Co naprawdę myślę o… POSTĘPIE?

Temat ten “wypłynął” w pewnym sensie jako skutek uboczny mojego niedawnego postu o rewolucji w Kościele, więc pomyślałam, że i temu warto poświęcić kilka słów.

Myślę, że stały (liniowy) i powszechny POSTĘP jest – podobnie jak “równość”, “wolność słowa” czy “sprawiedliwość” (i jeszcze parę innych) – jednym z pięknych, ale nieziszczalnych marzeń ludzkości.

I myślę też, że papież Benedykt XIV miał rację, kiedy stwierdził, że postępowi naukowo-technicznemu nie dorównuje postęp moralny.

To tylko marksiści wierzyli (a niektórzy ich pogrobowcy wierzą nadal), że wystarczy tylko zmienić rzeczywistość zewnętrzną – prawa, stosunki społeczne czy gospodarcze, ażeby samorzutnie powstał też “nowy człowiek.”Są jeszcze “scjentyści” , którzy sądzą, że już niedługo nauka rozwiąże wszystkie (lub prawie wszystkie) problemy ludzkości – i nastanie raj na ziemi…Tymczasem już samo pojęcie “postępu” jest dyskusyjne, nawet, jeżeli chodzi nam tylko o postęp naukowo-techniczny.

Przede wszystkim,nie przebiega on równomiernie (równocześnie) na całym świecie – można nawet powiedzieć, że nasze oszałamiające osiągnięcia są ograniczone tylko do najbogatszych społeczeństw. A cena, jaką trzeba za to zapłacić i tak bywa wysoka – żeby wymienić tylko choroby cywilizacyjne i zanieczyszczenie środowiska.

A kiedy pojęcie “postępu” przenosimy na ludzkie zachowania, robi się już tylko gorzej. Czy eutanazja starych,chorych i niepełnosprawnych to rzeczywiście postęp, czy raczej regres? Albo wymiana partnerów, poligamia czy choćby (najbardziej z nich niewinny) naturyzm?

6 Replies to “Co naprawdę myślę o… POSTĘPIE?”

      1. Nie rozumiem, nie jestem w stanie pojąć, co ma naturyzm do wymiany partnerów, poligamii i eutanazji? I jaki ma on związek z postępem? Demonizowanie ciała, nagości to raczej “wynalazek” średniowiecza i w zasadzie mógłbym się zgodzić, że naturyzm to jednak “regres”, ale w dobrym znaczeniu: powrót do normalności. Bo cóż nienormalnego i niemoralnego jest w ciele mężczyzny i kobiety, jakim stworzył ich Bóg? Naturyzm nie ma nic wspólnego z seksem, z ekshibicjonizmem, nie daj Bóg z pedofilią (jak uważają niektórzy). Naturyzm jest doskonałą przeciwwagą dla wszędobylskiej pornografii, pokazuje prawdziwe oblicze ludzkiego ciała, nie to co “podrasowane” zdjęcia w seksualnych pozach. Sam Jan Paweł II w “Miłość i odpowiedzialność” stwierdza: “istnieją pewne sytuacje obiektywne, w których nawet całkowita nagość ciała nie jest bezwstydna, ponieważ właściwą funkcją tej nagości nie jest wywoływanie odniesienia do osoby jako do przedmiotu użycia”. Opalanie się i kąpiel _mogą_ należeć do sytuacji, w których użycie jakiegokolwiek stroju jest bezprzedmiotowe, jeśli akceptują to wszyscy wokoło. Jeśli ktoś odnosi to do sytuacji seksualnej – czyli “używa” innej osoby w swojej wyobraźni, idzie na taką plażę, by podglądać – to, owszem, czyni zło, ale robi to SAM, NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Jakakolwiek sytuacja seksualna na plaży naturystów spotkałaby się z natychmiastową reakcją ogółu i wyrzuceniem z hukiem takich “plażowiczów”. Nawiasem mówiąc, rewia mody na plażach tekstylnych (i “ubieranie” się w strój kąpielowy podkreślający walory seksualne) powoduje, że plaża naturystów staje się bardziej aseksualna od “normalnej”.Polecam inne, nieco mniej stereotypowe spojrzenie na naturyzm i takoweż przeczytanie encykliki JP2. Sam wspomina o w niej o tym, że strój jako taki (i norma go dotycząca) jest wytworem kultury. Proszę: “Wstyd seksualny nie utożsamia się więc w sposób prosty z samym stosowaniem stroju, tak jak bezwstyd nie utożsamia się z jego brakiem i z całkowitą lub częściową nagością ciała. To jest czynnik uboczny i warunkowy. Można najwyżej stwierdzić, że dążność do osłaniania ciała oraz tych jego części, które stanowią o odrębności płciowej kobiety i mężczyzny, idzie w parze ze wstydem seksualnym, ale istoty jego nie stanowi.” Zauważcie, “można najwyżej stwierdzić”, czyli jest to pewnego rodzaju teza. Nagość sama w sobie JEST neutralna, to człowiek i jego spojrzenie nadaje jej pewien sens (taki czy inny). I nie widzę, dlaczego naturalne plażowanie (naprawdę, najprzyjemniejsze: wspomnijcie, jak niewygodnie jest wyjść z morza w mokrym stroju, który przykleja się do ciała i schnie – a wystarczy go nie mieć, by kąpiel i opalanie były mało uciążliwe!) miałoby nadawać jej sens negatywny. Do czego prowadzi ten polski “kompleks nagości”? Próba normalnego umycia się pod prysznicem na basenie skończy się w najlepszym wypadku oburzonym spojrzeniem osoby obok (bo jak to, ściągnąć majtki w publicznym miejscu, co z tego, że prysznic jest osobny dla każdej płci). Tam, basen to jeszcze nic – w końcu woda jest filtrowana, co najwyżej złapie się grzybicę. Ale siedzenie w saunie w stroju kąpielowym (sztucznym!), często w czepku, oczywiście nie na ręczniku tylko bezpośrednio na deskach, to polska norma. Potem przychodzi kolejna osoba i siada na takiej “zupce z potu”, kostium sztuczny pod wpływem temperatury kurczy się (a jak jest z Chin, to pewnie wydziela jakieś toksyny, bo temperatura wysoka). Eh, zagalopowałem się, ale wynika to tylko z faktu “niezdrowego” podejścia do ciała i nagości większości naszych rodaków.

