Marzenia senne.

Jestem grzesznicą. Kocham kapłana i noszę jego dziecko.

A przecież w snach widuję tylko świątynie. Ciemne, ciche kościoły. Pełne dobrych, mądrych i wyrozumiałych księży – takich, jakich w większości miałam szczęście spotykać i w życiu. Widuję młodych, modlących się ludzi, szczęśliwych ludzi…i siebie pośród nich. Siebie, taką, jaką chciałabym być – i jaką byłam…zanim to wszystko się zdarzyło… Lampki wieczne, płonące ciepłym, czerwonym płomieniem. I wiem (we śnie wiem!), że to miejsce jest moim domem, że jestem u siebie.

 

W latach 60-tych TVP wyprodukowała dość przeciętną komedyjkę pt. „Niebo-piekło”, której fabułę można by streścić następująco: „Jak ateista wyobraża sobie życie wieczne?” 🙂 Niemniej bardzo ciekawie została w niej rozwiązana kwestia sądu nad bohaterami (są to pasażerowie autobusu, który uległ wypadkowi). Ludzie znajdują się nagle w czymś w rodzaju kina, w którym każdemu wyświetla się film z jego życia wraz z komentarzem Stwórcy. I okazuje się, że wśród ofiar wypadku znajduje się także dziewczyna „nie najcięższego prowadzenia się” – i współpasażerowie są przekonani, że niechybnie trafi ona do piekła. Tymczasem zza kadru odzywa się głos Stwórcy: „No, dobrze, to są jej czyny – a teraz zobaczmy jej MARZENIA…”

 

I kto wie, może i ja zostanę kiedyś uniewinniona na podstawie tego, za czym tęskniłam i czego pragnęłam?

 

Mężczyźni, których nie ma…

Nie ma go tu. Nie ma go. Nie ma. Wyjechał… na rekolekcje.

 

Sama mu to doradzałam. Chciałam, by się raz jeszcze zastanowił, przemyślał to, co zamierza zrobić, zapytał Pana Boga, czy aby na pewno się nie mylimy…

 

Ale niedawno mu powiedziałam, że choć jestem wolną kobietą, niekiedy czuję się przy nim jak „niewolnica” – bo mogę tylko na niego czekać… i czekać… i czekać i…  nie mam (na razie) właściwie żadnej możliwości, aby go tu przywołać. Ani tym bardziej zatrzymać przy sobie na dłużej (nawet tydzień nieprzerwanego bycia razem to obecnie dla nas rzecz praktycznie niewykonalna…).

 

I wiem, że na razie tak być musi…a nawet – tak być powinno. Bo przecież te sprawy i ludzie, wśród których on teraz przebywa, są co najmniej równie ważne, jak ja. Jeżeli nie o wiele ważniejsze. Przecież nie wolno mi być taką egoistką!

 

I buntuję się przeciwko temu, bo przecież jestem w ciąży i mam prawo do tego, aby on był tutaj ze mną… Mam prawo? Prawo? Czy może tylko potrzebę? Nieprzezwyciężalną, biologiczną, atawistyczną potrzebę, żeby ojciec mojego dziecka stał za moimi plecami. Nawet, jeśli nie dzieje się ze mną nic takiego, co by racjonalnie uzasadniało taką chęć…

 

Ale… do jasnej Anielki, jestem w 10. tygodniu ciąży – i czy ja muszę być zawsze taka racjonalna?!

P. pojechał na rekolekcje – i ja też chyba powinnam…w każdym razie bardzo bym tego pragnęła. Jestem dziwnie smutna i zmęczona. Czyżby to był jakiś „kryzys powołania”? 🙂

 

Dziesiąty tydzień…Czy wiesz, Fasolko, że to już jedna czwarta naszej wspólnej podróży? To nie do wiary, prawda, dziecinko?

 

O aniołkach i diabełkach.

Jeżeli kiedykolwiek przyjdzie Ci do głowy, aby pokochać kapłana, to spraw sobie aniołka i diabełka.

 

On się do Ciebie uśmiecha – i natychmiast aniołek podnosi główkę, a diabełek opuszcza główkę.

 

Rozmawia z Tobą godzinami, słuchając Cię tak uważnie, jak nikt nigdy Cię nie słuchał. Mówi Ci słowa, których nikt nigdy nie mówił – aniołek podnosi główkę…

 

Mówi Ci, że Cię kocha, że się pobierzecie, że będziecie mieli dzieci – diabełek opuszcza główkę…

 

Pyta Cię, czy dla niego będziesz w stanie wyrzec się sakramentów świętych – aniołek opuszcza główkę…

 

Całuje Cię…I stajecie się jednym ciałem… – diabełek…a może aniołek…?… opuszcza główkę.

 

Poczęliście nowe życie! – aniołek unosi główkę.

 

Jesteś sama – i z zazdrością patrzysz na inne kobiety w przychodni ginekologicznej, które są z mężami – diabełek podnosi główkę.

 

Wieczorem on szepce Ci do ucha słowa takiej miłości i czułości, jakiej nie zdarzyło Ci się spotkać w życiu – aniołek podnosi główkę.

 

Wiesz, że nigdy nie będziesz  miała „normalnych” zaręczyn i ślubu…Że nikt nie ucieszy się z narodzin Twojego dziecka – aniołek opuszcza główkę…

 

I co? Czy ciągle masz ochotę pokochać księdza?