Co naprawdę myślę o…ŻAŁOBIE NARODOWEJ?

Uważam – i sądzę, że nie jestem w tym mniemaniu odosobniona – że żałoba narodowa powinna być stanem absolutnie WYJĄTKOWYM (ogłaszanym bardzo rzadko, na przykład wtedy, kiedy umiera prezydent RP albo inny wielki Polak, chociażby noblista – albo kiedy dotyka nas jakaś klęska o zasięgu ogólnokrajowym, jak wielka powódź).

To truizm, że żałoba ogłaszana zbyt często się trywializuje.

Jeżeli bowiem zechcemy czcić w ten sposób ofiary wszystkich wielkich pożarów w kraju (przy całym szacunku dla Ich tragedii) – to dlaczego nie np. ofiary wypadków drogowych, których jest u nas rocznie od kilku do kilkunastu TYSIĘCY? (W sam świąteczny weekend na naszych drogach zginęły aż 34 osoby…)

Chociaż może akurat tym biednym ludziom, których wcześniej nikt nie znał ani się o nich nie troszczył, należy się choć teraz nasza pamięć…

Czy modlitwa jest jak seks?

Mogłabym teraz odpowiedzieć starym żartem: próbowałam obydwu i różnica jest kolosalna! 🙂

Sprawa jest jednak poważniejsza, niż się z pozoru wydaje.

W dzisiejszych „wyzwolonych” czasach kwestia tego, kto z kim sypia (i w jaki sposób!) staje się w coraz większym stopniu sprawą PUBLICZNĄ, tematem filmów, książek i artykułów z pierwszych stron gazet – a ci, którzy wszem wobec ujawniają swoje preferencje, stają się obiektem powszechnego podziwu.

Z modlitwą (i wiarą!) zaś jest dokładnie odwrotnie – nowoczesne społeczeństwa robią wszystko, by zepchnąć ją jak najgłębiej do sfery prywatności.

Niedawno w pewnej ogólnopolskiej stacji telewizyjnej pewna młodziutka dziennikarka wypaliła ze szczerym zgorszeniem: „Ludzie! Mamy XXI wiek, a oni wyjeżdżają się modlić – co za obciach!”, mając na myśli posłów Platformy Obywatelskiej, którzy pojechali na rekolekcje…

Żeby było jasne: wcale nie podobają mi się takie „obowiązkowe spędy duchowe” i żegnanie się na rozkaz, ale…

Zastanawiam się, czy ta panienka jest równie zbulwersowana tym, że posłowie jeżdżą „na podwójnym gazie” albo urządzają balangi w towarzystwie koleżanek Anastazji P.?

Zapewne nie – bo przecież to jest „normalne” – wszyscy tak robią, no nie?

I zastanawiam się także, czy miałaby tyle „odwagi”, żeby powiedzieć, że medytujący i uprawiający ascezę Dalaj Lama też „robi wiochę”?

I coraz częściej przychodzi mi do głowy, że nasz „tolerancyjny” zachodni świat ma coraz większe problemy z zaakceptowaniem „inności” chrześcijan.

W pewnym holenderskim miasteczku np. zakazano pastorowi korzystania z dzwonów kościelnych, które podobno „zakłócały spokój” mieszkańcom. A po ostatnich wypowiedziach Benedykta XVI coraz wyżej podnoszą się głosy, aby rządy państw „cywilizowanych” upomniały papieża.

Niech się zajmie klepaniem „zdrowasiek” – ale niech nie się nie waży mówić niczego, absolutnie niczego, co mogłoby mieć jakikolwiek związek z życiem i zachowaniem ludzi…
Przypominam, że papież w tej swojej „skandalicznej” wypowiedzi NIE POWIEDZIAŁ, że używanie prezerwatyw grozi ogniem piekielnym, tylko, że „prezerwatywy nie rozwiążą wszystkich problemów Afryki.”

A ktoś jeszcze wierzy, że rozwiążą?!

I tak sobie myślę, że to dobrze, że mimo wszystko istnieje taka „skostniała” instytucja, która ma odwagę kwestionować prawdy, co do których wszyscy ludzie kulturalni się już dziś na ogół zgadzają: że aborcja to w gruncie rzeczy niewinny zabieg, którego skutki mogą być wręcz dobroczynne dla zdrowia, że eutanazja to całkiem rozsądne i humanitarne rozwiązanie problemu ludzi starych i chorych; że małżeństwo to wcale niekoniecznie związek kobiety i mężczyzny, a dzieci nie potrzebują obojga rodziców, by się prawidłowo rozwijać; że za epidemię AIDS w świecie jest odpowiedzialny głównie Watykan…

Naprawdę, gdyby nie było Kościoła katolickiego, to (przy wszystkich jego wadach) należałoby go chyba wymyślić…

W sporach z tą strukturą, która nijak nie chce się „dostosować” ani „iść z duchem czasu” przynajmniej nam nie grozi, że przestaniemy myśleć…

Przypadek szczególny.

Mimo że w oczach niektórych z Was (jako zdecydowana przeciwniczka aborcji, kary śmierci i eutanazji) mogę śmiało uchodzić za „fundamentalistkę” (a co tam, nie zależy mi!) , to nawet ja byłam zbulwersowana przypadkiem 9- letniej Brazylijki, molestowanej przez ojca czy ojczyma, u której lekarze usunęli zagrożoną ciążę – i zostali za to ekskomunikowani.

Przede wszystkim, mój spowiednik, filozof i etyk, uczył mnie zawsze, że nie jest grzechem wykonanie aborcji w przypadku zagrożenia życia KOBIETY – a tutaj nie mieliśmy nawet do czynienia z”kobietą” tylko ze zgwałconym dzieckiem, dla którego próba donoszenia tej ciąży wiązała się ze śmiertelnym ryzykiem, zwłaszcza że ciąża była bliźniacza. Nie można uważać, że czyjeś życie (w tym wypadku życie nieletniej „matki”) jest mniej warte, niż inne (nienarodzonych dzieci).

A w tym przypadku zginęliby wszyscy – NALEŻAŁO więc ocalić przynajmniej jedną osobę. Zresztą, mówił dalej ów mądry kapłan, oddanie własnego życia w obronie kogoś innego jest zawsze heroizmem – a do heroizmu nikogo zmuszać NIE WOLNO. Pisałam tu już zresztą o tym wielokrotnie.

Osobną oburzającą kwestią jest w tym wszystkim rażąca dysproporcja kar kościelnych, zastosowanych wobec gwałciciela i lekarzy, ratujących życie jego ofiary. O ile mi wiadomo, ten pedofil będzie mógł się wyspowiadać i otrzymać rozgrzeszenie, natomiast na nich nałożono największą karę….

Dla mnie każda aborcja jest tragedią – ale JEDYNYM winnym tej akurat tragedii jest ów zboczeniec. To jego i tylko jego należało ukarać ekskomuniką…

UWAGA: Wbrew temu, co pisali o tej sprawie niektórzy słabo zorientowani autorzy, ekskomuniki NIE NAŁOŻONO na tę dziewczynkę – po prostu dlatego, że prawo kanoniczne nie przewiduje stosowania takiej kary wobec osób poniżej 16. roku życia.