Oczekiwanie…

Napisałam kiedyś taki wiersz:

 

Niech przyjdzie, niech wróci, niech będzie –

na imiona wszystkich nieżyjących bogów

zaklinałam niespokojne morze,

zaklinałam srebrną przędzę czasu –

niech przyjdzie, niech wróci, niech będzie… 

 

Bo ja wciąż na coś (lub na kogoś) czekam. Wcześniej się chyba nauczyłam czekać (i tęsknić!) niż mówić…

 

Czekam na Zmartwychwstanie. Na radość wielkanocnego poranka. I na niego, jak na uciszenie burzy.  I zaspokojenie wszelkich pragnień. I być może czekam też na jego (nasze!) dzieciątko, które na razie jest (jeżeli w ogóle jest!) pewnie bardzo podobne do czerwonego, pulsującego listka – i zbyt jeszcze małe, abym mogła wyczuć jego obecność. Nie wiem.

 

Dziś jest Wielka Sobota – Dzień Wielkiego Oczekiwania. A więc czekam. Cała jestem czekaniem. 

Droga Krzyżowa „kochającej księdza.”

Wprowadzenie

Już od czasów licealnej młodości towarzyszy mi taki obyczaj, że w wielkopiątkowy wieczór piszę własną Drogę Krzyżową. Poniżej przedstawiam Wam teksty moich tegorocznych rozważań.

 

STACJA I: Jezus skazany na śmierć. 

Czy to możliwe, Panie, że krzyczeli: „Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go! Na krzyż z Nim!”? Ci sami, którzy kilka dni wcześniej wołali: „Hosanna Synowi Dawidowemu!” Jak rzekło Pismo: „Wtedy opuścili Go wszyscy i uciekli…”

 

Wiem, że to możliwe. I wiem, że i ode mnie odwrócą się teraz wszyscy, których dotąd uważałam za przyjaciół – bo pokochałam tego, którego nie powinnam. Ty jednak, o Synu Dawida, ulituj się nad nami!

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

 

STACJA II: Jezus bierze krzyż na swe ramiona.

Modliłeś się, Panie, aby Cię ominęło to, co miało na Ciebie przyjść – a jednak przyjąłeś krzyż…

 

Ja też zapewne miałam jakiś wybór…Wiem, że kiedyś musiał być jakiś moment, kiedy się jeszcze mogłam cofnąć. Na pewno był – a może nawet było ich kilka? – tyle, że ja wtedy o tym nie wiedziałam…

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

 

STACJA III: Pierwszy upadek Jezusa pod krzyżem.

Powiedzieli mi: „Rzuć go, zostaw go, rozstań się z nim!” – jak gdyby było w mojej mocy przerwać coś, czego sama nie sprawiłam…

 

„Z Bożej woli wszystko się zdarzyło – a Bóg wiedział, że to DOBRE było..” (Piotr Rubik & Zbigniew Książek – Oratorium TU ES PETRUS).

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

 

STACJA IV: Jezus spotyka swoją Matkę.

„A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego, Maria, i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa i Maria Magdalena.” 

 

Matka Jezusa nie opuściła Syna w godzinie Jego Męki – przeciwnie, poszła za Nim aż po krzyż.

 

Ja jednak wiem, że ta miłość skłóci mnie nawet z moimi najbliższymi… Moja mama nigdy tego nie zaakceptuje…Odtrąci mnie… ” I będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy…”

 

Ty jednak, o Matko Bolesna, Matko pięknej miłości, przyczyń się za nami!

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

 

STACJA V: Szymon z Cyreny pomaga Jezusowi nieść krzyż.

Ewangeliści mówią, że żołnierze musieli aż przymusić człowieka, „który wracał z pola”, aby pomógł Bogu zbawić świat…

 

A jego nikt nie przymuszał, by wyrwał mnie z wirtualnego piekła…zrobił to z własnej chęci. I z miłości. I stał się jakby „Szymonem” na mojej drodze. I czy za to mamy iść do piekła, Panie?

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

 

STACJA VI: Weronika ociera twarz Jezusowi.

Czy ty naprawdę nie istniałaś, Weroniko, czy tylko nie dostrzegli cię Apostołowie, lękliwie schowani gdzieś w tłumie?

 

Twój gest jest taki odważny i taki…kobiecy… Chłodny dotyk płótna na zmęczonej twarzy Skazańca… Może twoja czułość i odwaga zawstydziły mężczyzn, którzy spisywali Ewangelie aż do tego stopnia, że pamięć o tobie przechowała tylko tradycja Kościoła?

