I nie ma cudów?

Byłam doprawdy bardzo zdziwiona, kiedy dowiedziałam się, że odkąd istnieje „słynące z cudów” sanktuarium w Lourdes, Kościół oficjalnie uznał za „cudowne” (tzn. niemające naukowego wytłumaczenia) jedynie ok. setki takich wydarzeń.

Istnieje tam zresztą specjalne Biuro Medyczne, w którym pracują osoby o różnych przekonaniach, także ateiści (bardzo nalega się na to, by osobiste przekonania religijne nie zaciemniały im obrazu poszczególnych przypadków).

Może więc ci „łatwowierni wierzący” nie są wcale aż tak bardzo skłonni do wierzenia we wszystko, co za „cud” im się podaje?:)

Niemniej nawet ateiści muszą niekiedy przyznać, że istnieją rzeczy, których nie da się naukowo wyjaśnić – bo nie jest prawdą, w co naiwnie wierzyli XIX-wieczni „scjentyści”, że jeszcze chwila, a nauka znajdzie odpowiedzi na wszelkie pytania, rozwiąże wszystkie problemy, itd. Przeciwnie – w miarę postępu naukowo-technicznego pojawiają się nowe pytania i nowe problemy. Tak więc myślę, że zawsze pozostanie jakieś miejsce dla WIARY.

Kiedyś wybrałam się na pewne czuwanie za pożyczone pieniądze – a ponieważ nie miałam z czego ich oddać, zwróciłam się o pomoc do „Wyższej Instancji” – i gdy tylko wyszłam z kościoła, podeszła do mnie nieznana mi wcześniej kobieta i bez słowa wręczyła mi potrzebną kwotę. Można by powiedzieć – cud! A co na ten temat powie ateista? 🙂 Zbieg okoliczności! „Zbieg okoliczności” to takie zgrabne określenie, które tak naprawdę niczego nie wyjaśnia – ponieważ WSZYSTKO da się wyjaśnić zbiegiem okoliczności.  A naukowcy wiedzą, że jeśli jakiekolwiek wyjaśnienie nadaje się „do wszystkiego”, to zwykle oznacza, że jest… do niczego. (Np. w rubryce „przyczyna zgonu” można ZAWSZE zgodnie z prawdą napisać: „zatrzymanie akcji serca” – tylko co to wyjaśnia?)

Genialnie to opisał C.S. Lewis (ten od „Opowieści z Narnii”) – gdyby nawet ateista smażył się „w ogniu piekielnym” (zakładając, oczywiście, że TAKIE piekło istnieje – ja w to nie wierzę!), to jego umysł i tak nie mógłby przyjąć realności tej sytuacji – wciąż gorączkowo szukałby innego, „racjonalnego” wyjaśnienia.

Z cudami jest tak samo – wierzą w nie tylko ci, którzy sami ich doświadczyli. Czytałam całe mnóstwo książek, których autorzy próbują (czasami z powodzeniem) znaleźć naukowe wyjaśnienia dla cudów, opisywanych w Biblii. Ale ostatecznie nie jest tak ważny sam FAKT (np. odpływ Morza Czerwonego), jak jego INTERPRETACJA – albo WIERZYSZ że „Bóg to sprawił”, albo nie – i wtedy będziesz mówił o „zbiegu okoliczności”, „przypadku”, „złudzeniu” czy po prostu o niewyjaśnionym zdarzeniu tam, gdzie wierzący widzą „cud.”

Ale WYDARZENIE pozostaje takie samo. Ja wtedy naprawdę dostałam te pieniądze…

 

Czy „oralnie” jest moralnie?

Kiedy – w ramach rubryki „pytania od internautów”- zadałam to pytanie swemu spowiednikowi, który był filozofem i etykiem, rozsądnie odparł, że Kościół wprawdzie może i powinien dawać małżonkom pewne OGÓLNE wskazówki (np. odnośnie antykoncepcji) ale bez nadmiernego (wścibskiego) wchodzenia w intymne szczegóły.

Innymi słowy, powinien taktownie zatrzymywać się na progu sypialni i nigdy, przenigdy, nie zaglądać ludziom pod kołdrę. Pamiętam wprawdzie innego kapłana, jezuitę, który podczas rekolekcji dla panienek w moim katolickim liceum stwierdził, że DLA NIEGO „to” jest „po prostu obrzydliwe”, nie zechciał nam jednak wyjaśnić, dlaczego tak uważa. 😉

Coraz częstsza „oficjalna” wykładnia brzmi, że należy zaakceptować seks oralny przynajmniej w ramach gry wstępnej (bo i Oblubienica w Pieśni nad Pieśniami mówi przecież, że „owoc jej miłego jest słodki jej podniebieniu” (Pnp 2,3):) – takie uzasadnienie znajduje się np. w modnych publikacjach protestanckiej autorki, Lindy Dillow i katolickiego „specjalisty od tych rzeczy” o. Ksawerego Knotza).

Mnie samej natomiast najbardziej odpowiada stwierdzenie mego znajomego, Tomasza Jaeschke, byłego zakonnika ze zgromadzenia księży zmartwychwstańców, że skoro Pan Bóg stworzył CAŁE ciało, to i całe nadaje się do całowania i pieszczenia. I tyle.

Jeżeli kogoś kocham, to jak mogłabym sądzić, że jest w nim coś „obrzydliwego”?

Por. też: „Dlaczego Pan Bóg lubi seks?”; „Życie miłosne”; „Czy katoliczki mają zahamowania seksualne?”

No, co z tym POSTEM?

W dobie powszechnej mody na odchudzanie i anorektycznych modelek mogłoby się wydawać, że pojęcie „postu” będzie miało większe wzięcie.

