Czas na zmiany…

Ostatnia, zupełnie nieoczekiwana, „burza”, która się tu rozpętała, dała mi powody do myślenia, że pora kończyć to, co kiedyś tutaj zaczęłam – choć i tak czuję się teraz tak, jakby ktoś zdemolował mi mieszkanie (w dodatku tłumacząc, że przecież i tak nigdy nie miałam do niego żadnych praw, bo było… komunalne).

W toku tych przemyśleń doszłam do wniosku, że jedyna sensowna rzecz, jaką mogę zrobić w obronie swej niezależności i godności (aby udowodnić, także samej sobie, że nie jestem, i nigdy nie byłam, sterowaną przez nikogo marionetką) to po prostu usunąć tego bloga z Sieci.

Ale przekonałam się także, iż rację miał mój stary Przyjaciel, Nitager, gdy powiedział, że pisanie bloga przypomina narkotyk – nie tak łatwo się od tego odzwyczaić z dnia na dzień, zwłaszcza po siedmiu latach trwania w nałogu.:)

Wobec powyższego P. poddał mi inny pomysł – przeniesiemy stąd wszystkie treści (niestety – bez Waszych komentarzy…) na nową, autorską stronę.

Liczę, że może to być jakiś nowy, lepszy początek – po tym wszystkim, co się tutaj ostatnio zdarzyło. Przynajmniej uniknę już może zarzutów, że jakaś tajemnicza „Redakcja” kieruje mną z tylnego siedzenia…

Tak więc – do zobaczenia za czas jakiś, już w innym miejscu Sieci!

Blog

 

Alba znowu nadaje…:)

Szanowna Publiczności!

Jak widać, wróciłam (cieszycie się, czy raczej przeciwnie?:)), choć nie obyło się bez problemów, związanych z użytkowaniem nowej wersji bloga. Obawiam się, że i tym razem sprawdziło się stare powiedzenie, które głosi, iż „lepsze jest wrogiem dobrego.” Pamiętam, że kiedyś ukułam na ten temat własne porzekadło, zgodnie z którym Bóg kocha STAŁOŚĆ, szatan zaś jest ojcem „zmiany” („jest ci źle w małżeństwie? zmień sobie męża/żonę! nie możesz wytrzymać z szefem? rzuć tę robotę – nomen omen! – w diabły!”, itd., itp.). Zgadzacie się z tym?:)

Jakkolwiek by było, przez kilka dni po sławetnym „przeniesieniu” bloga w inny (lepszy?:)) wymiar czułam się trochę tak, jakby właściciel wynajmowanego przeze mnie – bądź co bądź od pięciu lat – lokalu włamał mi się do mieszkania i urządził totalne przemeblowanie. :) Ale może po prostu jestem większą konserwatystką, niż dotychczas myślałam?:)

Proszę też o wyrozumiałość w kwestii odpisywania na Wasze komentarze. Moja sześciotygodniowa córeczka jest bardzo wymagającą „klientką.” Obiecuję, że z czasem się poprawię!

Taki jest świat?

Oczywiście, nie można zrzucać całej winy za różnego typu negatywne zjawiska, zachodzące we współczesnym świecie na te “zepsute media” – bo, pomimo wszystko, one w pewnej mierze jedynie OPISUJĄ nam świat na skalę wcześniej niespotykaną. (I jeśli ktoś, na przykład, wymordował całą swoją rodzinę, to z pewnością nie [tylko] dlatego, że się wcześniej naoglądał brutalnych filmów i programów…)

Dostrzegam tu jednak pewną znaczącą różnicę w porównaniu z tzw. “starymi, dobrymi czasami” (choć, uczciwie mówiąc, jako historyczka poważnie wątpię, czy kiedykolwiek takowe istniały…). Dawniej, jeśli ktoś np. zdradzał żonę, a rzecz cała wyszła na jaw, był to dla wszystkich zainteresowanych powód do WSTYDU. Dziś natomiast różnego typu “niemoralne” zachowania się bagatelizuje (a za dziwaków – a nawet “ekstremistów” – uchodzą raczej ci, którzy pragną być nieskazitelnie uczciwi – albo np. spędzić życie u boku jednej tylko osoby) – albo wręcz stają się one powodem do dumy. W USA nawet seryjni mordercy mają swoje fan-cluby i wydają wspomnienia w wielotysięcznych nakładach…
Kombinator nie jest już kombinatorem, tylko człowiekiem z gruntu zaradnym – a różnej maści “specjaliści” pouczają nas, że zdrada małżeńska może mieć wręcz zbawienny wpływ na związek… Nawiasem mówiąc, sama wcale nie jestem “dumna”, że – jak to się mówi – “uwiodłam księdza”…
Bo już od niepamiętnych czasów wiadomo, że powtarzanie bez końca, że coś tam jest “normalne” i że “przecież wszyscy tak robią” może również zachęcać do naśladowania.

Kiedy miałam kilkanaście lat, czytywałam czasami “młodzieżowe”pisemka w stylu “Bravo” i natrafiając (z wypiekami na twarzy;)) na opowiastki z serii “mój pierwszy raz” zastanawiałam się całkiem poważnie, czy ze mną wszystko jest w porządku, skoro “w tym wieku”jestem jeszcze dziewicą. Rozumiecie, o czym mówię, prawda?

Poza tym, nie od rzeczy byłoby też prześledzić, ile – procentowo – miejsca we wszystkich serwisach informacyjnych świata zajmują “złe” wiadomości.

Gdzie nie spojrzeć, wszędzie wojny, strajki, trzęsienia ziemi i zamieszki…
Ale czy to już naprawdę WSZYSTKO, co zdarzyło się danego dnia na tej planecie?
Tak więc środki masowego przekazu nie tylko opowiadają nam, “jaki jest ten świat”, ale także, do pewnego stopnia, same go KREUJĄ

 

Jak się Wam wydaje, jaką część kuli ziemskiej oświetlają codziennie błyski fleszy? Mój przyjaciel, który wiele podróżował po świecie, twierdził, że zaledwie ułamek procenta…
,