„To wszystko przez Ciebie, mamo!”

Kiedyś widziałam dość wstrząsający reportaż o niepełnosprawnej intelektualnie kobiecie, która walcząc o prawo do wychowywania własnego dziecka przyszła „porozmawiać” na ten temat ze swoją matką – brudną i zaniedbaną alkoholiczką. I wtedy padły te słowa: „To wszystko Twoja wina, mamo, bo nie nauczyłaś mnie miłości!”

Zapewne w jej przypadku to zdanie było prawdą. I jest także prawdą, że to przede wszystkim rodzice zaszczepiają w dziecku tę pewność siebie i poczucie własnej wartości, tak potrzebne w dalszym życiu (niekiedy zresztą popadając przy tym w drugą skrajność – i stąd – na przykład w mediach – mamy potem tyle osób przekonanych o własnej wyjątkowości, nawet jeśli w rzeczywistości niewiele sobą reprezentują…).

Jako osoba niepełnosprawna znam ten problem aż za dobrze – NAM to dopiero nie pozwala się dorosnąć i decydować samodzielnie o sobie. 🙂

I przyznam się, że ja również miałam w życiu okres, kiedy uważałam, że moja rodzina, trzymając mnie niejako pod kloszem, nie wyposażyła mnie w wiele umiejętności, które bardzo by mi się teraz przydały w życiu małżeńskim (że wspomnę chociażby o jakże cennej umiejętności ugotowania obiadu z trzech dań:)).

Kiedy już byłam na studiach i SAMA pojechałam do Białegostoku odwieźć niewidomą koleżankę (trzeba przyznać że miałam fantazję: „wiódł ślepy kulawego”, hihihihi..) moja mama palnęła mi taką przemowę , że prawie pożałowałam, że się urodziłam. 🙂 Nadal wiele rzeczy muszę uzgadniać z rodzicami, ponieważ (nad czym boleję czasami) częściej niż inni potrzebuję ich pomocy…

Niemniej już zrozumiałam, że bardzo ważnym momentem w życiu dorosłego człowieka jest ten, kiedy przestaje on obwiniać za swoje niepowodzenia innych (najczęściej, co zrozumiałe, obrywa się wtedy naszym rodzicom) – a zaczyna im wybaczać rzeczy, które w jego mniemaniu zrobili nie tak, jak powinni…
Dziś sama jestem matką – i chcę wierzyć, że moi rodzice starali się wychować mnie najlepiej, jak potrafili. A że popełnili przy tym trochę błędów? No, cóż – przecież są tylko ludźmi. Ja też na pewno pomylę się jeszcze nie raz.

Aktualności ze świata

HISZPANIA – Parlament Katalonii uchwalił całkowity zakaz corridy na terenie swojej jurysdykcji. Ten podziwu godny przejaw humanitaryzmu jest tym bardziej wart podkreślenia, że niemal jednocześnie w Hiszpanii weszło w życie prawo dopuszczające przerywanie ciąży na żądanie  do końca 14 tygodnia. Dotychczas aborcja była dozwolona, kiedy ciąża była wynikiem gwałtu, zagrażała życiu matki lub kiedy płód był „zdeformowany.” Obecnie kobieta może dokonać zabiegu bez podawania przyczyny. I nawet nie musi być pełnoletnia. Samodzielnie tę zbawienną decyzję mogą podjąć już 16-latki, jeśli tylko udowodnią, że poinformowanie rodziców „mogłoby  doprowadzić do konfliktu.” No, jasne – jeszcze by się sprzeciwiali, stare zgredy! Decydująca się na aborcję kobieta została także zwolniona z wszelkiej odpowiedzialności, nawet gdyby zabieg został przeprowadzony po zakończeniu 14 tygodnia ciąży.

