Z okazji wczorajszej warszawskiej Parady Równości TVN24 zaprosiła do rozmowy szefa „Kampanii Przeciw Homofobii”, Roberta Biedronia, oraz znanego ze swoich kontrowersyjnych poglądów polityka UPR, Janusza Korwin-Mikke, słusznie zakładając, że takie zderzenie dwóch skrajnych postaw zawsze jest interesujące, albo przynajmniej… zabawne.
Niestety, z dyskusji nic nie wyszło, bo zamiast porozmawiać rzeczowo, obaj panowie zaczęli natychmiast się sprzeczać…o słowa.
Robert Biedroń poczuł się otóż urażony dość żartobliwym zresztą określeniem „homosie”, którego z kolei Korwin-Mikke używał z uporem godnym lepszej sprawy.
Ta dosyć kuriozalna sytuacja skłoniła mnie na nowo do refleksji nad tym, czym właściwie jest ta „mowa nienawiści” – którą to pan R.B. i jego koledzy tropią z takim zaangażowaniem, nawet tam, gdzie jej…nie ma!
Już tu kiedyś pisałam (zob. „Obraza uczuć religijnych…”), że ludzi mogą „obrazić” najprzeróżniejsze rzeczy, nawet najzupełniej niewinne – ale czy wobec tego wszystkie one powinny być zagrożone karą więzienia do lat trzech?
Sama czuję się często zniesmaczona dosyć agresywnym tonem, którego używa niejaki Atton (www.ateistaa.blog.onet.pl), ilekroć pisuje o katolikach – ale czy ja domagam się, aby go za to przykładnie ukarać? NIE!
Bo wiem, że publiczne wyrażanie jakichkolwiek poglądów zakłada także prawo do ich krytyki – na tym, ogólnie rzecz biorąc, polega WOLNOŚĆ SŁOWA.
Natomiast pan Robert Biedroń domaga się, aby „rugować” z mediów osoby, które mają inne przekonania, niż on sam. Innymi słowy: „Kto nie będzie kochał gejów (Żydów, masonów, cyklistów…) zostanie rozstrzelany!” Albo przynajmniej wysłany na przymusową terapię…
No, dobrze… Tylko z kim wówczas środowiska homoseksualne będą prowadzić „debatę”? Zawsze mnie uczono, że aby była dyskusja, muszą zaistnieć co najmniej DWA różne zdania…
Por. też: „Co naprawdę myślę o…HOMOSEKSUALIZMIE?”; „Raport mniejszości.”; „Obraza uczuć religijnych – czyli co?”