 

Wiem, że aby pokochać kapłana, potrzeba również wiele odwagi – zapewne więcej, niż mam jej ja… Napisałam wcześniej, że on stał się dla mnie „Szymonem” ale ja…czyż ja nie jestem dla niego jakby „Weroniką”, Panie?

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

 

STACJA VII: Drugi upadek Jezusa pod krzyżem.

Tamten kapłan powiedział: „Módl się, abyś wyzbyła się swojej nadmiernej afektywności! Ty po prostu za wszelką cenę chcesz się do kogoś przykleić!” Zabolało, jakby mnie uderzył. „Przykleić się”, Panie? „Nadmierna afektywność”?! Ja po prostu go kocham…

 

„Tak więc trwają: wiara, nadzieja i miłość – te trzy. Z nich zaś największa jest miłość…” 

 

STACJA VIII: Jezus i płaczące niewiasty.

„A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz On rzekł do nich: „Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną, lecz nad sobą i nad dziećmi waszymi…”

 

Panie, często płakałam nad sobą – lecz rzadko nad swoimi grzechami. Płakałam także nad naszymi dziećmi, choć się jeszcze nie narodziły…że będą musiały żyć z „piętnem”  dzieci księdza…

 

Proszę Cię, Panie, daj nam obojgu łaskę prawdziwych, szczerych łez, które oczyszczą nasze serca ze wszystkiego, co w tej miłości nie pochodzi od Ciebie.

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

 

STACJA IX: Trzeci upadek Jezusa pod krzyżem.

Opowiada tradycja, że stało się to już u stóp Golgoty…

 

Panie, a jeśli my także się mylimy? Jeśli P. jest jak ten bogacz z przypowieści proroka Natana, który odebrał biedakowi jego jedyną owieczkę? Jeżeli nie tego od nas oczekujesz? Dawid  i Batszeba przecież także bardzo się kochali, tak bardzo, jakby ogarnął ich „płomień Pański”, a jednak… A jeżeli dziecko, które nam się urodzi, umrze?

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

 

STACJA X:: Jezus obnażony z szat.

Odwieczne Słowo przyjęło ludzkie ciało w łonie Dziewicy, która stała się Matką…Ona, w betlejemskej grocie, patrzyła na Jego Ciało z miłością. Żołnierze na Golgocie patrzyli z pogardą i nienawiścią.

 

Mówi Pismo: „Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali wobec siebie wstydu.” A Jan Paweł II kiedyś napisał, że w miłości następuje POCHŁONIĘCIE wstydu przez miłość.

 

Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że kiedy P. na mnie patrzy, to patrzy z miłością – patrzy tak, jak Ty sam na mnie patrzysz. Jak nikt nigdy na mnie nie patrzył… Ty jednak, Panie, oczyść naszą miłość ze wszystkiego, co nieczyste, ze wszystkiego, co może mieć choćby pozór zła!

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

 

STACJA XI: Jezus przybity do krzyża.

Standardowy przebieg ukrzyżowania: dwa gwoźdze wbite w przestrzeń pomiędzy kośćmi nadgarstka, jeden długi – przez dwie złączone stopy…

 

Panie, i czy to grzech, czy może już pokuta, że czuję ból zawsze, kiedy widzę młodego kapłana, sprawującego Eucharystię – i kiedy z jego rąk przyjmuję Twoje Ciało?

 

Jego ręce…jego kapłańskie ręce…namaszczone, aby rozgrzeszać i błogosławić, obejmowały mnie i tuliły. To nie mnie powinny dotykać, nie mnie!

 

„Rozeszły się całkiem drogi,

zgubiło się i odkryło…

Pozostał człowiek i Pan Bóg

mój grzech, moja miłość…”

(Ks. J. Twardowski)

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chyste, zmiłuj się nad nami!

 

STACJA XII: Jezus umiera na krzyżu.

„A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem: „Eli. Eli. lama sabachtani!”, co znaczy: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” I skłoniwszy głowę oddał ducha.”

 

A współczesna medycyna sądowa twierdzi, że Człowiekowi powieszonemu na krzyżu po prostu pękło serce. Z miłości…

 

Prawie tak jak mnie, gdy P. powiedział do mnie: „Chodzi mi właśnie o sakramenty, o to, że gdy się pobierzemy, będzemy ich pozbawieni. Czy jesteś w stanie tyle dla mnie poświęcić?”

