Czułe słówka.

Wydawało mi się zawsze, że z racji moich licznych kontaktów z mężczyznami jestem w tej materii ogromnie doświadczona. 🙂

 

Myliłam się. Nic nie wiedziałam. Nic. Ani o mężczyznach, ani o miłości, ani o seksie… Uśmiecham się teraz do siebie, bo mi się znowu przypomniała wizja mojego charyzmatycznego spowiednika – mała dziewczynka na maminych szpilkach. Tak, właśnie.

 

Nie wiedziałam, jacy potrafią być mężczyźni. Zwłaszcza zakochani mężczyźni. Przecież żaden mnie dotąd jeszcze nie kochał. Nie szalał za mną tak, jak szaleje P. Nie dzwonił co godzinę po to tylko, żeby mi powiedzieć, że mnie kocha… Kocha mnie! Kocha! Kocha! Nie rozumiem, jak może mnie kochać? Daje mi tyle czułości, że się w niej roztapiam. A w jego cieple – ojej, jakie to banalne, co piszę! 🙂 – kaleka dziewczynka rozkwita jak kwiatuszek.

 

Na który nikt by nie zwrócił uwagi. Ale on zwrócił. I wystarczy.

 

Wziął mnie za rękę i pociągnął za sobą – a ja pobiegłam za nim z radością dziecka, biegnącego po łące. I poszłabym za nim wszędzie, z zamkniętymi oczami – do piekła czy do papieża…

 

Bo kiedy mam Ciebie, kochanie, mam wszystko. Cały świat.

 

Kto daje i odbiera…

„Jestem sam, Panie, tego wieczoru…

W kościele szum z wolna się uciszył,  ludzie się rozeszli, a ja wróciłem do domu. Sam. Mijałem ludzi idących na wieczorny spacer. Przeszedłem koło kina, które właśnie wyrzucało swoją porcję tłumu. Przeszedłem obok kawiarnianych tarasów, gdzie zmęczeni spacerowicze starali się jeszcze przedłużyć radość życia w ten świąteczny dzień.

Nieomal otarłem się o dzieciarnię bawiącą się na chodniku. Dzieciarnia, Panie… Dzieci, które nigdy nie będą moimi. Więc jestem sam, Panie. Sam. Cisza przygniata mnie, a samotność gnębi. Mam trzydzieści pięć lat, Panie. Ciało takie samo, jak inni. Ramiona zdolne do pracy. Serce zdolne do miłości.

To prawda, ze były Ci potrzebne. Oddałem Ci wszystko, ale ciężko było, Panie. Ciężko oddać swoje ciało, gdy ono chciałoby oddać się komu innemu.

Ciężko kochać wszystkich, a nikogo nie mieć dla siebie. Ciężko trzymać czyjąś dłoń, a nie móc jej zatrzymać. Ciężko rozbudzić w kimś uczucie i nie móc go odwzajemnić. Ciężko być takim jak inni i żyć pośród nich, a jednak być innym. Ciężko wychodzić naprzeciw bliźnich, a wiedzieć, że nikt nigdy nie wyjdzie naprzeciw mnie. Ciężko jest cierpieć z powodu grzechów innych ludzi i nie móc odmówić słuchania i dźwigania ich. Ciężko wysłuchiwać tajemnic, a nie móc podzielić się nimi.  Ciężko podtrzymywać słabszych, a samemu nie móc oprzeć się na nikim….

Ciężko być samotnym. Samotnym w obliczu wszystkich. Samotnym wobec świata. Samotnym w cierpieniu, w śmierci, w grzechu.

