłam przekonana, że 99% naszych rodzimych „antysemitów” nigdy w życiu nie spotkało żadnego Żyda…)
 
Zapytałam na wstępie, jako kto miałabym tam wystąpić – jako osoba z porażeniem mózgowym, wierząca czy może jako „żona księdza”? :) Bo w każdym z tych obszarów doświadczam niekiedy krzywdzącej mocy stereotypów. (Ostatnio pani w poradni diabetologicznej zwróciła się ponad moją głową do mojego męża z prośbą, aby, cytuję „pilnował tego, co ja jem” – jak gdybym była niedorozwinięta…)
 
Następnie, szczerze żałując, że nie mogę wziąć udziału – bieżąca edycja Żywej Biblioteki odbywa się w Gdańsku, a obawiam się, że w moim stanie mogłabym nie znieść dobrze tak dalekiej podróży – spytałam, czy mają świadomość tego, że w naszym świecie wrzeszczeć „fuck the Pope!” jest symbolem nowoczesności i wyzwolenia, a nie braku tolerancji, i czy w związku z tym posiadają „w ofercie” jakiegoś duchownego rzymskokatolickiego?
 
Odpowiedziano mi, że owszem, był jeden, ale się wycofał – i że na ogół księża nie zgłaszają problemów z „mową nienawiści.” Szczerze mówiąc, trochę się zdziwiłam…
Postscriptum: Poseł Armand Ryfiński z Ruchu Palikota (chcę wierzyć, że nie na polecenie swego szefa, który ostatnio postanowił być kulturalnym człowiekiem – oczywiście nie na zawsze, ale przynajmniej na czas jakiś, jak sam mówi…) zachęca na swoim blogu do „batożenia pielgrzymów.”  Czy ja się mylę, czy to już jest nawoływanie do aktów nienawiści na tle religijnym? Dziwi to bardzo u przedstawiciela tej, podobno tak „tolerancyjnej i otwartej” partii.
I ciekawa jestem bardzo, co ci wszyscy, którzy w Internecie tak ochoczo nawołują do podpalania świątyń i mordów na duchownych, zrobią, jeśli ktoś weźmie na poważnie te ich wezwania?

Święta wojna?

Jest raczej oczywiste, że wiary w Chrystusa, Księcia Pokoju, nie głosi się „mieczem”. PRAWDA przecież powinna obronić się sama, nieprawdaż?

A jednak, jak mi mówił mój spowiednik, jest jeszcze zbyt wielu chrześcijan (nie tylko katolików!), dla których najważniejszym zdaniem z całej Ewangelii jest to, że Piotr kiedyś odciął ucho słudze arcykapłana. Chwała mu! Przecież walczył z „wrogami Chrystusa” aż do przelewu krwi…

I tak jakoś sobie o tym przypomniałam, kiedy przeczytałam na „Frondzie”, że jakichś dwóch chrześcijańskich (?) aktywistów w USA zastrzeliło słynnego lekarza-aborcjonistę… I że niektórzy z naszych chcieli użyć mszy świętej (sic!) do zagłuszania koncertu Madonny… Na szczęście kuria się nie zgodziła na takie bezeceństwo…

A kiedyś, w sam Wielki Czwartek, podczas Mszy Wieczerzy Pańskiej, osobiście byłam świadkiem, jak pewien ksiądz zachwycał się faktem, że muzułmanie są gotowi nawet zabijać w obronie swojej wiary… „A wy co?!” – pytał retorycznie osłupiałych z wrażenia parafian.

Ostatnio również w radiu TOK FM słyszałam pewnego wielce oburzonego pana, który krzyczał, że za takie teksty o wierze, na jakie pozwala sobie ten i ów redaktor, to w Arabii Saudyjskiej dawno by już poleciały głowy. I się przeraziłam – bo usłyszałam w głosie tego pana nutkę zawodu, że u nas jednak tak nie można…

Wszystko to obrazuje chyba zupełne niezrozumienie pewnej fundamentalnej różnicy, jaka zachodzi pomiędzy chrześcijaństwem i islamem. Dla muzułmanina każda „obraza Boga” jest osobistą zniewagą, która domaga się zmycia nawet krwią bluźniercy.