FRANCJA – Zwłoki ośmiorga noworodków znaleziono w dwóch różnych miejscach na terenie jednej posesji w miejscowości Villers-au-Tertre na północy Francji. Ciała niemowląt znajdowały się w domu i ogrodzie. – poinformowały źródła sądowe. Rodziców dzieci zatrzymano. Wszczęto śledztwo w sprawie przestępstwa. No, patrzcie, państwo! I to wszystko MIMO tego, że we Francji jest państwo laickie, edukacja seksualna od przedszkola i legalna aborcja (w niezmiennej od lat liczbie ok. 200 tysięcy zabiegów rocznie)? Podobno w TAKICH krajach takie rzeczy się nie zdarzają? Spieszę także rozwiać złudzenia tych, którzy sądzili, że w tym przypadku mamy do czynienia z jakąś „patologią.” Niestety, nic z tych rzeczy! Szczęśliwymi rodzicami ósemki trupków byli pielęgniarka i polityk lokalnego szczebla – ludzie z całą pewnością wykształceni, kulturalni i doskonale zaznajomieni z nowoczesnymi metodami zapobiegania ciąży. Ale proszę się nie martwić – teraz z pewnością uczniowie wielebnego guru Singera udowodnią, że to w gruncie rzeczy nic wielkiego, bo przecież to były „tylko noworodki” (według ich definicji to jeszcze „nie ludzie”) – a rodzice, zabijając je, skorzystali jedynie ze swojego „świętego prawa” do zadecydowania o ich życiu lub śmierci. Osiem razy. (A swoją drogą, ciekawe, że – podobnie jak w analogicznej sprawie polskich „dzieci znalezionych w kapuście” – także w tym wypadku uwolniono od zarzutów męża dzieciobójczyni. Podobno „nic nie wiedział” o ciążach swojej żony. Ciekawe… To tak osiem razy nic nie wiedział?!)

HOLANDIA – wraca normalność? Sąd w Middelburgu uznał, że podstawowa odpowiedzialność za dziecko spoczywa na barkach rodziców a nie państwowych służb socjalnych! Uznano, że 14-letnia Laura Dekker może samotnie opłynąć świat, jeśli pozwolą jej na to opiekunowie. Sąd odrzucił niniejszym zastrzeżenia tamtejszej Rady Ochrony Dzieci (przed Rodzicami?:)), według której „samotna dwuletnia podróż może być niebezpieczna dla zdrowia nastolatki i może uszkodzić jej emocjonalność.” Tak, zapewne. Bardziej, niż aborcja w tym wieku.

Źródła: Onet.pl, wiadomosci24.pl, TVN24, korwin-mikke.pl.

Zwalczam okrucieństwo! W każdej formie…

Wolność okiem filozofa.

Profesor Magdalena Środa, która podczas kampanii prezydenckiej zasłynęła powiedzeniem, że kobieta, która nie pracuje zawodowo, wyznaje „prehistoryczne poglądy” (czekam w związku z tym, kiedy pani filozof zacznie wyzwalać z tej straszliwej niewoli panią Małgorzatę Napieralską….) – ostatnio wzięła się też za pewną Polkę nawróconą na islam, która „miała czelność” stwierdzić, że jej religia daje jej poczucie wewnętrznej wolności.

„Nie wydaje mi się, aby taka głęboka religijność była czymś DOBRYM.” – stwierdziła wyniośle z wyżyn własnego światopoglądu.
A ja, głupia, myślałam, że „feminizm” to między innymi wolność wyboru – i nie ocenianie w kategoriach etycznych wyborów, których dokonują inni ludzie (a zwłaszcza kobiety:)). Podobno dopóki ktoś wybiera jakiś sposób życia z własnej i nieprzymuszonej woli, nikomu nic do tego?:)
Okazuje się jednak, że (podobnie jak w przypadku aborcji, którą eufemistycznie nazywa się „wyborem” – jak gdyby wybór przeciwny w ogóle na tę nazwę nie zasługiwał:)) „dobry”, słuszny i właściwy wybór może być tylko jeden. Taki, jakiego dokonała prof. Środa…
I być może jedyna dobra rzecz, jaka z tego wszystkiego wynikła, to fakt że filozofka była zmuszona przyznać, że „i  wśród polskich katolików zdarzają się związki partnerskie” – bo dotychczas twierdziła, że KK jeśli nawet wprost nie nakazuje, to przynajmniej milcząco popiera bicie żon przez swoich wyznawców płci męskiej… (Muszę wobec tego powiedzieć P., żeby lepiej wywiązywał się ze swoich obowiązków religijnych – przez trzy lata naszego związku nie wybił mi jeszcze ani jednego zęba…)



Która z tych młodych kobiet czuje się bardziej wewnętrznie wolna? A, Bóg jeden raczy wiedzieć…