 

I wszystko we mnie krzyczało: „NIE! NIE! Nie proś mnie o to! Nikt nie ma prawa mnie o to prosić! Nawet ty! ZWŁASZCZA ty!”

 

Ale potem przypomniała mi się przypowieść o skarbie i perle. O tym, jak to pewien człowiek ujrzawszy drogocenną perłę poszedł, sprzedał WSZYSTKO, co posiadał i kupił ją…

 

Panie, Ty wiesz, że jesteś wszystkim, co mam. Ale to P. jest dla mnie tą „drogocenną perłą…” Więc kupię sobie jego miłość za cenę ogromnego cierpienia…

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

 

Stacja XIII: Jezus zdjęty z krzyża i złożony w ramionach Matki.

Tylko tyle mogła już dla Niego zrobić – wziąć Go w ramiona i przytulić, tak jak wtedy, kiedy był małym Dzieckiem…

 

Wiem, że moja mama mnie za to nie przytuli… Już prędzej spoliczkuje…

 

Ale Ty, Panie, mnie przygarnij! Ja też jestem tylko dzieckiem, które Ci się zgubiło…

„Kołysz, kołysz mnie –

jestem dzieckiem więc

 kołysz, kołysz mnie!

Prowadź, prowadź mnie –

 nie znam drogi, więc prowadź, prowadź mnie!”

(Magda Anioł)

 

A Pan mówi:”Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie…”

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chyste, zmiłuj się nad nami!

Matko Bolesna, Matko pięknej miłości, przyczyń się za nami!

 

STACJA XIV: Jezus złożony do grobu.

Grób to spokój. Koniec. Wytchnienie po Męce. Cisza Wielkiej Soboty.

 

Proszę Cię, Panie, okaż nam swoje miłosierdzie i daj pokój naszym sercom – Ty, który jesteś Miłosierdziem samym… „Stworzyłeś nas dla siebie, Panie, i niespokojne jest serce nasze dopóki nie spocznie w Tobie.” (św.Augustyn)

 

„Odpocznienie w cieniu skrzydeł Twych – pokój poznam poprzez miłość Twą… Choć upadnę nie będę lękać się – bo schronienie znajdę w cieniu skrzydeł Twych…”

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

 

Kłopoty z Janem Pawłem II.

Podstawowy problem, jaki świat ma z papieżem-Polakiem polega chyba na tym, że – wbrew temu, co chcą nam wmówić media wszelkiej maści – nie był on postacią jednowymiarową. Nie był ani tym „polukrowanym świętym z okładki” ani – tym bardziej! – „Breżniewem Watykanu.” 

 

Był człowiekiem wielkiej wiary, poetą i mistykiem. I, tak jak wszyscy świątobliwi mężowie w historii ludzkości, uparcie nie chciał zobaczyć nas takimi, jakimi jesteśmy, tylko takimi, jakimi POWINNIŚMY BYĆ.  (I dlatego sądzę, że jest szczytem obłudy przypisywanie mu „moralnej odpowiedzialności za miliony ludzi zakażonych wirusem HIV”, w czym lubują się zwłaszcza lewicowe gazety. Czy papież kiedykolwiek nauczał, że NALEŻY uprawiać przypadkowy seks?! O ile wiem, uczył raczej czegoś zupełnie przeciwnego…) 

 

A ludzie, jak wiadomo, bardzo nie lubią  przypominania im ideałów, do których nie mogą dorosnąć…

 

Wolą raczej „etykę przyzwolenia”, która opiera się na założeniu, że grzechu tak naprawdę nie ma (czyż nie nad tym pracuje w istocie prawie cała współczesna psychologia? Jeżeli masz jakiekolwiek poczucie winy, to po prostu jesteś chory! A w wielu krajach osobisty psychoterapeuta już na dobre zastąpił spowiednika…). Jak to lapidarnie ujął jeden ze współczesnych teologów, chrześcijanie XXI wieku bardzo chcą wierzyć, że ” Bóg (bez gniewu) wprowadził ludzi (bez grzechu) do raju przez Chrystusa (bez krzyża).”

 

Innymi słowy: „Bóg Was kocha i wszyscy zawsze jesteście OK, bez względu na to, co robicie!” Rozwody? A czemu nie? Po co się męczyć? Aborcja? Trzeba przecież iść kobietom na rękę! Zdrada małżeńska? Może nawet uratować twój związek! Celibat? Ależ już dawno udowodniono, że życie bez seksu jest niebezpieczne dla zdrowia! Śluby kościelne osób homoseksualnych? No, cóż, musimy być elastyczni…

 

(Na marginesie warto zauważyć, że argument, który mówi, że coś „nie może być grzechem, ponieważ ludzie od zawsze to robią”, jest z gruntu fałszywy. O ile mi wiadomo, mordercy też byli zawsze. I pedofile.)

