Ostatnio red. Tomasz Terlikowski wydał głośną książkę („Chodzi mi tylko o prawdę”, wspólnie z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim, wyd. FRONDA marzec 2012), w której twierdzi, że w polskim Kościele istnieje, ni mniej ni więcej, tylko „homoseksualna mafia.”
„Anglokatolicyzm” – stracone złudzenia?
Nie tak dawno, co chyba w mediach przeszło bez echa, ok. 400 tysięcy wiernych z Kościoła anglikańskiego dokonało konwersji na katolicyzm w proteście przeciwko wyświęcaniu na duchownych czynnych homoseksualistów.
My, Polacy, w sutannach się kochamy?;)
Jak już zapewne doskonale wiecie, ja nie jestem przeciwniczką CELIBATU w ogóle – znam zbyt wielu kapłanów szczęśliwych w tym stanie, żeby go w czambuł potępiać…
Jestem tylko za tym, by tych, którzy go „nie udźwignęli” nie skreślać na zawsze – a wraz z nimi kobiet, które ich kochają (a nierzadko, jak ja, kochają również Kościół).
I sądzę, że niedawna decyzja papieża dotycząca uproszczenia odnośnych „procedur” to wspaniały krok w kierunku tego MIŁOSIERDZIA Kościoła, o które mi właśnie chodzi.
Nie wiem natomiast, co niektórzy z Was rozumieją przez stwierdzenie, że „nie można grać na dwa fronty” – wydaje mi się bowiem, że mój mąż byłby równie dobrym kapłanem, mając mnie – jak był i beze mnie… Czy ręce żonatych mężczyzn nie mogłyby równie dobrze konsekrować chleba, rozgrzeszać i błogosławić?!
Natomiast odnośnie tego, że czasami jakiś młody, charyzmatyczny ksiądz staje się ośrodkiem powszechnego zainteresowania (wcale nie tylko ze strony niedowarzonych panienek…:)), to bardzo spodobało mi się wyszperane w Sieci powiedzonko o tym, że „za mundurem – panny sznurem; za sutanną – całą bandą.”;)
Pamiętacie, jak ludzie kiedyś „biegali” za świętym Franciszkiem? Sama tak „biegałam” za o. Danielem Ange, gdy przyjechał do Polski…:) Moim zdaniem, dobry ksiądz powinien skupiać ludzi wokół siebie (byle nie wyłącznie NA SOBIE!), ponieważ on ma promieniować na cały świat radością, zrozumieniem, miłością i współczuciem. Miałam szczęście poznać takich wielu!
Nie wiem jednak, na ile to „habit czyni mnicha”. 🙂 Myślę, że człowiek nie staje się „święty” przez sam fakt założenia sutanny – sądzę raczej, że w toku formacji Bóg jak gdyby „szlifuje” ich charaktery i wydobywa z nich to, co w nich jest najlepszego. A że jest naprawdę wielkim Artystą, to nawet z lichego materiału tworzy czasem piękne dzieła. Jeśli Mu się, oczywiście, na to pozwoli.
Ja, na przykład, codziennie błogosławię Boga za to, że P. był (jest!) kapłanem – jakże inaczej mógłby się zdobyć na takie „szaleństwo” żeby pokochać niepełnosprawną dziewczynę?
