Ciała i dusze.

Agnieszka Radwańska, do niedawna najbardziej  znana „twarz” ewangelizacyjnej akcji„NIE WSTYDZĘ SIĘ JEZUSA!” wzięła udział w „rozbieranej” sesji dla sportowego pisma ESPN Body Issue (która miała na celu promowanie zdrowego stylu życia poprzez piękne ciała sportowców).

I, jak się można było spodziewać, natychmiast spadły na nią gromy z obydwu stron ideologicznej barykady.

Jedni, jak nieprzejednany Tomasz Terlikowski, biadają nad „niespodziewanym upadkiem” Radwańskiej – i grzmią: „nagość kobiety jest przeznaczona dla jej męża!” –  a inni znów drwią: „Patrzcie, patrzcie, taka niby wielka katoliczka, a rozbiera się przed obiektywem!”

Przestraszeni tym organizatorzy wyżej wymienionej akcji natychmiast wycofali się ze współpracy ze sportsmenką – zapewne obawiając się złośliwych komentarzy w stylu: „Cześć, jestem Agnieszka Radwańska i nie wstydzę się Jezusa… bo ja w ogóle niewielu rzeczy się wstydzę!”

Ale chociaż nawet lubiany przeze mnie o. Paweł Gużyński, dominikanin, którego uważam za bardzo rozsądnego człowieka, wczoraj stwierdził, że „występu Radwańskiej nie da się wybronić!” – to ja jednak, mimo wszystko, spróbuję. Po prostu dlatego, że jakakolwiek „nagonka” na człowieka wydaje mi się z gruntu niechrześcijańska.

Przede wszystkim, zastanawiam się, czy aby powszechne zgorszenie czynem Radwańskiej nie bierze się z błędnego rozumienia zarówno katolicyzmu („dla katolika wszystko, co tylko ociera się o ciało, jest brudne, grzeszne, złe!”), jak i samej cielesności.

Takie myślenie jest mi dogłębnie obce. Dla mnie Ten, który stworzył nasze dusze, jest Tym samym, który stworzył nasze ciała – są więc one dobre i piękne same w sobie.

A różnica pomiędzy „czystą” a „nieczystą” nagością zależy przede wszystkim odKONTEKSTU. Jak to zostało pięknie wyartykułowane w uroczym filmie „Dziewczyny z kalendarza” (opowiadającym o dwunastu starszych paniach z małego miasteczka, które decydują się pozować do rozebranych zdjęć, aby wspomóc szpital onkologiczny): „Jaka jest różnica pomiędzy „gołym” a „rozebranym”? To proste: jest nią SZTUKA!”

I myślę, że to samo kryterium należałoby przyjąć odnośnie „rozbieranek” pani Agnieszki – wszak i tutaj cel był wzniosły (a na pewno nie było nim spowodowanie, żeby na widok nagiej tenisistki „ślinili się” kierowcy tirów:)). Ciało w sztuce nie zawsze ma kontekst „erotyczny” – no, chyba, że za pornografię uznać również ten „tłum golasów”, który zaludnia ściany Kaplicy Sykstyńskiej albo (co bliższe jest problematyce sportowej) – nagiego Dyskobola Myrona…

Tak więc, choć NIE UWAŻAM, jak znana specjalistka od celebrytów, Karolina Korwin-Piotrowska, że „gdyby Kościół katolicki chciał naprawdę iść z duchem czasów, powinien właśnie TE ZDJĘCIA Radwańskiej wykorzystać do promocji Jezusa!” (Jezus, czego najwyraźniej nie rozumie pani redaktor, nie jest dla mnie zwykłym „produktem”, który trzeba reklamować przy pomocy kobiecego ciała, jak to się już dziś dzieje ze wszystkimi rzeczami, od pasty do zębów po samochody…) – to jednak nie widzę także wielkiej sprzeczności pomiędzy tymi wysmakowanymi fotografiami pięknej młodej dziewczyny, a jej wcześniejszymi deklaracjami.

Czyżby nagość Agnieszki PRZEKREŚLAŁA w oczach niektórych szczerość jej wiary? W moich z pewnością nie przekreśla.

Inaczej mówiąc, nie wiem, czy panna Radwańska nadal „nie wstydzi się Jezusa” – jestem jednak przekonana, że Jezus (na ile ja Go znam!) – nie musi wstydzić się za nią z tego powodu – On, Zbawca ciała.

