Jedenaste: i nie mów do niego „misiu”!:)

Niedawno Onet podał hiobową wieść o tym, jak to pewien pan pozbawił życia żonę czy też kochankę, gdy ta naigrywała się z jego męskich walorów….

No, cóż, ja również często odnoszę wrażenie, że wiele pań nie wie, iż faceci są BARDZIEJ wyczuleni na punkcie swojej męskości (rozumianej zresztą nie tylko seksualnie!) niż one same na tle swojej wagi, urody, inteligencji, wieku i braku partnera razem wziętych.

Dlatego ABSOLUTNIE i pod żadnym pozorem nie należy ogłaszać całemu światu, że nasz ukochany (?) to pantoflarz i fajtłapa na naszym utrzymaniu, który zupełnie z niczym nie poradziłby sobie, gdyby nie MY; że musimy mu wiązać krawat i przeczesywać włoski, a w sypialni z inną kobietą to on by nawet nie wiedział, co ma zrobić, biedaczek. A w ogóle to trzeba go trzymać krótko, wychowywać i pilnować na każdym kroku. (Ciekawostka, czy kobiety same życzyłyby sobie być tak „tresowane”?)
Niestety, z przykrością stwierdzam, że zdecydowana większość kobiet, które spotykam (sądząc z tego, w jaki sposób mówią o swoich mężczyznach) nie ma bladego pojęcia o tym, że tego wszystkiego właśnie robić nie powinny. Ponieważ istnieje spore prawdopodobieństwo, że tak traktowany mężczyzna w końcu: a) rozpije się, b) targnie się na życie – swoje lub Wasze lub c) ucieknie od Was gdzie pieprz rośnie..
 

Nagość i okolice.

Niedawno z pewnym zdziwieniem odkryłam, że wieczorami na uważanej niegdyś za „katolicką” stacji TV PULSmożna oglądać także programy bynajmniej nie modlitewne – a dokładniej, produkcję zrealizowaną w konwencji „ukrytej kamery” w której nagość ponętnych modelek jest pretekstem do aranżowania zabawnych (mniej lub bardziej) sytuacji.

Ale zaraz pomyślałam: „A właściwie – DLACZEGO nie? Czyż to nie Bóg stworzył ludzkie ciało?” 🙂
Czytałam zresztą u (ks.) Tomasza Jaeschke, że jednym z udziałowców znanego wydawnictwa BAUER-WELTBILD Media (w Polsce znanego pod szyldem 'Klubu dla Ciebie’, z którego propozycji też czasem korzystam) jest niemiecki Kościół katolicki…a przecież oficyna ta firmuje – obok innych wartościowych pozycji – także filmy, książki i czasopisma przeznaczone „tylko dla osób pełnoletnich.”
Skoro więc wielebni księża biskupi nie widzą w tym nic zdrożnego, to dlaczego ja miałabym się gorszyć? „Nic, co ludzkie…”
Zasmucił mnie natomiast casus pewnej młodej Francuzki, poszukującej pracy. W ichnim urzędzie przedstawiono jej intrygującą ofertę zatrudnienia w charakterze „administratorki czata dla dorosłych.” Zajęcie wydawało się proste, a płaca dość wysoka (bo ponad 2 tysiące euro), tak więc pani zadzwoniła, gdzie trzeba.
I dowiedziała się, że owszem, praca jest i czeka na nią, musi się tylko zaopatrzyć w kamerę internetową i komplet seksownej bielizny, ponieważ w zakres jej obowiązków będzie wchodziło również wykonywanie striptizu dla internautów…
Oburzona niewiasta popędziła ze skargą do urzędu pracy, tam jednak spotkała się tylko ze zdziwieniem: wyjaśniono jej otóż, że to szlachetne zajęcie nie jest przecież we Francji ani nielegalne, ani (a gdzieżby!) nie nosi znamion „dyskryminacji.” O co więc jej chodzi?
I tak się zastanawiam: czy to rzeczywiście jest tylko „usługa dla ludności”, taka, jak każda inna? Czyżby naprawdę „nie było problemu”?

 

(Franciszek Zmurko, Zuzanna i starcy, źródło: Wikimedia)

Zob. też: „Praca, jak każda inna?”
***
Hip, hip, hurra! Kolejne „tabu” zostało przełamane!!! 🙁 W Sieci istnieje już nowy, amerykański reality show, w którym aktorki, wcielające się w role ciężarnych kobiet stają przed decyzją: urodzić dziecko, czy nie? Ale spokojnie: ONE już tu nie decydują! Aby zagłosować, wyślij smsa na numer… Cena jednego smsa to tylko 1 zł +VAT!Spiesz się! Ludzkie życie jest w Twoich rękach! (Gdyby to był „real” a nie reality show, jakże byłoby to wygodne – widzowie w roli mojego „sumienia”: „Ja nie chciałam go zabić[proszę księdza], to oni tak zdecydowali!”)

Decydować o ludzkim losie w konwencji zabawy. Przez chwilę poczuć się „bogiem” – bezcenne…

I tak się tylko zastanawiam, CO będzie następne? „Debata społeczna” w formie reality show o karze śmierci, z facetem („spokojnie, przecież to tylko aktor…”) siedzącym na krześle elektrycznym? A może niech kochana publisia zdecyduje, którego staruszka poddać eutanazji? No, który nam udowodni, że najbardziej cierpi? Przypominam, że umieranie przed kamerą oraz „pasjonująca” walka o jedną nerkę już były… 

I tamte programy także uzasadniano „ważnym interesem społecznym” (dokładnie tak samo, jak zrobili to „eksperci” w Dzień Dobry TVN) – ale nie zauważyłam, żeby świat stał się dzięki nim jakoś znacząco lepszy. Podejrzewam więc, że – tak w tym, jak i w pozostałych „bulwersujących opinię publiczną” przypadkach – chodzi po prostu o wywołanie kolejnego medialnego skandalu, za którym nieodmiennie podąża WIELKA KASA.  I to jest cała „naga prawda” o tego typu produkcjach…

CDD – „lanie po bożemu”?

CDD, z angielskiego „Christian Domestic Discipline” – chrześcijańska dyscyplina domowa – to „specyficzna” forma życia małżeńskiego, szczególnie popularna wśród niektórych słynących z ekstremistycznych pomysłów wspólnot protestanckich w USA. 

Jest to, mówiąc najprościej, taki „układ”, w którym żona dobrowolnie (w co jestem skłonna uwierzyć:)) poddaje się całkowicie „przewodnictwu” swego męża (zwanego też czasem liderem), odkrywając w sobie naturalne (podobno) kobiece skłonności do uległości. Onże, jej „małżonek, pan i władca”, korzystając z kolei z przyrodzonego mu jako mężczyźnie prawa, może ją ukarać (fizycznie), ilekroć zdarzy jej się złamać ustalone przez niego zasady.
Adwokaci DD tłumaczą, że takie postępowanie – podobnie jak w pokrewnych praktykach sadomasochistycznych – nie jest w żadnym razie przemocą, ponieważ czyni się to za obopólną zgodą. Mówią także, że nie ma to żadnego podtekstu erotycznego (a Boże broń i zachowaj!;)), bo nie robi się tego w celu wywołania podniecenia (w co już nie za bardzo wierzę:)), lecz jedynie po to, aby „kobietę uczynić lepszą osobą.”
Od innych praktyk opartych na dominacji „dyscyplina domowa” odróżnia się jednak tym, że stroną „wychowywaną” jest tutaj zawsze jedynie kobieta, co w odmianie „chrześcijańskiej” uzasadniane jest dodatkowo „odwieczną wolą Bożą.” 
Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że ludzka pomysłowość w kwestii stosunków damsko-męskich jest nieomal nieograniczona, i że właściwie nikogo nie powinno obchodzić, na jakich podstawach dwie dorosłe osoby budują swój związek. Proszę mi wierzyć, że tylko Pan Bóg jeden raczy wiedzieć, co się w tej kwestii kłębi w MOJEJ głowie…Jednakże widzę tu co najmniej kilka niepokojących elementów.
Przede wszystkim, jedna z naczelnych zasad CDD mówi, że kobieta może odwołać swoją zgodę na bycie „przywoływaną do porządku” przez męża, ale…nigdy bezpośrednio przed karą, w jej trakcie ani też tuż po niej. Jak znam życie, to jeśli się już dziewczyna w orbitę CDD dostanie, jej 'Husband of husbands’ (’Mąż nad mężami’) już zadba o to, żeby się za łatwo z niej nie wydostała…
W tym kontekście nawet ów rekordowo niski (bo nie przekraczający ponoć 2%) współczynnik rozwodów wśród par praktykujących taki styl życia nie wydaje mi się powodem do dumy. Jakże mogłoby być inaczej, jeśli żona może zostać ukarana za każdy, najmniejszy nawet, przejaw „zuchwałości” w stosunku do męża, za każde „niewłaściwe” jego zdaniem zachowanie, słowo lub gest? Gdzie na tej skali jej „grzesznego nieposłuszeństwa” dałoby się usytuować decyzję o odejściu?:)
  
Inna moja wątpliwość dotyczy tego, czy taki model życia rodzinnego można zasadnie nazwać „chrześcijańskim” czy choćby „biblijnym.” Moim zdaniem – nie.
Owszem, Biblia – i to zarówno Stary, jak i Nowy Testament – zawierają sporo stwierdzeń o tym, że to „mężczyzna jest głową żony” (por. np. 1 Kor 11,3) i fragmentów zachęcających kobiety do „cichości i uległości” – wszakże kary cielesne, jeśli w ogóle są tam wspomniane, to raczej w odniesieniu do dzieci i niewolników, czyli istot uważanych ówcześnie za „podległe” – NIGDY nie dotyczy to natomiast ślubnych małżonek. 
Znajdziemy w Piśmie Świętym wiele opisów małżeńskich sprzeczek, jednakże (o ile mi wiadomo) ŻADNA z nich nie zakończyła się przejściem mężczyzny do (ręko)”czynów.” 
A już na pewno CDD jest nie do pogodzenia np. z takim oto fragmentem:Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje.Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz [każdy] je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus – Kościół, bo jesteśmy [wszyscy] członkami Jego Ciała.” (Ef 5,28-30) – i to pomimo tego, że nawet niektórzy Ojcowie Kościoła próbowali wywodzić uczenie, że jeśli mąż nie zdoła przekonać żony do swoich racji inaczej, wówczas wolno mu ją uderzyć. (Warto tu jednak od razu dodać, że zarówno ortodoksyjny judaizm, jak i islam również dopuszczają kary fizyczne wobec kobiet „w uzasadnionych przypadkach.”)

Myślę także, że cała ta rzekomo „chrześcijańska” dyscyplina jest jedynie przejawem szatańskiej pychy niektórych mężczyzn, którzy stawiają się na miejscu Boga i chcieliby urobić „swoją” kobietę na swój obraz i podobieństwo, zapominając, że wszyscy – i mężczyźni i kobiety – zostaliśmy stworzeni na podobieństwoTego, który sam nie jest ani mężczyzną ani kobietą. Gdyby Panu Bogu rzeczywiście chodziło o to, by dać mężczyźnie kogoś  zgadzającego się z nim we wszystkim (bo do tego, jak sądzę, zmierza cały proces „wychowania idealnej żony” w DD) -to zamiast Ewy podarowałby Adamowi raczej … lustro. 😉

A gdyby komuś z Was dzisiejszy temat wydał się zbyt  abstrakcyjny i „wydumany”, niech spróbuje sobie przypomnieć, kiedy to ostatnio (jeśli w ogóle) słyszał w jakimś kościele pełen troski list pasterski lub choćby płomienne kazanie przeciwko przemocy w rodzinie? 

Oczywiście, można sobie powiedzieć, że nasi duszpasterze uważają bicie żony (i dzieci) za zło tak oczywiste, że nawet nie ma potrzeby o tym mówić – inaczej, niż w przypadku aborcji czy in vitro. Ale niestety można też pomyśleć, że w chrześcijaństwie istnieje ciche (bo jednak nie oficjalne) przyzwolenie dla tego typu zachowań…