Modlitwa na Dzień Świętych Młodzianków

Czytam, że według pewnego sondażu aż 65% moich rodaków nie przyjęłoby uchodźców nawet na Wigilii. Jako osoba, która uważa, że powinniśmy przyjmować wszystkich, którzy pomocy faktycznie potrzebują-a więc przede wszystkim prześladowanych przez ISIS chrześcijan z Syrii czy Iraku-albo kobiety i dzieci doświadczające przemocy w swojej kulturze-czuję z tego powodu wielki smutek. Zwłaszcza tego dnia, kiedy mój Kościół wspomina Dzieci Betlejemskie, które nie miały dokąd uciekać przed siepaczami Heroda…

W związku z powyższym znalazłam w Sieci taki piękny wiersz:

Przyjechałam na osiołku
w białą chustę zakutana.
Mąż mnie przywiózł. Jestem w ciąży.
Chodzę od samego rana.
Szukam miejsca, gdzie urodzę.

Uciekamy przed Herodem,
co zabija małe dzieci,
Szukam miejsca, gdzie się światło
miłosierdzia jeszcze świeci.
Przyjechałam, bo mężowi Bóg sen zesłał,
by uciekać.

A tam, gdzie nie przyjmą nas, Pan kazał
ze stóp naszych pył otrzepać,
co też czynię.
JEŚLI POLSKA DLA POLAKÓW,
TO DLA BOGA MIEJSCA NIE MA,
A apele jasnogórskie
to jest jedna wielka ściema.

Wyjechałam.
Pusty obraz pozostawiam wam, Polacy.
Niech wam Pan Bóg za gościnę
porachuje i zapłaci.

—-

(Artur Pałyga)

I to wszystko w kraju, którego Królem jest uchodźca…A tu tymczasem czołowi katoliccy publicyści prześcigają się w tłumaczeniach, jakoby Jezus wcale nie był uchodźcą-i jakoby Jego wezwanie do przyjmowania przybyszów w żadnym razie nie dotyczyło wyznawców islamu.Nawet tych w realnym niebezpieczeństwie śmierci.Ech…

 

 

 

Różańce jak szańce?

 

Proszę mnie źle nie zrozumieć.Ja naprawdę lubię i cenię modlitwę różańcową.I chętnie ją odmawiam, zwłaszcza w wersji zaproponowanej przez ks.Franciszka Blachnickiego.

 

Polega ona na tym, że odmawia się każdą “zdrowaśkę” do słowa “Jezus”-a potem jest czas na własną modlitwę, na zastanowienie się, kim Jezus w tym momencie życia dla mnie jest-i o co chcę Go prosić.Dopiero na zakończenie każdej dziesiątki mówi się “Zdrowaś Mario” już w całości.

 

Zapobiega to, moim zdaniem, mechanicznemu “klepaniu paciorków”, które często zarzuca się tej modlitwie.

 

Z tego samego względu obce mi są też różnego rodzaju “akcje modlitewne” w stylu “1000 różańców za coś tam.” Uważam je za trochę “magiczne”-bo co, jak się ktoś zapomni i zamiast tysiąca odmówi tylko 998? Czy jego modlitwa wówczas nie zostanie wysłuchana?;)

 

Podobne obiekcje mam wobec szeroko ostatnio reklamowanej akcji “RÓŻANIEC DO GRANIC.” Po pierwsze, znów mamy tu do czynienia raczej z akcją masową (polski Kościół lubuje się w takich), niż z próbą jakiegokolwiek “pójścia w głąb.”

 

Po drugie zaś, i to jest chyba jeszcze groźniejsze, modlitwa jest tu traktowana jako ZAPORA przed złym światem.Np. przed falą imigrantów.Należy się jednak modlić DO Kogoś i za kogoś-ale NIGDY przeciwko komuś!!! Osobiście wolałabym, aby była to raczej jakaś forma modlitwy PONAD granicami…

 

A w ogóle znacznie bliższa jest mi ewangeliczna wizja modlitwy “w głębi” własnego serca i pokoju.Wszelka ostentacja jakoś mnie razi.Czy naprawdę, aby się modlić za pokój na świecie, trzeba koniecznie wychodzić z różańcem w dłoni na granice-niczym na barykady?

 

I jeszcze te wszystkie pełne pychy komentarze, że oto my-Polacy jesteśmy ach, jacy pobożni, a na przykład tacy Francuzi to nie zdołaliby otoczyć różańcami nie tylko swojego kraju, ale nawet miasta czy dzielnicy!

 

Jak gdyby poza nami nikt, nigdy, na świecie się nie modlił…

 

Po co to wszystko? Się pytam…

 

POSTSCRIPTUM: Ostatnio ktoś mi powiedział, że za uchodźców w żadnym razie nie należy się modlić, ponieważ-cytuję “mają to, czego chcieli.” Jezus wszakże kazał się modlić nawet za nieprzyjaciół…

I niech lepiej zapadnie cisza…

Pytałam niedawno jednego z moich byłych spowiedników, jak mam sobie radzić z powracającą wciąż falą brutalnej krytyki pod własnym adresem. Czy może powinnam w ogóle przestać pisać tego bloga (skoro to aż  tak ludzi mierzi)?

Ostatnio znowu zostałam zrównana z podłogą – choć bardzo się starałam, żeby wszystkich, którzy tu przychodzą, traktować z szacunkiem, jak moich Gości… Widać starałam się jeszcze za mało. Przepraszam wszystkich, których uraziłam.

Odparł, że powinnam wobec tego zachować spokój – ale zająć się przede wszystkim tym, co się dzieje w moim wnętrzu.

Zdecydowałam więc, że wrócę tu dopiero, gdy się stanę choć odrobinę lepszym człowiekiem…Nie mam pojęcia, kiedy znajdę w sobie dość siły i odwagi, żeby cokolwiek znowu do Was napisać

Tymczasem zostawiam Was samych – z bardzo piękną piosenką. Choć nie wiem już, czy sama mam prawo ją śpiewać, mam nadzieję, że chociaż Wam się spodoba…

http://retrospekcyjna.wrzuta.pl/audio/4INm40KBAfr/pedro_n._-_tak_malo_tylko_do_ciebie_nalezy