A jednak Bóg mówi: Nie jesteś sam. Ja jestem z tobą, a nawet – Ja jestem tobą, bo potrzebne mi było Twoje człowieczeństwo, żeby móc kontynuować dzieło Odkupienia. Jesteś mi potrzebny! Potrzebne mi są twoje ręce, bym mógł dalej błogosławić, Potrzebne mi są twoje usta, bym mógł dalej mówić. Potrzebne mi jest twoje ciało, bym mógł dalej cierpieć, Potrzebne mi jest twoje serce, bym mógł dalej kochać. Zostań ze Mną, synu…

Oto ja, Panie! Oto moje ciało. Moje serce, moja dusza. Uczyń mnie tak wielkim, bym mógł ogarnąć świat. Tak silnym, bym mógł go udźwignąć. Tak czystym, bym mógł go objąć bez chęci zatrzymania go przy sobie. Uczyń mnie nie miejscem spotkania, lecz przejścia. Drogą…

Tego wieczoru, Panie, gdy wszystko milczy i gdy w sercu czuję tę bolesną samotność, gdy moje ciało bezustannie wyje z pragnienia bliskości, gdy ludzie chcą zabrać mi duszę, a ja czuję się niezdolny do zaspokojenia ich, gdy cały świat ciąży mi na barkach ciężarem nędzy i grzechu – powtarzam Ci moje „tak”, już nie w młodzieńczym wybuchu radości, ale powoli, świadomie, pokornie.

Jestem taki samotny, Panie, przed Tobą. W ciszy tego wieczoru. ”

 

Tego typu pobożne teksty niezmiennie rozdzierają moją duszę…

Bo ja KOCHAM kapłana, który ma właśnie trzydzieści pięć lat!

Dałam mu ciepło, oparcie i bliskość. Uleczyłam jego tęsknotę, uciszyłam jego pragnienie. Dałam mu wszystko, co tylko kobieta dać może. Oddałam mu samą siebie. Zawołałam na niego – a on mi odpowiedział. Pokochałam go – a on odwzajemnił moją miłość. I urodzę dziecko, które będzie tylko jego dzieckiem…

Ale jest mi smutno, bo wiem, że jednocześnie coś mu ODEBRAŁAM. Coś bardzo ważnego i pięknego. Odebrałam mu jego samotność, „błogosławioną samotność”, jak to mówili Ojcowie Kościoła… Zagarnęłam go dla siebie, całkowicie, zachłannie i bez reszty – i odebrałam go innym ludziom, ludziom, którzy być może potrzebują jego miłości jeszcze bardziej niż ja… Ludziom, wśród których pracuje.

I wiem, że jestem złodziejką. Odebrałam kapłana mojemu Bogu…

Droga Krzyżowa „kochającej księdza.”

Wprowadzenie

Już od czasów licealnej młodości towarzyszy mi taki obyczaj, że w wielkopiątkowy wieczór piszę własną Drogę Krzyżową. Poniżej przedstawiam Wam teksty moich tegorocznych rozważań.

 

STACJA I: Jezus skazany na śmierć. 

Czy to możliwe, Panie, że krzyczeli: „Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go! Na krzyż z Nim!”? Ci sami, którzy kilka dni wcześniej wołali: „Hosanna Synowi Dawidowemu!” Jak rzekło Pismo: „Wtedy opuścili Go wszyscy i uciekli…”

 

Wiem, że to możliwe. I wiem, że i ode mnie odwrócą się teraz wszyscy, których dotąd uważałam za przyjaciół – bo pokochałam tego, którego nie powinnam. Ty jednak, o Synu Dawida, ulituj się nad nami!

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

 

STACJA II: Jezus bierze krzyż na swe ramiona.

Modliłeś się, Panie, aby Cię ominęło to, co miało na Ciebie przyjść – a jednak przyjąłeś krzyż…

 

Ja też zapewne miałam jakiś wybór…Wiem, że kiedyś musiał być jakiś moment, kiedy się jeszcze mogłam cofnąć. Na pewno był – a może nawet było ich kilka? – tyle, że ja wtedy o tym nie wiedziałam…

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

 

STACJA III: Pierwszy upadek Jezusa pod krzyżem.

Powiedzieli mi: „Rzuć go, zostaw go, rozstań się z nim!” – jak gdyby było w mojej mocy przerwać coś, czego sama nie sprawiłam…

 

„Z Bożej woli wszystko się zdarzyło – a Bóg wiedział, że to DOBRE było..” (Piotr Rubik & Zbigniew Książek – Oratorium TU ES PETRUS).

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

 

STACJA IV: Jezus spotyka swoją Matkę.