A ludzie? No, cóż – jak mówi Pismo:  „Dla czystych wszystko jest czyste, dla nieczystych zaś i złych nie ma nic czystego, skalane są ich serca i umysły.” (Por. Tt 1,15)

 

Świętość nagości…

czyli – co naprawdę myślę o naturyzmie. 😉

Proszę mi wierzyć, nie jestem pruderyjna. Nie uważam ludzkiego ciała a priori za coś grzesznego czy nieczystego. Nie robię wielkiego problemu z tego, gdy np. mój synek zobaczy mnie przypadkiem podczas przebierania się. A jednak niekiedy trafia mnie szlag, gdy różni „sprzedawcy ciał” przekonują (zwłaszcza młode dziewczęta), że „wstyd” to jest coś złego, coś, co należy w pierwszej kolejności odrzucić, jak jakiś wstydliwy (nomen omen!) balast. Absolutny brak poczucia wstydu miałby być więc najbardziej „naturalnym” i pożądanym stanem dla homo sapiens.

Tymczasem zwierzęta ani nie są „nagie” ani też się nie obnażają., Nagość jest właściwa jedynie ludziom. I nawet najbardziej prymitywne plemiona zasłaniają pewne (różne!) części ciała, uważane u nich za „wstydliwe.” Prawie wszystkie też kultury znają w jakiejś formie obyczaj  „zakrywania” panny młodej (pozostałością tego jest u nas welon), która w ten sposób miała odtąd być symbolicznie nietykalna dla innych mężczyzn.

Kiedy stajesz przed kimś nago, jesteś wobec niego najbardziej bezbronny. A związany z tym wstyd jest wówczas prostym odruchem obronnym – i to wcale nie przypadek, że w pierwszej kolejności zasłaniamy miejsca uważane za intymne. One są w nas najdelikatniejsze, a więc i najbardziej podatne na zranienie.

Kiedy stajesz przed kimś nago, mówisz mu – „ufam ci!”  Dlatego nie mogę pojąć wstydu np. między małżonkami. Jan Paweł II tak pięknie pisał o tym w „Miłości i odpowiedzialności” – „w małżeństwie następuje pochłonięcie wstydu przez miłość.”Osoba, która Cię kocha, patrzy na Ciebie zawsze z miłością – nawet, a może zwłaszcza wtedy, gdy jesteś nagi.

Trudno mi jednak wyobrazić sobie ten stopień zaufania pomiędzy mną a całą plażą nudystów. (I znowu Jan Paweł II: „Miłość pragnie nagości, ale również wyłączności.” :)) Kto bowiem mógłby mi zagwarantować, że żaden z tego tłumu opalających się golasów NA PEWNO nie patrzy na mnie w niewłaściwy sposób? Zdarza się przecież, że kobiety (mężczyźni pewnie czasem też…) czują się dotknięte, a nawet rozbierane wzrokiem… To chyba miał na myśli Jezus, gdy mówił, żeby nie patrzeć „pożądliwie” na kobietę.

Od zawsze zdarzali się ludzie, którzy upatrywali w nagości możliwość powrotu do pierwotnej, „rajskiej” niewinności człowieka. W łonie chrześcijaństwa o takich grupach „adamitów” po raz pierwszy wspomina Epifaniusz w II w. n.e., następnie św. Augustyn i św. Izydor z Sewilli (notabene patron Internetu:)). Po raz kolejny idea ta odrodziła się w burzliwych czasach Reformacji wśród niektórych grup husyckich (tzw. Bracia i Siostry Wolnego Ducha), a także w XVIII-wiecznej Anglii.

Rozumiem szlachetność ich motywów, ale obawiam się, że w sytuacji „po grzechu pierworodnym” nie ma już dla nas powrotu do raju (na Ziemi). Mówiąc prościej – małe dzieci są zupełnie niewinne (chyba że zdeprawują je dorośli, co jest najcięższym grzechem znanym ludzkości), dlatego dla nich nagość nie stanowi żadnego problemu. Dorośli już, niestety, niekoniecznie.

Mój przyjaciel zwrócił mi uwagę na jeszcze jeden aspekt tej sprawy: że mianowicie niektórzy ludzie bywają oburzeni, że na basenach prysznic biorą nago także osoby starsze i, mówiąc delikatnie, nie najpiękniejsze. Czyżby więc „naturyzm” (podobnie jak seks;)) był zabawą tylko dla młodych, zdrowych i pięknych? Kiedyś widziałam piękne, nagie zdjęcia ludzi niepełnosprawnych, kobiet po mastektomii… Co sądzicie o tym?

blog_ii_564575_4042888_tr_swietosc_nagosci

Początkowo chciałam tu zamieścić zdjęcie chłopczyka, idącego nago po plaży, wraz z tym cytatem z Hioba, ale się zawahałam – nie wszyscy mają czyste spojrzenia…

Nagość i okolice.