 

 

Tymczasem…nawet post ograniczony do kilku dni w roku spotyka się w naszych społeczeństwach, niechętnych jakiemukolwiek „umartwianiu się”, z oskarżeniami o „hołdowanie średniowiecznym zabobonom” – a na Zachodzie Europy  praktycznie już zanikł (przy milczącej rezygnacji tamtejszej hierarchii kościelnej), zastąpiony dość mglistym wymaganiem praktykowania w zamian „miłości bliźniego” (jak gdyby jakiekolwiek „pobożne praktyki” temu przeszkadzały!:))

 

Warto jednak sobie uświadomić, że post nie jest (podobnie jak celibat i jeszcze parę innych rzeczy :)) wynalazkiem katolickim a nawet chrześcijańskim (choć wiemy z Nowego Testamentu, że uczniowie Chrystusa niekiedy pościli, zwłaszcza przed ważnymi wydarzeniami – Dz 13,2; a sam Rabbi, zdaje się, przewidywał, że będą pościć po Jego śmierci (Łk 5,35), choć za życia nie należał do tak surowych ascetów, jak np. Jan Chrzciciel (Łk 5,33), który na pustyni żywił się wyłącznie „szarańczą i leśnym miodem” (Mt 3,4) – ba, niektórzy mieli Go nawet za „żarłoka i pijaka”, bo chętnie bywał na ucztach i to w mocno „podejrzanym” towarzystwie (Mt 11,13). A jednak i On przebywał przez 40 dni na pustyni i pościł (Łk 4,2), przygotowując się do publicznej działalności).

 

Post znajdujemy również w Starym Testamencie, zwykle jako wyraz pokuty i gotowości do nawrócenia – jest tam także piękny opis postu króla Dawida w intencji dziecka, które niestety później zmarło (2 Sm 12, 17-22). Współcześni wyznawcy judaizmu zachowują ścisły post (nie jedzą i nie piją) podczas święta Jom Kippur, które jest żydowskim Dniem Pojednania i pokuty za grzechy. Muzułmanie mają cały miesiąc takiego postu (trwającego każdego dnia do zachodu słońca) w ramadanie, który zazwyczaj przypada na przełom sierpnia i września lub września i października – tegoroczny ramadan będzie trwał od 21 sierpnia do 19 września. Wyznawcy islamu wierzą, że jest to okres, w którym Allah szczególnie hojnie wybacza ludziom wszelkie przewinienia. Jeżeli z jakiegoś powodu nie można przestrzegać postu (zwolnione są z tego m.in. kobiety ciężarne i matki karmiące), należy wybrać sobie na to 30 innych, dowolnych dni w roku, a w czasie ramadanu nakarmić przynajmniej jedną osobę, której nie stać na przyzwoity posiłek.

 

A z historii starożytnej wiem, że posty praktykowali także kapłani różnych kultów, np. egipskich, jako rytuał oczyszczenia i przygotowania. Wynika z tego, że istoty ludzkie od zawsze uważały, że „wyrzeczenie” ma jakąś istotną wartość duchową – i tylko w naszej epoce ludzi, którzy nadal je praktykują, uważa się w najlepszym razie za nieszkodliwych maniaków albo fanatyków (świadczy o tym np. niezdrowe wyolbrzymianie praktyk Opus Dei – któremu „gębę” religijnych masochistów dorobił Dan Brown); choć, oczywiście, zdarzają się w tej kwestii „przegięcia” przed którymi zresztą myśliciele zawsze przestrzegali. (W ujęciu wczesnochrześcijańskim „post” – rozumiany także niekiedy jako rezygnacja ze współżycia seksualnego <1 Kor 7,5)  czyli drugiej rzeczy, którą nasze czasy kochają najbardziej;) – ma służyć wyłącznie pomocy w modlitwie oraz temu, by zaoszczędzone w ten sposób pieniądze można było poświęcić na wspomaganie ubogich). 

 

A najpowszechniejszym chyba z nich jest tzw. „post na pokaz”, który piętnował zarówno Jezus jak i prorocy Starego Testamentu:

 

„[Pytacie:] „Czemu pościliśmy, a Ty nie wejrzałeś?

Umartwialiśmy siebie, a Tyś tego nie uznał?”

Otóż w dzień waszego postu wy znajdujecie sobie zajęcie

i uciskacie wszystkich waszych robotników.

Otóż pościcie pośród waśni i sporów,

i wśród bicia niegodziwą pięścią.

Nie pośćcie tak, jak to dziś czynicie,

żeby się rozlegał zgiełk wasz na wysokości.

Czyż to jest post, jaki Ja uznaję,

dzień, w którym się człowiek umartwia?

Czy zwieszanie głowy jak sitowie

i użycie woru z popiołem za posłanie –

czyż to nazwiesz postem i dniem miłym Panu?

Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram:

rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli,

wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać;

dzielić swój chleb z głodnym,

wprowadzić w dom biednych tułaczy,

nagiego, którego ujrzysz, przyodziać

         i nie odwrócić się od współziomków?” (Iz 58. 3-7)

 

No, tak, jest to postawa, którą nasza mądrość ludowa określa zwięźle jako „modli się pod figurą, a diabła ma za skórą” – i coś, co skutecznie odstrasza ludzi od postu…i poszczących.

 

Tymczasem w ujęciu Jezusa post nie powinien być nawet „smutny” (Mt 6, 16-17), powinien bowiem dotykać bardziej naszego „serca” niż ciała. No, to… radosnego postu Wam życzę! 🙂

 

A żeby się zrobiło jeszcze weselej, mała anegdotka.

Po zakończeniu święta Jom Kippur ojciec mówi do dzieci: „Po tak długim poście nie należy się tak od razu rzucać na jedzenie. To niezdrowo. Trzeba jeszcze odczekać jakieś 10 minut!”