„A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego, Maria, i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa i Maria Magdalena.” 

 

Matka Jezusa nie opuściła Syna w godzinie Jego Męki – przeciwnie, poszła za Nim aż po krzyż.

 

Ja jednak wiem, że ta miłość skłóci mnie nawet z moimi najbliższymi… Moja mama nigdy tego nie zaakceptuje…Odtrąci mnie… ” I będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy…”

 

Ty jednak, o Matko Bolesna, Matko pięknej miłości, przyczyń się za nami!

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

 

STACJA V: Szymon z Cyreny pomaga Jezusowi nieść krzyż.

Ewangeliści mówią, że żołnierze musieli aż przymusić człowieka, „który wracał z pola”, aby pomógł Bogu zbawić świat…

 

A jego nikt nie przymuszał, by wyrwał mnie z wirtualnego piekła…zrobił to z własnej chęci. I z miłości. I stał się jakby „Szymonem” na mojej drodze. I czy za to mamy iść do piekła, Panie?

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

 

STACJA VI: Weronika ociera twarz Jezusowi.

Czy ty naprawdę nie istniałaś, Weroniko, czy tylko nie dostrzegli cię Apostołowie, lękliwie schowani gdzieś w tłumie?

 

Twój gest jest taki odważny i taki…kobiecy… Chłodny dotyk płótna na zmęczonej twarzy Skazańca… Może twoja czułość i odwaga zawstydziły mężczyzn, którzy spisywali Ewangelie aż do tego stopnia, że pamięć o tobie przechowała tylko tradycja Kościoła?

 

Wiem, że aby pokochać kapłana, potrzeba również wiele odwagi – zapewne więcej, niż mam jej ja… Napisałam wcześniej, że on stał się dla mnie „Szymonem” ale ja…czyż ja nie jestem dla niego jakby „Weroniką”, Panie?

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

 

STACJA VII: Drugi upadek Jezusa pod krzyżem.

Tamten kapłan powiedział: „Módl się, abyś wyzbyła się swojej nadmiernej afektywności! Ty po prostu za wszelką cenę chcesz się do kogoś przykleić!” Zabolało, jakby mnie uderzył. „Przykleić się”, Panie? „Nadmierna afektywność”?! Ja po prostu go kocham…

 

„Tak więc trwają: wiara, nadzieja i miłość – te trzy. Z nich zaś największa jest miłość…” 

 

STACJA VIII: Jezus i płaczące niewiasty.

„A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz On rzekł do nich: „Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną, lecz nad sobą i nad dziećmi waszymi…”

 

Panie, często płakałam nad sobą – lecz rzadko nad swoimi grzechami. Płakałam także nad naszymi dziećmi, choć się jeszcze nie narodziły…że będą musiały żyć z „piętnem”  dzieci księdza…

 

Proszę Cię, Panie, daj nam obojgu łaskę prawdziwych, szczerych łez, które oczyszczą nasze serca ze wszystkiego, co w tej miłości nie pochodzi od Ciebie.

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

 

STACJA IX: Trzeci upadek Jezusa pod krzyżem.

Opowiada tradycja, że stało się to już u stóp Golgoty…

 

Panie, a jeśli my także się mylimy? Jeśli P. jest jak ten bogacz z przypowieści proroka Natana, który odebrał biedakowi jego jedyną owieczkę? Jeżeli nie tego od nas oczekujesz? Dawid  i Batszeba przecież także bardzo się kochali, tak bardzo, jakby ogarnął ich „płomień Pański”, a jednak… A jeżeli dziecko, które nam się urodzi, umrze?

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

 

STACJA X:: Jezus obnażony z szat.

Odwieczne Słowo przyjęło ludzkie ciało w łonie Dziewicy, która stała się Matką…Ona, w betlejemskej grocie, patrzyła na Jego Ciało z miłością. Żołnierze na Golgocie patrzyli z pogardą i nienawiścią.

 

Mówi Pismo: „Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali wobec siebie wstydu.” A Jan Paweł II kiedyś napisał, że w miłości następuje POCHŁONIĘCIE wstydu przez miłość.

