Czy katoliczki mają zahamowania seksualne?

Obiegowa opinia głosi, że “seks po Bożemu” znaczy po ciemku, ze wstydem i raczej niechętnie,

 

Ludzie bardzo pobożni – a szczególnie kobiety – często mają niezwykle “uduchowione” pojęcie tego, czym jest (a raczej powinno być) małżeństwo jako sakrament.

 

Tym niemniej nie wolno im nigdy zapominać, że zbliżenie fizyczne jest jego integralną częścią. To nie jest coś “na dodatek”, coś obok, coś “co dostaniesz, kiedy będziesz grzeczny!” Albo kiedy będę miała nastrój…

 

Kiedyś przeczytałam, że kiedy małżonkowie się kochają to CELEBRUJĄ SWÓJ SAKRAMENT MAŁŻEŃSTWA. Jest to najpiękniejszy wyraz miłości jaki człowiek może dać drugiemu człowiekowi, i dar Boga dla małżonków, aby się ze sobą jednoczyli i… jednali.  (Wynikałoby z tego, że tzw. “godzenie się przez łóżko” wcale nie jest takim najgorszym pomysłem! :)) Kiedy więc kobieta zbyt często mówi mężowi “nie!” (a jeszcze gorzej, kiedy mówi: “Bo wy jesteście jak zwierzęta!”) to odrzuca nie tylko mężczyznę, który słusznie może czuć się zraniony w swojej miłości (i może wtedy zacząć szukać tej fizycznej bliskości poza małżeństwem) ale i Dawcę daru…I własne ciało.

 

Seks nie jest tylko “konieczną drogą do tego, żeby w małżeństwie mieć dzieci. Mamy już dwoje, niech on się ode mnie odczepi!” Kiedyś słuchałam pięknej katechezy, podczas której prowadzący powiedział: “Kiedy mąż i żona są razem, chwała Boża ich otacza” Obiecałam sobie wtedy, w miarę możności, być zawsze dostępna dla swego męża. I co Ty na to, kochanie? 🙂

Rzymskokatolicki Kościół „usługowy.”

Obawiam się, że wśród naszych “90% katolików” wcale niemałą część stanowią tacy, dla których Kościół jest jedynie miejscem świadczenia “usług duchowych” : rodzi się dziecko, a więc “trzeba” je ochrzcić (tym bardziej, że w naszej kulturze wiąże się to nierozerwalnie z ceremonią nadania imienia), potem “trzeba” wziąć ślub kościelny i mieć katolicki pogrzeb…

 

Najwięcej chyba takich nieporozumień narosło wokół ślubów kościelnych. Ludzie na ogół chcą je mieć z uwagi na ten “niesamowity, magiczny nastrój” i “uroczystą oprawę” – i często traktują je po prostu jako coś, co “im się należy”, uważając jakiekolwiek wymagania w kwestii przyjęcia tego SAKRAMENTU (w rodzaju spowiedzi czy tzw. “nauk przedmałżeńskich”)  za “głupi i niepotrzebny wymysł księży.”  

 

Wydają się przy tym zupełnie nie zauważać, że przysięganie przed Bogiem, w którego istnienie np. zupełnie się nie wierzy, albo ślubowanie “że Cię nie opuszczę aż do śmierci”, jeżeli naprawdę uważa się, że “jak coś nie wypali, to się rozwiedziemy” – to właśnie owa “szopka” i zakłamanie, które tak często zarzucają Kościołowi…

 

Czy ja, katoliczka, domagam się, aby mi udzielić ślubu w rycie żydowskim czy hinduistycznym?! (I rozumiem, dlaczego prawdopodobnie nigdy nie będę mogła zawrzeć ślubu kościelnego – uczciwie sobie na to zapracowałam…)

 

Jeżeli zaś w tych ślubach chodzi jedynie o pewnego rodzaju przedstawienie, przeznaczone dla krewnych i znajomych, to zapewniam, że w Pałacu Ślubów można zrobić takie samo  – a może nawet lepsze. Kościół jest do tego zgoła niepotrzebny!

 

Niestety, takie ściśle “usługowe” podejście wiernych do Kościoła nierzadko powoduje, że i księża zaczynają “odwalać” swoją robotę – tak więc owieczki w pewnym sensie demoralizują  swych pasterzy; w myśl zasady (przekazanej mi przez jednego z zaprzyjaźnionych księży): “Pamiętaj, że odpowiedzią na wyuczony “wierszyk” z twojej strony może być tylko inny wierszyk!”

 

A przecież można inaczej! Wbrew pozorom, także w Kościele katolickim można prowadzić prawdziwe, głębokie życie duchowe. Trzeba tylko…chcieć poszukać. Ja znalazłam…

 

A jeżeli chodzi o Sakrament Małżeństwa, to zamiast tradycyjnych “nauk” polecam ruch Spotkań Małżeńskich, który organizuje specjalne “Wieczory dla Zakochanych” w formie cyklu…narzeczeńskich randek. Naprawdę warto!