        1. No, cóż, chodziło mi w tym zestawieniu TYLKO o to, że wszystkie wymienione zachowania są dziś przedstawiane jako “postęp” w stosunku do dawniejszego “zacofania”, gdy tymczasem stanowią one pewien regres, ponieważ wszystko to już kiedyś BYŁO. Tylko tyle. A w zamian otrzymałam wykład o naturyzmie, pruderii i pojmowaniu ciała, na który, jak mi Bóg miły, całkiem nie zasłużyłam. 🙂 Co do średniowiecza, to wydaje mi się, że ono akurat (mówimy o okresie “klasycznym”, X-XIII wiek) miało do ciała, nagości i higieny osobistej dość naturalny stosunek. Większość naszych fobii w tym wzgłedzie wywodzi się z wieków późniejszych, kiedy to uznano, że nawet człowiek, który (oby jak najrzadziej!) zażywa kąpieli, powinien być w miarę możności kompletnie odziany.:) Karol Darwin uznał pewne plemiona za “ogniwa przejściowe” tylko z tej racji, że nie znały ubrań. To prawda, że Jan Paweł II roztropnie dopuszcza szereg sytuacji, kiedy nagość jest zupełnie niewinna, ale wiąże ją także (czytałam “Miłość i odpowiedzialność”!:)) ze spojrzeniem pełnym szacunku i miłości, takim, jak np. spojrzenie na dzieło sztuki, rodziców na dziecko, czy małżonków nawzajem na siebie. A naturyzm…no, cóż… Ja w nim dostrzegam zrozumiałą tęsknotę za stanem pierwotnej niewinności. Tylko nie jestem pewna, czy taki powrót jest dzisiaj jeszcze (w sytuacji “po grzechu pierworodnym”) naprawdę możliwy? Pamiętaj także, że nagość, mimo że sama w sobie jest dobra i piękna, wcale nie jest bardziej właściwym stanem dla człowieka, niż ubranie. Zwierzęta nie są nagie – ani się nie “wstydzą.” Wstyd jest właściwy jedynie ludziom-podobnie jak ubiór. CZŁOWIEKA bowiem tworzą wspólnie natura i kultura – i żadna z nich nie jest ważniejsza od drugiej. Ufff…

  1. jak powiedział (bodajże Paweł VI w Populorum progressio) postęp techniczny nie oznacza jeszcze prawdziwego rozwoju. to co się dzieje obecnie skłonna jestem nazwać raczej postępującym regresem… patrząc na rzecz całościowo wydaje mi się to uprawnione. bardzo smutna ta nasza rzeczywistość, kiedy zaprzecza się wszystkiemu wycierając sobie twarz zdeformowanym pojęciem wolności. wielkie cywilizacje upadały mimo postępu naukowego, któremu nie towarzyszył jednocześnie “postęp” czy – lepiej – rozwój ducha. kiedy dochodzi do negacji życia nawet najwspanialsze nowinki i różnego rodzaju ulepszenia są tak naprawdę bez znaczenia. nie jestem przeciwnikiem postępu jako takiego – jako ludzie otrzymaliśmy zadanie przedłużania dzieła stworzenia i czynienia świata bardziej ludzkim. jednak o czym się dzisiaj zapomina, wielkie odkrycia to coraz częściej także wielka odpowiedzialność. nie jestem pesymistą (choć nieraz pewnie tak to wygląda ;)) i nie chcę ponuro twierdzić, że zmierzamy w stronę samozagłady niemniej problem istnieje.

    1. Najbardziej wyraźnie widać ten “regres” o którym piszesz w dziedzinie społecznej i obyczajowej. Tylko patrzeć, jak będziemy masowo zabijać “nieproduktywnych” staruszków (gorzej, niż w społecznościach jaskiniowców) i chore noworodki (wypisz-wymaluj jak w Sparcie). I po kiego nam był ten cały oszałamiający ROZWÓJ MEDYCYNY – tylko po to, żeby ci, którzy i tak są młodzi, piękni, zdrowi i BOGACI mogli być DŁUŻEJ młodzi i piękni? Bo jeśli chodzi o całą resztę, to powoli zmierzamy do punktu wyjścia. Albo ten coraz bardziej powszechny entuzjazm dla poligamii… Przecież to wszystko już było!:) Nic nowego pod słońcem…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *