Czas miłości…

I znów przyjechał i odjechał…

 

Wziął mnie w ramiona, rozkołysał moje zmysły i pojechał.

 

Gdzieś, do świata w którym mówią do niego „proszę księdza” – i gdzie nie ma wstępu dla kobiet… Do jakichś swoich STRASZNIE WAŻNYCH SPRAW. Wiem, że tak być musi – przynajmniej na razie.

 

A jednak wiem już także, że być ukochaną księdza, to gorzej niż być żoną marynarza…Nigdy nie wiesz, kiedy i CZY w ogóle do Ciebie powróci. Tak na dobrą sprawę nie masz nawet prawa się o to modlić…

 

Ale mimo wszystko był to dla nas piękny czas – czas miłości. Tej miłości która odradza się w nas co rano, i nie chce zmaleć zgodnie z prawem upływającego czasu, lecz z każdym dniem staje się większa, głębsza i bardziej dojrzała. Tej miłości, dla której i wieczność będzie za krótka.

 

Kocham Cię, mój ukochany Mężu. Gdziekolwiek teraz jesteś.

Jak to jest być roślinką?

Krew się we mnie gotuje, kiedy przy okazji KAŻDEJ dyskusji na temat aborcji w naszym kraju zwolennicy przerywania ciąży podnoszą lament nad „ciężkim życiem osób niepełnosprawnych” (zwykle elegancko przez nich zwanych KALEKAMI).

 

Lamentują nad czymś, co ich nie dotyczy. I o czym zwykle nie mają zielonego pojęcia.

 

To prawda, że Bóg sprawia, że czasami trudno jest być mną. Że czasem chce mi się płakać, kiedy ktoś musi wiązać mi sznurowadła – jest to jedna z tych PROSTYCH rzeczy, których zrobienie jedną ręką niekiedy graniczy z cudem – albo kiedy muszę stale uzgadniać swoje plany z zamierzeniami innych ludzi. Złoszczę się, kiedy stopnie lub krawężniki są zbyt wysokie, abym mogła je przekroczyć, a wanny – bym mogła bezpiecznie do nich wejść. Przerażają mnie ruchliwe ulice i ruchome schody.

 

A jednak, kiedy jesteś osobą niepełnosprawną, masz więcej okazji, aby przekraczać granice własnych możliwości. Bo masz tych granic znacznie więcej.

 

I wierzcie mi, że moje życie też bywa bardzo piękne, pełne i szczęśliwe. Jestem młoda, wykształcona i zakochana. Na jakiej podstawie KTOŚ ma mi mówić, że moje życie jest „gorszej jakości” niż kogokolwiek innego?

 

I jeszcze coś: jeżeli „nowoczesne społeczeństwa” będą tak usilnie eliminować wszystkich niepełnosprawnych, to ich strach przed nimi będzie coraz większy. Przecież wiadomo, że ludzie zawsze najbardziej boją się tego, czego nie znają…

 

POSTSCRIPTUM: Mój profesor od najdawniejszej historii ludzkości opowiadał nam kiedyś, jak archeolodzy odnaleźli w jednej z jaskiń szkielet człowieka, który dożył sędziwego wieku, chociaż najprawdopodobniej nigdy nie chodził. Karmiono go i troskliwie pielęgnowano, mimo że czasy wówczas na pewno były ciężkie. Czyżbyśmy zatem teraz byli mniej ludzcy od naszych jaskiniowych przodków?     

Praca jak każda inna?

Wielu ludzi twiedzi, że zalegalizowanie takich „zawodów” jak prostytutka ograniczyłoby wpływ świata przestępczego na ten proceder i pozwoliłoby go lepiej kontrolować. Córy Koryntu zyskałyby wówczas ochronę prawną, ubezpieczenie, opiekę zdrowotną i emeryturę.

 

Jednym słowem: czysto, zdrowo i higienicznie… 

 

TEORETYCZNIE można byłoby im przyznać rację, ale w praktyce… Czy panie, uprawiające ten zawód miałyby np. pisemnie określony…hmmm…zakres obowiązków? A wysokość emerytury? Czy byłaby uzależniona od ilości obsłużonych klientów, czy raczej od liczby lat, przepracowanych „w zawodzie”? Czy otrzymywałyby za swoje usługi określoną pensję, a dodatkowe prezenty od wdzięcznych klientów byłyby już uważane za łapówki? Czy wreszcie przedstawicielki tegoż rzemiosła byłyby traktowane jako samotne matki (wraz z wszystkimi przysługującymi im przywilejami?) I czy domagałyby się ścigania dziewcząt, uprawiających go „nielegalnie”?

 

Zresztą nawet argument, że po zalegalizowaniu nasze państwo mogłoby czerpać zyski z pracy, z której obecnie korzystają jedynie przestępcy NIE JEST dla mnie przekonujący. Przecież „przybytki rozkoszy” , zakamuflowane u nas w formie „agencji towarzyskich” czy innych „salonów masażu” zazwyczaj są już zarejestrowane jako dzialalność gospodarcza i…płacą podatki!  

 

Poza tym w państwach europejskich, w których uznano prostytucję za „normalny” zawód zdarzało się, że kobieta, która odmówiła pracy w takim charakterze, została pozbawiona prawa do zasiłku. Bo jeśli uznamy, że nierząd to „zawód jak każdy inny” a w sprzedawaniu swego ciała (i kupowaniu go!) nie ma naprawdę nic złego, to NIE MA żadnego racjonalnego powodu, dla którego ktoś mógłby odmówić jej przyjęcia.

 

I… co będzie następne? Handlarze narkotyków?! W końcu też są to ogromne pieniądze, które przechodzą państwu koło nosa! A przeciwnikom środków odurzających zawsze można przecież powiedzieć, że wszystkie rządy świata czerpią zyski z monopoli spirytusowych i tytoniowych. Przecież to PRAWIE to samo, nieprawdaż?

 

„Żadna praca nie hańbi”? Tylko czy aby na pewno?