 

Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że kiedy P. na mnie patrzy, to patrzy z miłością – patrzy tak, jak Ty sam na mnie patrzysz. Jak nikt nigdy na mnie nie patrzył… Ty jednak, Panie, oczyść naszą miłość ze wszystkiego, co nieczyste, ze wszystkiego, co może mieć choćby pozór zła!

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

 

STACJA XI: Jezus przybity do krzyża.

Standardowy przebieg ukrzyżowania: dwa gwoźdze wbite w przestrzeń pomiędzy kośćmi nadgarstka, jeden długi – przez dwie złączone stopy…

 

Panie, i czy to grzech, czy może już pokuta, że czuję ból zawsze, kiedy widzę młodego kapłana, sprawującego Eucharystię – i kiedy z jego rąk przyjmuję Twoje Ciało?

 

Jego ręce…jego kapłańskie ręce…namaszczone, aby rozgrzeszać i błogosławić, obejmowały mnie i tuliły. To nie mnie powinny dotykać, nie mnie!

 

„Rozeszły się całkiem drogi,

zgubiło się i odkryło…

Pozostał człowiek i Pan Bóg

mój grzech, moja miłość…”

(Ks. J. Twardowski)

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chyste, zmiłuj się nad nami!

 

STACJA XII: Jezus umiera na krzyżu.

„A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem: „Eli. Eli. lama sabachtani!”, co znaczy: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” I skłoniwszy głowę oddał ducha.”

 

A współczesna medycyna sądowa twierdzi, że Człowiekowi powieszonemu na krzyżu po prostu pękło serce. Z miłości…

 

Prawie tak jak mnie, gdy P. powiedział do mnie: „Chodzi mi właśnie o sakramenty, o to, że gdy się pobierzemy, będzemy ich pozbawieni. Czy jesteś w stanie tyle dla mnie poświęcić?”

 

I wszystko we mnie krzyczało: „NIE! NIE! Nie proś mnie o to! Nikt nie ma prawa mnie o to prosić! Nawet ty! ZWŁASZCZA ty!”

 

Ale potem przypomniała mi się przypowieść o skarbie i perle. O tym, jak to pewien człowiek ujrzawszy drogocenną perłę poszedł, sprzedał WSZYSTKO, co posiadał i kupił ją…

 

Panie, Ty wiesz, że jesteś wszystkim, co mam. Ale to P. jest dla mnie tą „drogocenną perłą…” Więc kupię sobie jego miłość za cenę ogromnego cierpienia…

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!

 

Stacja XIII: Jezus zdjęty z krzyża i złożony w ramionach Matki.

Tylko tyle mogła już dla Niego zrobić – wziąć Go w ramiona i przytulić, tak jak wtedy, kiedy był małym Dzieckiem…

 

Wiem, że moja mama mnie za to nie przytuli… Już prędzej spoliczkuje…

 

Ale Ty, Panie, mnie przygarnij! Ja też jestem tylko dzieckiem, które Ci się zgubiło…

„Kołysz, kołysz mnie –

jestem dzieckiem więc

 kołysz, kołysz mnie!

Prowadź, prowadź mnie –

 nie znam drogi, więc prowadź, prowadź mnie!”

(Magda Anioł)

 

A Pan mówi:”Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie…”

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chyste, zmiłuj się nad nami!

Matko Bolesna, Matko pięknej miłości, przyczyń się za nami!

 

STACJA XIV: Jezus złożony do grobu.

Grób to spokój. Koniec. Wytchnienie po Męce. Cisza Wielkiej Soboty.

 

Proszę Cię, Panie, okaż nam swoje miłosierdzie i daj pokój naszym sercom – Ty, który jesteś Miłosierdziem samym… „Stworzyłeś nas dla siebie, Panie, i niespokojne jest serce nasze dopóki nie spocznie w Tobie.” (św.Augustyn)

 

„Odpocznienie w cieniu skrzydeł Twych – pokój poznam poprzez miłość Twą… Choć upadnę nie będę lękać się – bo schronienie znajdę w cieniu skrzydeł Twych…”

 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!