Msza za generała.

Kilka dni temu sporo kontrowersji wywołała sprawa „urodzinowej” mszy świętej, odprawionej w wilanowskim kościele św. Anny w intencji generała Wojciecha Jaruzelskiego.

 

Moją pierwszą reakcją na to była myśl, że przecież modlić się można za wszystkich, także za niewierzących – a nawet, że niektórzy może bardziej niż inni tej modlitwy potrzebują…

 

I chciałam natychmiast odpowiedzieć wszystkim „zgorszonym i oburzonym” tym faktem, że nie kto inny, jak sam Jezus powiedział, że „nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają.” (Łk 5,31 i par.) – a modlić się nakazywał nawet za prześladowców i nieprzyjaciół(Mt 5,44)…

 

Ale z drugiej strony – zachowując wszelkie proporcje! – jakoś trudno mi jednak wyobrazić sobie mszę za zbawienie duszy Adolfa Hitlera czy innych zbrodniarzy…

 

A Wy, co sądzicie o tym?

 

„Proboszcz by nie dał rozgrzeszenia – a Ty zrozumiesz… i przebaczysz.”

Niedawno na którymś z blogów przeczytałam historię pewnej kobiety, która od lat cierpi z powodu odsunięcia od sakramentów. Przed piętnastoma laty zamordowano jej męża, a ona wciąż nie potrafi przebaczyć jego oprawcom – a zatem nie może uzyskać rozgrzeszenia.

Znam ten ból – sama płaczę z braku Komunii w każdą niedzielę (a bywa, że i częściej…) – tym niemniej sądzę, że ta właśnie osoba powinna poszukać pomocy u jakiegoś mądrego kapłana, bo kara, jaką na nią nałożono, wydaje mi się nieproporcjonalnie surowa. Odmowa udzielenia absolucji to bardzo, bardzo poważna sprawa – i księża nie powinni nią lekkomyślnie szafować. 

Chociaż bowiem może się zdawać, że na chrześcijanach ciąży obowiązek (czy wręcz „przymus”) wybaczania („…i odpuść nam nasze winy, TAK JAK i my odpuszczamy tym, którzy przeciw nam zawinili…”), a zasada „zadośćuczynienia” <która jest jednym z warunków dobrej spowiedzi> jest dosyć prosta: jeżeli coś ukradłem, to powinienem oddać, a jeśli mam coś przeciwko komuś – przebaczyć – to jednak jestem najzupełniej przekonana, że Ten, który „zna wszystko”, wie także, że niekiedy przekracza to nasze zwykłe, ludzkie możliwości. Że potrzebna jest do tego dopiero Jego łaska, Jego moc, Jego uzdrowienie…  I myślę, że czasami wystarczy Mu nasze przyznanie się do bezradności („Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że nie potrafię mu/jej przebaczyć – wybacz mi!”).

Warto również pamiętać – o czym często się zapomina – że WYBACZYĆ to nie znaczy „zapomnieć”, udawać, że nic się nie stało. Przeciwnie – wybaczamy właśnie dlatego, że coś się wydarzyło.

I zawsze w takich momentach przypomina mi się ta urocza anegdotka o bosmanie, który – jak to bosman 😉 – miał dziewczynę w każdym porcie i na łożu śmierci przepraszał Stwórcę za to, że…nie potrafi tego żałować (bo one przecież były takie piękne…). I o ile ja „znam” Pana Boga, to On przyjmuje od nas nawet taki niedoskonały żal…

Cytat wykorzystany w tytule pochodzi z piosenki „Rozmowa z Panem B.” z Kabaretu Olgi Lipińskiej.

Jedność warta mszy.

Dziś w radiu usłyszałam sensacyjnie brzmiącą wiadomość: „Msza znowu po łacinie!” Tymczasem najpewniej chodziło o to, że znowu będzie można sprawować Eucharystię i inne katolickie obrzędy (np. pogrzeb) nie tylko w językach narodowych, ale TAKŻE po łacinie, wg dawnego (?) mszału.

 

Warto tu zresztą przypomnieć, że – wbrew temu, co sądzi wielu ludzi – łacina nigdy nie została całkowicie „usunięta” z Kościoła – po Soborze Watykańskim II dopuszczono po prostu inne języki do użytku liturgicznego.

 

A obecna decyzja Benedykta XVI jest po prostu ukłonem w stronę mniej radykalnego skrzydła tzw. „lefebrystów” – którzy nie uznali reform soborowych, a z którymi ten właśnie papież szukał porozumienia od początku swojego pontyfikatu.

 

Niemniej jednak wątpić należy, czy gest ten doprowadzi do całkowitego zakończenia schizmy bpa Lefebre’a – ponieważ część jego najbardziej radykalnych zwalenników uważa wszystkich papieży poczynając od Jana XXIII za heretyków i głosi doktrynę tzw. „sedewakantyzmu” tj. wakatu na tronie papieskim.