 

Wydaje mi się, że w tym właśnie kierunku (pozwolenia absolutnie na wszystko) podąża obecnie duża część Kościołów protestanckich.

 

Chciałabym jednak zwrócić uwagę na fakt, że po pierwsze starając się  za wszelką cenę zatrzymać przy sobie wiernych już nie tyle stają się one pasterzami swoich owieczek, co podążają ślepo za tym, czego te owieczki pragną. Przed pewnym kościółkiem w USA widniał napis: „Wstąp do nas, msza trwa tu tylko 10 minut!” A najdalej chyba w tę stronę poszła pewna szwedzka pani pastor, która stwierdziła, że jej parafianie nie muszą nawet…wierzyć w Boga. No, to ja nie wiem, co oni jeszcze w ogóle MUSZĄ?!

 

I jak widzę takie przegięcia, to powoli zaczynam rozumieć tak kategoryczny sprzeciw papieża wobec wyświęcania kobiet. (Choć, z drugiej strony, być może to ten bardzo tradycyjny obraz kobiety-matki-„strażniczki domowego ogniska”, jaki wcześnie osierocony Wojtyła zachował z dzieciństwa, nie pozwolił mu przywrócić starożytnej instytucji diakonatu kobiet, co mogło – i moim zdaniem – powinno być zrobione już dawno temu.) Jakimś dziwnym trafem takie odchylenia od normy zdarzają się głównie w tych Kościołach, które dopuściły panie do kapłaństwa…

 

A po drugie, co ciekawe, te wszystkie „zabiegi reformatorskie”, wcale nie spowodowały gwałtownego napływu wiernych do ich świątyń. Zachodni Europejczycy coraz chętniej przechodzą za to na znacznie bardziej wymagający islam… 

 

I wydaje mi się, że Jan Paweł II naprawdę uważał, że jedynym ratunkiem dla człowieka jest zachowanie pewnych niezmiennych zasad w tak szybko zmieniającym się świecie. Nawet kosztem utraty pewnej popularności. I kto wie, czy właśnie on nie miał racji? 

 

W końcu Jezus, zwany Chrystusem,  też bardzo często mówił ludziom rzeczy trudne, tak trudne, że nie tylko wielu spośród słuchających Go „odchodziło i już z  Nim nie chodziło”, ale nawet Jego najbliżsi uważali niekiedy, że Jego nauka jest zbyt trudna, żeby można było jej spokojnie słuchać…

 

PS. Dziś jest Wielki Czwartek – dzień ustanowienia sakramentów Eucharystii i kapłaństwa. Także JEGO kapłaństwa… Wszystkiego najlepszego, kochanie!

Postscriptum 2: Ostatnio (w październiku 2008) z niejakim rozbawieniem przeczytałam na którymś z blogów, że już zaczyna się mówić, że „nasz papież” był rzekomo bardziej liberalny od Ratzingera – „chciał nawet ulżyć tym biednym kobietom i zezwolić na antykoncepcję i aborcję.” (sic!) Sęk w tym, że co najmniej od połowy XX wieku o KAŻDYM kolejnym papieżu mówiono, że jest „gorszy” od swego poprzednika. Jan Paweł I, zwany uśmiechniętym papieżem, miał podobno także „pozwolić na pigułkę” i rzekomo za to zginął. „Surowego” Pawła VI, który „podpadł” światu encykliką Humanae vitae, chętnie przeciwstawiano „dobremu papieżowi Janowi”, który przez Sobór Watykański II „otworzył szeroko drzwi Kościoła.” Ten sam papież (Jan XXIII) jest jednak solą w oku tradycjonalistów, którzy widzą w nim wręcz wcielenie Antychrysta. Ci chętnie odwołują się do nieśmiałego i pobożnego Piusa XII, któremu znów inni zarzucają zbyt bojaźliwą postawę wobec zbrodni nazizmu… Wygląda więc na to, że wszystko jest tylko kwestią czasu – i na początku następnego pontyfikatu zapewne usłyszymy, że i Benedykt XVI, nazywany kiedyś przez media „żelaznym kardynałem”, był w gruncie rzeczy bardzo postępowy… 🙂