Niedawno z pewnym zdziwieniem odkryłam, że wieczorami na uważanej niegdyś za „katolicką” stacji TV PULSmożna oglądać także programy bynajmniej nie modlitewne – a dokładniej, produkcję zrealizowaną w konwencji „ukrytej kamery” w której nagość ponętnych modelek jest pretekstem do aranżowania zabawnych (mniej lub bardziej) sytuacji.

Ale zaraz pomyślałam: „A właściwie – DLACZEGO nie? Czyż to nie Bóg stworzył ludzkie ciało?” 🙂
Czytałam zresztą u (ks.) Tomasza Jaeschke, że jednym z udziałowców znanego wydawnictwa BAUER-WELTBILD Media (w Polsce znanego pod szyldem 'Klubu dla Ciebie’, z którego propozycji też czasem korzystam) jest niemiecki Kościół katolicki…a przecież oficyna ta firmuje – obok innych wartościowych pozycji – także filmy, książki i czasopisma przeznaczone „tylko dla osób pełnoletnich.”
Skoro więc wielebni księża biskupi nie widzą w tym nic zdrożnego, to dlaczego ja miałabym się gorszyć? „Nic, co ludzkie…”
Zasmucił mnie natomiast casus pewnej młodej Francuzki, poszukującej pracy. W ichnim urzędzie przedstawiono jej intrygującą ofertę zatrudnienia w charakterze „administratorki czata dla dorosłych.” Zajęcie wydawało się proste, a płaca dość wysoka (bo ponad 2 tysiące euro), tak więc pani zadzwoniła, gdzie trzeba.
I dowiedziała się, że owszem, praca jest i czeka na nią, musi się tylko zaopatrzyć w kamerę internetową i komplet seksownej bielizny, ponieważ w zakres jej obowiązków będzie wchodziło również wykonywanie striptizu dla internautów…
Oburzona niewiasta popędziła ze skargą do urzędu pracy, tam jednak spotkała się tylko ze zdziwieniem: wyjaśniono jej otóż, że to szlachetne zajęcie nie jest przecież we Francji ani nielegalne, ani (a gdzieżby!) nie nosi znamion „dyskryminacji.” O co więc jej chodzi?
I tak się zastanawiam: czy to rzeczywiście jest tylko „usługa dla ludności”, taka, jak każda inna? Czyżby naprawdę „nie było problemu”?

 

(Franciszek Zmurko, Zuzanna i starcy, źródło: Wikimedia)

Zob. też: „Praca, jak każda inna?”
***
Hip, hip, hurra! Kolejne „tabu” zostało przełamane!!! 🙁 W Sieci istnieje już nowy, amerykański reality show, w którym aktorki, wcielające się w role ciężarnych kobiet stają przed decyzją: urodzić dziecko, czy nie? Ale spokojnie: ONE już tu nie decydują! Aby zagłosować, wyślij smsa na numer… Cena jednego smsa to tylko 1 zł +VAT!Spiesz się! Ludzkie życie jest w Twoich rękach! (Gdyby to był „real” a nie reality show, jakże byłoby to wygodne – widzowie w roli mojego „sumienia”: „Ja nie chciałam go zabić[proszę księdza], to oni tak zdecydowali!”)

Decydować o ludzkim losie w konwencji zabawy. Przez chwilę poczuć się „bogiem” – bezcenne…

I tak się tylko zastanawiam, CO będzie następne? „Debata społeczna” w formie reality show o karze śmierci, z facetem („spokojnie, przecież to tylko aktor…”) siedzącym na krześle elektrycznym? A może niech kochana publisia zdecyduje, którego staruszka poddać eutanazji? No, który nam udowodni, że najbardziej cierpi? Przypominam, że umieranie przed kamerą oraz „pasjonująca” walka o jedną nerkę już były… 

I tamte programy także uzasadniano „ważnym interesem społecznym” (dokładnie tak samo, jak zrobili to „eksperci” w Dzień Dobry TVN) – ale nie zauważyłam, żeby świat stał się dzięki nim jakoś znacząco lepszy. Podejrzewam więc, że – tak w tym, jak i w pozostałych „bulwersujących opinię publiczną” przypadkach – chodzi po prostu o wywołanie kolejnego medialnego skandalu, za którym nieodmiennie podąża WIELKA KASA.  I to jest cała „naga prawda” o tego typu produkcjach…