Ale chrześcijaństwo, o ile mnie pamięć nie myli, jest religią Boga „który sam dał się gnębić” i który „nie zasłonił swej twarzy przed zniewagami i opluciem.” Jako wyznawcy takiego Boga nie powinniśmy chyba spodziewać się niczego innego?

Z drugiej jednak strony… ja jestem – w pojęciu niektórych – tylko „ciemną babą”, ale jakoś tak mi się wydaje, że w PAŃSTWIE DEMOKRATYCZNYM każdy (nawet tak głupi, jak tamten „śmiertelnie oburzony” rady PiS) może mieć jakie chce przekonania, tak długo, jak długo nie stają się one obowiązującym wszystkich PRAWEM.

A czy mi się tylko zdaje, czy także zwolennicy „tolerancji” i „postępu” chcieliby wyrugować z przestrzeni publicznej te poglądy, które się nie zgadzają z ich własnymi?:)

Szczerze powiedziawszy, cała ta sprawa z koncertem Madonny ani mnie ziębi, ani grzeje. Ta pani podobała mi się wyłącznie w musicalu „Evita”- a jej prowokacje „religijne” pomijam wyniosłym milczeniem. Sądzę też, że nieco spoważniała od czasów, gdy grywała w podejrzanych filmikach.

Myślę również, że wszelkiego rodzaju „święte oburzenie” (a swoją drogą, my-wierzący nie mamy na nie monopolu: środowiska laickie też się chętnie „oburzają” na różne rzeczy, tylko że wtedy jest to „słuszne i zbawienne”, prawda?:)) jest raczej świetną reklamą.

Postscriptum: A mój przyjaciel, który często „podrzuca” mi nowe tematy, przysłał mi niedawno  taki artykuł z portalu Sfora.pl:

Prezydent Irlandii Mary McAleese podpisała nowelizację ustawy zakazującej bluźnierstwa. Od października obraza Boga i uczuć religijnych będzie karana w Irlandii grzywną do 25 tys. euro. Karane mają być bluźniercze publikacje i wypowiedzi. 

Wykreśliliśmy karę więzienia i zastąpiliśmy ją karą pieniężną, bo to bardziej pasuje do naszych czasów. Taryfy ulgowej jednak już nie będzie – powiedział Dermot Ahern, minister sprawiedliwości.

Nowe przepisy chronią również wyznawców innych religii.

Ateistom będzie groziła grzywna za stwierdzenie, że Bóg jest wymysłem, Żydom za stwierdzenie, że Chrystus nie był Mesjaszem, a chrześcijanom za obrazę Allaha – pisze „The Irish Independent”,

Kary za bluźnierstwo przewiduje także prawo Austrii, Finlandii, Hiszpanii, Holandii i Włoch.”

 

Osobiście nie jestem pewna, czy Boga w ogóle można „obrazić” – to raczej ci, którzy twierdzą, że w Niego wierzą, (zbyt?) często czują się obrażeni. Z drugiej jednak strony, jeśli prawo chroni przed „obraźliwymi wypowiedziami” ludzi różnych ras czy orientacji seksualnych, to dlaczego nie (nie)wierzących? Bo, gwoli sprawiedliwości, ateistów i ich przekonania też trzeba by objąć ochroną…:)

 

A swoją drogą, to dziwne, że właśnie w Irlandii, która – po ostatnio ujawnionych skandalach kościelnych, zalegalizowaniu aborcji i rozwodów i paru jeszcze podobnych „przemianach obyczajowych” jest dziś wszystkim, tylko nie „państwem wyznaniowym” – wprowadza się tak restrykcyjne przepisy „antybluźniercze.”

Czyżby zadziałała tu stara zasada, że im mniej ŚWIĘTOŚCI, tym więcej „świętego oburzenia”?

 

Por. też: „Obraza uczuć religijnych – czyli co?”